(Środa, 30 maja)
Szłam powolnym spacerkiem wraz z Lu i Roksaną gdy rozbrzmiał się mój telefon... wyjęłam go i odebrałam bez czytania.
- Słucham ?
- Co tak poważnie skarbie ? - spytał rozbawiony Zbyszek.
- A to ty... Czego chciałbyś ?
- Ciebie, przyjdź do mnie - wyobraziłam go sobie przygryzającego wargę.
- Ja w przeciwności do ciebie idę właśnie do Kościoła.
- Po co ? Dzisiaj jest środa, a nie niedziela. - powiedział przemądrzale.
- Jest Boże Ciało idioto !
- To dzisiaj ?!...
Nie słuchałam co mówił tylko rozłączyłam się, wyłączyłam telefon i schowałam go do kieszeni w spodniach.
Po przemarszu poszłam prosto do domu i rzuciłam się na łóżko nie gadając z nikim... muszę przyznać że moje kontakty z Roksaną są do dupy... no ale mówi się trudno i żyje się dalej.
Pogoda była ohydna ! Jak może być tak zimno w CZERWCU ?! Mam nadzieję że tam gdzie jadę ze Zbyszkiem będzie świetna pogoda.
Zasnęłam o godzinie 16 a obudziłam się o 19.04... przebrałam się i postanowiłam że się przejdę.
Musiałam oczywiście ubrać się grubo bo jak mówiłam na dworze jest cholernie zimno.
- Gdzie wychodzisz ? - zapytała mnie oschle Roksana.
- Nie twoja sprawa. - nie patrząc na nią wyszłam i zamknęłam drzwi z hukiem... PRZEPRASZAM SĄSIEDZI ALE TEGO WYMAGAŁA SYTUACJA
Szłam powoli parkiem... było jeszcze jasno... jest w końcu koniec wiosny no nie ?
Usiadłam na ławce i myślałam o sobie, Zbyszku i o nas... O Roksanie, o Lu, o wakacjach i o wszystkim...
Ławka ugięła się lekko pod kogoś ciężarem.
- O czym myślisz ? - powiedział ktoś z tak bardzo znanym i nielubianym głosem.
- Kubiak ? Czego ty tu ?
- Myślałem że między nami już okey - popatrzył na mnie podejrzliwie.
- Myślisz że tak szybko zapomną o tym jak zachowywałeś się wcześniej ?
- Miałem taką nadzieję.
- Nadzieja matką głupich, a tu najwyraźniej wszystko się zgadza.
- Spadaj, teraz to ty jesteś chamska.
- Co u Zbyszka ?
- Jest zawiedziony że jedzie z tobą na wakacje i mnie opuszcza.
- Spieprzaj ! - powiedziałam śmiejąc się, zaczynałam go lubić - co robi teraz ?
- Nie wiem pewnie pieprzy się z jakąś seksowną blondynką. Kazał mi się przejść.
Już chciałam coś powiedzieć ale obok nas pojawiła się sylwetka mojego mężczyzny. Posłałam Kubiakowi wzrok a'la ,,Jesteś głupi"
- Cześć kochanie - przywitaliśmy się długim pocałunkiem.
- Co wy tu robicie ? - spytałam patrząc na mojego ukochanego.
- Poszliśmy po zapas piwa - powiedział i uniósł do góry zgrzewkę tyskiego.
- To ty nie wolisz Okocim ?
- Wole ciebie. A ty co robisz tak sama ?
- Nie jestem sama, jestem z wami ?
- To idź już do domu żeby cie nikt nie zgwałcił.
- Musicie mnie odprowadzić - popatrzyłam na mnie prosząco.
- No to chodźmy.
- A tak w ogóle to miałeś mi walizkę przywieźć...
- Oj tam oj tam.
_________________________
Taki beznadziejny ! NIE MAM WENY przepraszam*-*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz