Weszłam pod prysznic... 12.45 zaraz wraca Zbyszek... Poczekałam. Chciałam więcej.
Zamknęłam oczy, delektowałam się spływającą wodą po moim ciele. Było jak w niebie. Mięśnie bolały mnie nieziemsko... Cóż Zbyszek był zajebisty w te klocki.
Poczułam czyjeś ręce na swoich piersiach... czyjeś znaczą Zbyszka.
- Wróciłeś ? - nie odpowiedział.... znaczy odpowiedzią był zachłanny pocałunek.
Odwróciłam się do niego przodem. Był nagi... jak i ja.
No tak zrobiliśmy to pod prysznicem.
Potem przenieśliśmy się na łóżko.
15.49- Muszę iść do domu. Roksana się pewnie martwi. - powiedziałam łapiąc oddech i delektując się chwilą.
- Jeszcze nie... Zostań jutro pójdziesz.
- Nie mogę Zbyszek... Muszę iść. - odepchnęłam go. - Muszę jutro iść do pracy.
- Przyjdź na mecz... Weź małą. Przyjdź - usiadł na skraju łózka ubierając bokserki.
- Nie wiem... - nie patrzyłam mu w oczy... Wstydziłam się jego publicznie ? Ubierałam się powoli on przyglądał się mi.
- Czemu ? - patrzył mi w oczy z przejęciem.. z namiętnością.
- Nie wiem czy jestem gotowa... no wiesz żeby wszyscy wiedzieli. - powiedziałam chowając głowę we włosach.
- Wstydzisz się ? - spytał mrużąc oczy jakby nie chciał wierzyć.
- Nie to nie tak... ja po prostu nie wiem jak to jest pomiędzy nami... ja nie wiem czy coś do ciebie czuję... nie chcę żeby ludzie myśleli że - łzy poleciały mi z oczu - że cię kocham, i żeby tak nie było... przepraszam - wyszeptałam, wybiegając z jego domu.. Po drodze wpadłam na jakiegoś mężczyznę... nie wiem kto to był ale dziwnie się na mnie patrzył.
*Zbyszek*
Nic do mnie nie czuła ? Mogłem się spodziewać... no ale się nie opierała... może chciała tylko sexu ? Może potraktowała mnie tak jak ja inne dziewczyny.
<dryń>
- Otwarte! - krzyknąłem nie wiedząc kto to.
- Stary co to za laska taka zapłakana wybiegła od ciebie ? Co jej zrobiłeś ?
- Kubiak ?! Miałeś być jutro. - popatrzyłem na przyjaciela, na chwilę zapominając o dziewczynie.
- Mniejsza ze mną co to za laska... niezła była.
- To Marta...
- I to wszystko ? Kolejna laska na jedną noc ? - spytał zdenerwowany... nie lubił tego.
- No właśnie nie... Myślałem że coś więcej. Ale widoczniej ona nie. - powiedziałem załamany... zaczynałem coś czuć... pierwszy raz.
- Płakała. - oznajmił krótko, siadając obok mnie.
- Powiedziała że nie wie co czuje. Że nie chce żeby ktoś o nas wiedział.
- Dziwka. - powiedział cicho pod nosem, chcąc abym nie słyszał... niestety... słyszałem.
- Wypluj to ! - powiedziałem zdenerwowany.
- Stary ty na prawdę coś do niej czujesz ! - powiedział nie dowierzając.
- No nie wiesz...
<dink> wpadłem na zajebisty pomysł.
Znalazłem telefon i wykręciłem numer...
- Igła ? Jest sprawa. - powiedziałem marszcząc nos i przygryzając lekko wargę.
- No co jest Zibi ? - odezwał się wesoły.
- Musisz sprawić żeby Marta była na jutrzejszym (wtorkowym) meczu.
- Stary to finał... będzie trudno o miejsce.
- To załatw te w kwadracie albo nie wiem w strefie VIP sa chyba jeszcze rezerwowe... ch*j mnie to obchodzi z resztą.. ma być... tylko nie wspominaj o mnie - Krzysiek nie zdążył odpowiedzieć bo się rozłączyłem.
Resztę wieczoru rozmawiałem z Dzikiem o czasie w którym się nie widzieliśmy... o dziwo obeszło się bez alkoholu...
_________________________________
Proszę bardzo 10.. Mam nadzieję że będą komentarze...
Zapraszam Nowy blog !
niedziela, 28 kwietnia 2013
piątek, 26 kwietnia 2013
~ Chapter nine
- Możemy ? - spytali, najwidoczniej mnie nie widząc.
Zbyszek przeprowadził z nimi krótką rozmowę, po czym weszli do salonu.
- Cześć Marta. - przywitali się równocześnie.
- Siemka.
Usiedli na kanapę, z czego dla Zbyszka nie było miejsca.
- No super. - powiedział i poszedł do kuchni po krzesło.
Chłopcy postawili na stół "trochę'' piw.
- Nie żeby coś... ale nie upijcie Zbyszka, bo ja mam z nim spać. - powiedziałam sztucznie się uśmiechając.
- Uuuu... to przepraszamy że przeszkadzamy. - powiedzieli znacząco chłopacy.
- Haha.. - zaśmiałam się ironicznie - nie w tym sensie... zboczeńcy.
- Martuś nie musisz wstydzić się naszego związku. - powiedział drocząc mnie Zbyszek.
- Ale Zbysiu, ciebie nie da rady się wstydzić. - powiedziałam obracając oczyma. - A swoją drogą, jak wy tu przyszliście ? Nie boicie się burzy... No i jesteście suszy. - powiedziałam marszcząc czoło.
- Wyobraź sobie że się nie boimy... A przywiózł nas Olieg.
- To czemu nie wszedł ? - spytałam,,, polubiłam Oliega... nawet bardzo.
- Żona - powiedział krótko Pit.
Kiwnęłam głową, po czym spojrzałam na Zbyszka, nadal siedział bez koszulki. Uwielbiałam jego klatę... To chyba jedyne co w nim uwielbiałam...
Przez dłuższy czas wpatrywałam się w jego wyrzeźbioną część ciała.
Dopiero gdy zobaczył że nie mogę oderwać od niego oczu... właśnie to zrobiłam.
(...)
- To cześć... miło było - podsumowali chłopcy...czyt. Pit i Kosa.
Drzwi się zatrzasnęły, a ja spojrzałam na ostatniego mężczyznę w tym pomieszczeniu.
- Wcale nie jesteś pijany. - zdziwiłam się.
Uśmiechnął się i wskazał ręką w stronę sypialni.... No tak było już trochę późno.
Poszłam w wskazanym kierunku, a on podreptał za mną.
Położyłam się od prawej strony łóżka... zawsze kochałam prawą stronę.
On położył się koło mnie.
- Widziałem jak pożerałaś mnie wzrokiem. - powiedział lustrując mnie od dołu do góry zatrzymując się na moich oczach.
- Ty robisz to teraz. - odpowiedziałam.
Zaśmiał się.
- Chłopcy pożerali wzrokiem twoje nogi.
No tak... przez cały czas siedziałam tylko w koszulce Zbyszka.
- Myślę że pora już spać. - odwróciłam się do niego tyłem.
- Marta... Odwróć się.. Kusisz - powiedział cicho.
Szybko sobie uświadomiłam... czym kuszę.
Odwróciłam się i nie zauważając że on jest tak blisko... Przez przypadek musnęłam jego usta.
- Przepraszam to nie było planowane... - zaczęłam się tłumaczyć.
- Nie masz za co przepraszać... mi się to podobało - oblizał usta, i złączył nasze usta w pocałunku.
Dziwnym trafem nie zaprzeczałam... robił to tak delikatnie... Odwzajemniłam jego gest. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze prosząc o dostęp do mojej jamy ustnej. Tak też zrobiłam... Po chwili nasze usta toczyły zawziętą walkę.
Było tak przyjemnie, jego wargi były tak delikatne i ciepłe.. jego język szalał w duecie z moim.
Nie wiem jak.. po chwili znalazłam się na jego kolanach...
Ściągnął ze mnie koszulkę...
Zaczął całować i ssać moją szyję, schodząc coraz niżej... sprawiał mi tyle przyjemności.
Po nie całej minucie siedziałam przednim w samych (skąpych) majtkach.... on zresztą też...
Zabawiał się moimi piersiami... Po czym schodził coraz niżej...
Spojrzał na mnie a ja kiwnęłam głową... nie wiem dlaczego ale było mi to potrzebne.. A on był doskonały.
Zwinnie ściągnął ze mnie majtki zębami ... Leżałam przed nim w całej okazałości.
- Jesteś piękna. - powiedział szaleńczo sexownie.
- Zbyszek.. nie przedłużaj - wyjęczałam.
Po chwili poczułam jak nasze ciała stały się jednością. Jęknęłam z rozkoszy.
(...)
- Sex z tobą to najlepsze co mnie w życiu spotkało. - powiedział przytulając mnie do siebie.
- Ty też nie jesteś niczego sobie. - powiedziałam... chociaż w głowie coś mówiło mi ,,jest zajebisty''. - Przyzwyczajaj się kochanie. - powiedział całując mnie w czoło.
Po nie długim czasie zasnęłam.
~*~
Obudziłam się.... Nie było go. Wstałam zakładając jego koszulkę, którą wczoraj mi pożyczył.
Poszłam na kuchni by się czegoś napić.. Na stole leżała kartka.
,,Poszedłem na trening... Słodko spałaś nie chciałem cię budzić... Wrócę po 13.
Zostań, poczakaj... A sprawię ci tyle przyjemności co w życiu nie miałaś. - na te słowa uśmiechnęłam się pod nosem - Połóż się i odpocznij, bo w nocy będziesz miała inne zajęcie.
Tęsknię za tobą ;* <3''________________________________________
Rozdział mało cenzuralny... ale mam nadzieję że wam się spodoba :) Liczę na komentarze :)
Zbyszek przeprowadził z nimi krótką rozmowę, po czym weszli do salonu.
- Cześć Marta. - przywitali się równocześnie.
- Siemka.
Usiedli na kanapę, z czego dla Zbyszka nie było miejsca.
- No super. - powiedział i poszedł do kuchni po krzesło.
Chłopcy postawili na stół "trochę'' piw.
- Nie żeby coś... ale nie upijcie Zbyszka, bo ja mam z nim spać. - powiedziałam sztucznie się uśmiechając.
- Uuuu... to przepraszamy że przeszkadzamy. - powiedzieli znacząco chłopacy.
- Haha.. - zaśmiałam się ironicznie - nie w tym sensie... zboczeńcy.
- Martuś nie musisz wstydzić się naszego związku. - powiedział drocząc mnie Zbyszek.
- Ale Zbysiu, ciebie nie da rady się wstydzić. - powiedziałam obracając oczyma. - A swoją drogą, jak wy tu przyszliście ? Nie boicie się burzy... No i jesteście suszy. - powiedziałam marszcząc czoło.
- Wyobraź sobie że się nie boimy... A przywiózł nas Olieg.
- To czemu nie wszedł ? - spytałam,,, polubiłam Oliega... nawet bardzo.
- Żona - powiedział krótko Pit.
Kiwnęłam głową, po czym spojrzałam na Zbyszka, nadal siedział bez koszulki. Uwielbiałam jego klatę... To chyba jedyne co w nim uwielbiałam...
Przez dłuższy czas wpatrywałam się w jego wyrzeźbioną część ciała.
Dopiero gdy zobaczył że nie mogę oderwać od niego oczu... właśnie to zrobiłam.
(...)
- To cześć... miło było - podsumowali chłopcy...czyt. Pit i Kosa.
Drzwi się zatrzasnęły, a ja spojrzałam na ostatniego mężczyznę w tym pomieszczeniu.
- Wcale nie jesteś pijany. - zdziwiłam się.
Uśmiechnął się i wskazał ręką w stronę sypialni.... No tak było już trochę późno.
Poszłam w wskazanym kierunku, a on podreptał za mną.
Położyłam się od prawej strony łóżka... zawsze kochałam prawą stronę.
On położył się koło mnie.
- Widziałem jak pożerałaś mnie wzrokiem. - powiedział lustrując mnie od dołu do góry zatrzymując się na moich oczach.
- Ty robisz to teraz. - odpowiedziałam.
Zaśmiał się.
- Chłopcy pożerali wzrokiem twoje nogi.
No tak... przez cały czas siedziałam tylko w koszulce Zbyszka.
- Myślę że pora już spać. - odwróciłam się do niego tyłem.
- Marta... Odwróć się.. Kusisz - powiedział cicho.
Szybko sobie uświadomiłam... czym kuszę.
Odwróciłam się i nie zauważając że on jest tak blisko... Przez przypadek musnęłam jego usta.
- Przepraszam to nie było planowane... - zaczęłam się tłumaczyć.
- Nie masz za co przepraszać... mi się to podobało - oblizał usta, i złączył nasze usta w pocałunku.
Dziwnym trafem nie zaprzeczałam... robił to tak delikatnie... Odwzajemniłam jego gest. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze prosząc o dostęp do mojej jamy ustnej. Tak też zrobiłam... Po chwili nasze usta toczyły zawziętą walkę.
Było tak przyjemnie, jego wargi były tak delikatne i ciepłe.. jego język szalał w duecie z moim.
Nie wiem jak.. po chwili znalazłam się na jego kolanach...
Ściągnął ze mnie koszulkę...
Zaczął całować i ssać moją szyję, schodząc coraz niżej... sprawiał mi tyle przyjemności.
Po nie całej minucie siedziałam przednim w samych (skąpych) majtkach.... on zresztą też...
Zabawiał się moimi piersiami... Po czym schodził coraz niżej...
Spojrzał na mnie a ja kiwnęłam głową... nie wiem dlaczego ale było mi to potrzebne.. A on był doskonały.
Zwinnie ściągnął ze mnie majtki zębami ... Leżałam przed nim w całej okazałości.
- Jesteś piękna. - powiedział szaleńczo sexownie.
- Zbyszek.. nie przedłużaj - wyjęczałam.
Po chwili poczułam jak nasze ciała stały się jednością. Jęknęłam z rozkoszy.
(...)
- Sex z tobą to najlepsze co mnie w życiu spotkało. - powiedział przytulając mnie do siebie.
- Ty też nie jesteś niczego sobie. - powiedziałam... chociaż w głowie coś mówiło mi ,,jest zajebisty''. - Przyzwyczajaj się kochanie. - powiedział całując mnie w czoło.
Po nie długim czasie zasnęłam.
~*~
Obudziłam się.... Nie było go. Wstałam zakładając jego koszulkę, którą wczoraj mi pożyczył.
Poszłam na kuchni by się czegoś napić.. Na stole leżała kartka.
,,Poszedłem na trening... Słodko spałaś nie chciałem cię budzić... Wrócę po 13.
Zostań, poczakaj... A sprawię ci tyle przyjemności co w życiu nie miałaś. - na te słowa uśmiechnęłam się pod nosem - Połóż się i odpocznij, bo w nocy będziesz miała inne zajęcie.
Tęsknię za tobą ;* <3''________________________________________
Rozdział mało cenzuralny... ale mam nadzieję że wam się spodoba :) Liczę na komentarze :)
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
~ Chapter eight
...gdy zaczęło padać a raczej lać.
- Ku*wa ! Jak ja nie lubię deszczu - po jej słowach błysło a po chwili słychać było grzmot. - Aaaaa ! - krzyknęła i się do mnie przytuliła, co bardzo mi się podobało. - Ja się boję burzy.
- Ha ha niezłe - zaśmiałem się a ona odsunęła mnie.
- Śmieszne - znów zagrzmiało a ona ponownie się we mnie wtuliła.
- Ty serio się boisz burzy ?
- Tak - wycedziła przez zęby.
- Chodź, idziemy nie będziemy tu tak siedzieć. - wstaliśmy i ruszyliśmy ku mojemu mieszkaniu.
- Ale ja mieszkam w tamtą stronę - odwróciła się i wskazała na wschód.
- Do mnie jest bliżej, a na koniec burzy się nie zanosi.
- Och niech będzie, prowadź - powiedziała przegranie i szła jakiś metr ode mnie, jednak po kolejnym grzmocie szła przytulona do mnie.
Szliśmy w ciszy, za każdym razem gdy zaczynałem jakąś rozmowę przerywał nam grzmot i krzyk Marty.
*Marta*
Głupio mi było iść do niego przytulona, ale nie moja wina że boję się burzy.
Doszliśmy do jego mieszkania, otworzył drzwi
- Panie przodem. - wskazał ręką.
Weszłam do bardzo nowocześnie urządzonego mieszkania.
- Poczekaj przyniosę ci coś na przebranie. - i poszedł w stronę (pewnie sypialni)
Ja weszłam do salonu, na samym środku stała czarna skórzana kanapa, jeden fotel i czarny stolik. Ściany były koloru kremowego, wielkie okna przyzdabiały czarne zasłony. Na przeciw okna stała szawka takiego samego koloru jak stolik, a na nim płaski, wielki telewizor. Po prawej stronie siedzeń stał wielki regał takiego samego koloru jak reszta mebli. A po lewej były drzwi do kuchni.
- I jak podoba ci się ? - wystraszył mnie Zbyszek.
- Jasne, nie spodziewałam się że będzie takie modne.
- Ale co ?
- No wszystko. - powiedziałąm, a on wręczył mi koszulkę i jakieś krótkie (a dla mnie długie) spodenki.
- Tam jest łazienka, ręczniki są w szawce pod zlewem. - wskazał ręką na przeciw drzwi od sypialni.
Rozebrałam i weszłam pod prysznic, szybko się obyłam, wytarłam się i ubrałam koszulkę, sięgała mi do połowy ud. Spodenki niestety nie trzymały się na moim tyłku tylko zsuwały się po nim w dół.
Postanowiłam ich nie ubierać. Rozczesałam mokre włosy i wyszłam do pokoju on stał w kuchni zalewając gorącą wodą herbatę.
- Spodenki były trochę jakby za duże. - uśmiechnęłam się, on spojrzał na mnie i jechał wzrokiem w dół analizując mnie.
- Wydaje mi się że tak lepiej - przygryzł wargę - masz ładne nogi.
- Wiem, a ty się nie przebierasz ? - spytałam także go analizując, był bez koszulki, jego klata tak bardzo przyciągała wzrok że się na niej zatrzymałam.
- Wydaje mi się że wolisz żebym został bez koszulki. - powiedział uśmiechając się i zanosząc szklanki pełne gorącego napoju do salonu, ja nie odpowiedziałam tylko się zaśmiałam, miał poczucie humoru, co nie oznacza że nie mam do niego jakiś uprzedzeń.
Usiadłam na fotelu, nie chcąc by on usiadł koło mnie.
- Masz szczęście że tak bardzo nie słychać grzmotów bo szybko byś żałował że mnie tu zaprosiłeś.
- Dla ciebie wszystko skarbie - uśmiechnął się do mnie pokazując rządek białych zębów, a za razem krzywych... blee czemu wcześniej tego nie zauważyłam ?
Normalnie to pewnie bym mu jakoś skomentowała te jego kły ale nie chciałam wzniecać ognia... przecież dopiero zgasł.
- Nie lubię ciszy - przerwał moje obmyślenia.
- To gadaj. - powiedziałam oglądając swoje paznokcie.... swoją drogą muszę je trochę odświeżyć.
- O czym ?
- No nie wiem, o pogodzie ? - przemyślałam to - chociaż nie bo teraz jest burza a mi na samą myśl ciarki chodzą po ciele.
Uśmiechnął się kpiąco. Spojrzał na zegarek ja idąc jego śladem zrobiłam to samo.
- Wcześnie jeszcze. - powiedział.
- Jak dla kogo, jesteś u siebie a ja jeszcze muszę iść. Zanim dojdę będzie... chociaż nie nie wiem która będzie, bo tu pasuje określenie ,,zanim skończy się burza'' a tego nawet ja nie wiem.
- To zostań tu na noc, nie zjem cię.
- Nie byłabym tego taka pewna. - powiedziałam cicho, jakoś niezbyt chciałam z nim tak długo przebywać. - gdzie bym spała ?
- No jak gdzie na łóżku...- przerwał -... ze mną - teraz to już ogólnie straciłam ochotę.
Nie odpowiedziałam.
- Czyli mogę się szykować na upojną noc ?
Parsknęłam ze śmiechu.
- Yyy nie ? - zaśmiałam się.
- Szkoda. - zrobił minę zbitego psa. - ale to znaczy że śpisz u mnie ?
- No niestety. - swoją drogą nie chciało mi się wracać do domu - Ale łapy przy sobie panie Bartman.
W mieszkaniu rozległ się dzwonek u drzwi.
Zbyszek wstał zdezorientowany, podszedł do drzwi, otworzył je. A tam stał jak się nie mylę Piotrek i Grzesiek... a chyba się nie mylę.
_____________________________
No to jest po tak długiej przerwie *-* Może wam się spodoba, chociaż wątpię bo nie komentujecie :(
- Ku*wa ! Jak ja nie lubię deszczu - po jej słowach błysło a po chwili słychać było grzmot. - Aaaaa ! - krzyknęła i się do mnie przytuliła, co bardzo mi się podobało. - Ja się boję burzy.
- Ha ha niezłe - zaśmiałem się a ona odsunęła mnie.
- Śmieszne - znów zagrzmiało a ona ponownie się we mnie wtuliła.
- Ty serio się boisz burzy ?
- Tak - wycedziła przez zęby.
- Chodź, idziemy nie będziemy tu tak siedzieć. - wstaliśmy i ruszyliśmy ku mojemu mieszkaniu.
- Ale ja mieszkam w tamtą stronę - odwróciła się i wskazała na wschód.
- Do mnie jest bliżej, a na koniec burzy się nie zanosi.
- Och niech będzie, prowadź - powiedziała przegranie i szła jakiś metr ode mnie, jednak po kolejnym grzmocie szła przytulona do mnie.
Szliśmy w ciszy, za każdym razem gdy zaczynałem jakąś rozmowę przerywał nam grzmot i krzyk Marty.
*Marta*
Głupio mi było iść do niego przytulona, ale nie moja wina że boję się burzy.
Doszliśmy do jego mieszkania, otworzył drzwi
- Panie przodem. - wskazał ręką.
Weszłam do bardzo nowocześnie urządzonego mieszkania.
- Poczekaj przyniosę ci coś na przebranie. - i poszedł w stronę (pewnie sypialni)
Ja weszłam do salonu, na samym środku stała czarna skórzana kanapa, jeden fotel i czarny stolik. Ściany były koloru kremowego, wielkie okna przyzdabiały czarne zasłony. Na przeciw okna stała szawka takiego samego koloru jak stolik, a na nim płaski, wielki telewizor. Po prawej stronie siedzeń stał wielki regał takiego samego koloru jak reszta mebli. A po lewej były drzwi do kuchni.
- I jak podoba ci się ? - wystraszył mnie Zbyszek.
- Jasne, nie spodziewałam się że będzie takie modne.
- Ale co ?
- No wszystko. - powiedziałąm, a on wręczył mi koszulkę i jakieś krótkie (a dla mnie długie) spodenki.
- Tam jest łazienka, ręczniki są w szawce pod zlewem. - wskazał ręką na przeciw drzwi od sypialni.
Rozebrałam i weszłam pod prysznic, szybko się obyłam, wytarłam się i ubrałam koszulkę, sięgała mi do połowy ud. Spodenki niestety nie trzymały się na moim tyłku tylko zsuwały się po nim w dół.
Postanowiłam ich nie ubierać. Rozczesałam mokre włosy i wyszłam do pokoju on stał w kuchni zalewając gorącą wodą herbatę.
- Spodenki były trochę jakby za duże. - uśmiechnęłam się, on spojrzał na mnie i jechał wzrokiem w dół analizując mnie.
- Wydaje mi się że tak lepiej - przygryzł wargę - masz ładne nogi.
- Wiem, a ty się nie przebierasz ? - spytałam także go analizując, był bez koszulki, jego klata tak bardzo przyciągała wzrok że się na niej zatrzymałam.
- Wydaje mi się że wolisz żebym został bez koszulki. - powiedział uśmiechając się i zanosząc szklanki pełne gorącego napoju do salonu, ja nie odpowiedziałam tylko się zaśmiałam, miał poczucie humoru, co nie oznacza że nie mam do niego jakiś uprzedzeń.
Usiadłam na fotelu, nie chcąc by on usiadł koło mnie.
- Masz szczęście że tak bardzo nie słychać grzmotów bo szybko byś żałował że mnie tu zaprosiłeś.
- Dla ciebie wszystko skarbie - uśmiechnął się do mnie pokazując rządek białych zębów, a za razem krzywych... blee czemu wcześniej tego nie zauważyłam ?
Normalnie to pewnie bym mu jakoś skomentowała te jego kły ale nie chciałam wzniecać ognia... przecież dopiero zgasł.
- Nie lubię ciszy - przerwał moje obmyślenia.
- To gadaj. - powiedziałam oglądając swoje paznokcie.... swoją drogą muszę je trochę odświeżyć.
- O czym ?
- No nie wiem, o pogodzie ? - przemyślałam to - chociaż nie bo teraz jest burza a mi na samą myśl ciarki chodzą po ciele.
Uśmiechnął się kpiąco. Spojrzał na zegarek ja idąc jego śladem zrobiłam to samo.
- Wcześnie jeszcze. - powiedział.
- Jak dla kogo, jesteś u siebie a ja jeszcze muszę iść. Zanim dojdę będzie... chociaż nie nie wiem która będzie, bo tu pasuje określenie ,,zanim skończy się burza'' a tego nawet ja nie wiem.
- To zostań tu na noc, nie zjem cię.
- Nie byłabym tego taka pewna. - powiedziałam cicho, jakoś niezbyt chciałam z nim tak długo przebywać. - gdzie bym spała ?
- No jak gdzie na łóżku...- przerwał -... ze mną - teraz to już ogólnie straciłam ochotę.
Nie odpowiedziałam.
- Czyli mogę się szykować na upojną noc ?
Parsknęłam ze śmiechu.
- Yyy nie ? - zaśmiałam się.
- Szkoda. - zrobił minę zbitego psa. - ale to znaczy że śpisz u mnie ?
- No niestety. - swoją drogą nie chciało mi się wracać do domu - Ale łapy przy sobie panie Bartman.
W mieszkaniu rozległ się dzwonek u drzwi.
Zbyszek wstał zdezorientowany, podszedł do drzwi, otworzył je. A tam stał jak się nie mylę Piotrek i Grzesiek... a chyba się nie mylę.
_____________________________
No to jest po tak długiej przerwie *-* Może wam się spodoba, chociaż wątpię bo nie komentujecie :(
niedziela, 14 kwietnia 2013
~ Chapter seven.
- O mój kuzyn, chodź zapoznam cię - powiedziała i ruszyła w stronę...
- Czekaj...czekaj to jest twój kuzyn ? - spojrzałam na wysokiego bruneta z zielonymi oczyma.
- No przecież ci mówiłam że mój kuzyn to Zbigniew Bartman. - spojrzeli na mnie, on z uśmiechem na twarzy, ona ze zdziwieniem.
- Skąd mogłam wiedzieć że Zbigniew Bartman to on ? - wskazałam na niego ręką.
- My się już znamy. - uprzedził mnie.
- O to zaoszczędziliście mi zbędnej gadki. - uśmiechnęła się Kasia.
- Taaa, chodźmy na tą kawę - powiedziałam i pociągnęłam ją za rękę.
- Zbyszek chcesz iść z nami ? - spytała a we mnie się już coś gotowało, nie wiem co on miał w sobie ale nie znosiłam jego towarzystwa.
- Chętnie, i tak nie miałem z sobą co zrobić.
Weszliśmy do restauracji usiadł obok mnie, a ona na przeciw nas.
- Pójdę zmówić nam coś do picia - powiedziała Kasia.
- Musiałeś się przyczepić ? - spytałam rozczarowana.
- Czemu tak mnie nienawidzisz ?
- Głupie pytanie. Nie lubię dupków którzy podrywają każdą i chcą ,,Jednorazowego Sex-u''. Są u mnie skończeni - wstałam, jakoś straciłam ochotę na spotkanie - powiedz Kasi, że coś mi wypadło.
Odeszłam, szłam pustą ulicą i zastanawiałam się nad Bartmanem.
Był przystojny, muszę przyznać, ale jego wygląd nie komponował się z umysłem... Zresztą to nie mój typ mężczyzny.
Szłam tak ulicą gdy na kogoś wpadłam.
- Kogo ja widzę ? - zaśmiał się.... Robert.
- Gdzie Lu ? - spytałam a ta dobiegła ze szczeniakiem.
- Cześć ciocia. - przytuliła mnie, a ja pogłaskałam Shelby. - idziesz z nami ? Na lody ?
- Jasne. - uśmiechnęłam się, przynajmniej nie musiałam myśleć o zajęciach na resztę dnia.
Mała pobiegła z pieskiem a ja szłam z Robertem.
- Nie żebym była przeciwna daniem ci drugiej szansy, też zauważyłam zmianę, ale nie licz na szybki powrót do normy, dla mnie zawsze będziesz przegrany. - powiedziałam a on się uśmiechnął.
- Nie dziwię ci się.
- Masz chociaż jakieś mieszkanie ? - spytałam
- Dwie ulice od was.
- To dobrze. Mam nadzieje że nie zniesiesz na nas jakiś problemów.
- Jeśli chodzi o długi, spłaciłem wszystkie.
- Mam nadzieję. Lu jakie chcesz smaki ? - spytałam gdy doszliśmy do budki.
- Smerfowy i balonowy - jak powiedziała tak zamówiłam, dla siebie wzięłam brzoskwiniowe i pomarańczowe, Robert wziął czekoladowe i waniliowe, no i zapłacił.
- Dzięki.
Usiedliśmy na ławce i się zajadaliśmy.
*Zbyszek*
Wracałem do domu, przechodziłem obok lodziarni, spojrzałem na ławkę siedziała tam ona z jakimś kolesiem i z Luizą.
- Tatuś chcesz spróbować mojego ? -spytała mała.
Jeśli to był jej tatuś to nie wykluczone że jest córką Marty. A to znaczy że dlatego jest taka niedostępna.
- Cześć - podeszła do mnie Lu.
- Pamiętasz mnie ? - spytałem zdziwiony.
- No pewnie. Ciocia się z tobą kłóciła. - powiedziała, a ja się uśmiechnąłem, po pierwsze mała była strasznie słodka, a po drugie nie była jej córką, zapewne siostrzenicą, albo bratanicą.
- Luiza idziemy - powiedział jej tato. Popatrzył na mnie i na Martę.
- Przyprowadź ją o 18 najpóźniej. - powiedziała i szła w moją stronę... a nie jednak szła zapewne w stronę domu.
- Czekaj ! Odprowadzę cię - podbiegłem do niej.
- Co ty ode mnie chcesz ? - nie odpowiedziałem, nie chciałem być potraktowany tak jak na imprezie. - Odwal się - powiedziała zrezygnowana. - nie szukam kolesia na jedną noc, tylko na całe życie. A siatkówka to nie moja bajka.
- Ale siatkówka się nie liczy ... teraz, spróbujmy się chociaż zaprzyjaźnić, coś mi mówi że muszę się ciebie trzymać.
- Nie słodź, ale jeśli tak bardzo ci zależy możemy spróbować. - powiedziała obojętnie, coś czuję że za niedługo mi ulegnie.
- Chodź się przejść - zaproponowałem - lepiej się poznamy.
- Nie licz na dużo, ale chodź - usiedliśmy na ławce w parku i zaczęliśmy o sobie opowiadać. Próbowałem zrobić dobre wrażenie.
- Pytaj - powiedziałem.
- Ile miałeś trwałych kobiet - wiedziałem że takie pytanie prędzej czy później padnie, nie sądziłem że na początek.
- Mogę nie odpowiedzieć ? - kiwnęła głowa. - Teraz ja, kim jest dla ciebie Lu ?
- Siostrzenicą. Masz kogoś ?
- Nie, a ty ?
- Nie. Imię przyjaciela ?
- Michał Kubiak. Od kiedy mieszkasz w Rzeszowie ?
- Od niedawna. A ty ?
- Od początku sezonu. Czemu się przeprowadziłaś i skąd ?
- Pierw z Wrocławia do Łodzi a potem tu... Ucieczka przed wspomnieniami.... U ciebie te pytanie jest zbędne, od kiedy grasz w siatkę ?
- Od małego dzieciaczka. - zaśmiałem się - Nie było ci tak żal zostawić rodziców, rodzinę ?
- Rodzice nie żyją, z rodziną nie mamy kontaktów - łzy poleciały jej z oczu.
- Przepraszam nie wiedziałem.
- A skąd miałeś wiedzieć. - otarła łzy - a tobie nie było żal.
- Siatkówka jest godna poświęceń.
- Szacun. Ja bym tak nie mogła, nie mogłabym zostawić rodziny, gdybym ją jeszcze miała. - uśmiechnęła się. - Masz rodzeństwo ?
- Siostrę. Uprawiasz jakiś sport ?
- Jeśli czytanie książek się zalicza to tak, - miała zadać pytanie gdy....
______________________________
Dobra wiem ze krótki ale nie mam kiedy pisać ^^
- Czekaj...czekaj to jest twój kuzyn ? - spojrzałam na wysokiego bruneta z zielonymi oczyma.
- No przecież ci mówiłam że mój kuzyn to Zbigniew Bartman. - spojrzeli na mnie, on z uśmiechem na twarzy, ona ze zdziwieniem.
- Skąd mogłam wiedzieć że Zbigniew Bartman to on ? - wskazałam na niego ręką.
- My się już znamy. - uprzedził mnie.
- O to zaoszczędziliście mi zbędnej gadki. - uśmiechnęła się Kasia.
- Taaa, chodźmy na tą kawę - powiedziałam i pociągnęłam ją za rękę.
- Zbyszek chcesz iść z nami ? - spytała a we mnie się już coś gotowało, nie wiem co on miał w sobie ale nie znosiłam jego towarzystwa.
- Chętnie, i tak nie miałem z sobą co zrobić.
Weszliśmy do restauracji usiadł obok mnie, a ona na przeciw nas.
- Pójdę zmówić nam coś do picia - powiedziała Kasia.
- Musiałeś się przyczepić ? - spytałam rozczarowana.
- Czemu tak mnie nienawidzisz ?
- Głupie pytanie. Nie lubię dupków którzy podrywają każdą i chcą ,,Jednorazowego Sex-u''. Są u mnie skończeni - wstałam, jakoś straciłam ochotę na spotkanie - powiedz Kasi, że coś mi wypadło.
Odeszłam, szłam pustą ulicą i zastanawiałam się nad Bartmanem.
Był przystojny, muszę przyznać, ale jego wygląd nie komponował się z umysłem... Zresztą to nie mój typ mężczyzny.
Szłam tak ulicą gdy na kogoś wpadłam.
- Kogo ja widzę ? - zaśmiał się.... Robert.
- Gdzie Lu ? - spytałam a ta dobiegła ze szczeniakiem.
- Cześć ciocia. - przytuliła mnie, a ja pogłaskałam Shelby. - idziesz z nami ? Na lody ?
- Jasne. - uśmiechnęłam się, przynajmniej nie musiałam myśleć o zajęciach na resztę dnia.
Mała pobiegła z pieskiem a ja szłam z Robertem.
- Nie żebym była przeciwna daniem ci drugiej szansy, też zauważyłam zmianę, ale nie licz na szybki powrót do normy, dla mnie zawsze będziesz przegrany. - powiedziałam a on się uśmiechnął.
- Nie dziwię ci się.
- Masz chociaż jakieś mieszkanie ? - spytałam
- Dwie ulice od was.
- To dobrze. Mam nadzieje że nie zniesiesz na nas jakiś problemów.
- Jeśli chodzi o długi, spłaciłem wszystkie.
- Mam nadzieję. Lu jakie chcesz smaki ? - spytałam gdy doszliśmy do budki.
- Smerfowy i balonowy - jak powiedziała tak zamówiłam, dla siebie wzięłam brzoskwiniowe i pomarańczowe, Robert wziął czekoladowe i waniliowe, no i zapłacił.
- Dzięki.
Usiedliśmy na ławce i się zajadaliśmy.
*Zbyszek*
Wracałem do domu, przechodziłem obok lodziarni, spojrzałem na ławkę siedziała tam ona z jakimś kolesiem i z Luizą.
- Tatuś chcesz spróbować mojego ? -spytała mała.
Jeśli to był jej tatuś to nie wykluczone że jest córką Marty. A to znaczy że dlatego jest taka niedostępna.
- Cześć - podeszła do mnie Lu.
- Pamiętasz mnie ? - spytałem zdziwiony.
- No pewnie. Ciocia się z tobą kłóciła. - powiedziała, a ja się uśmiechnąłem, po pierwsze mała była strasznie słodka, a po drugie nie była jej córką, zapewne siostrzenicą, albo bratanicą.
- Luiza idziemy - powiedział jej tato. Popatrzył na mnie i na Martę.
- Przyprowadź ją o 18 najpóźniej. - powiedziała i szła w moją stronę... a nie jednak szła zapewne w stronę domu.
- Czekaj ! Odprowadzę cię - podbiegłem do niej.
- Co ty ode mnie chcesz ? - nie odpowiedziałem, nie chciałem być potraktowany tak jak na imprezie. - Odwal się - powiedziała zrezygnowana. - nie szukam kolesia na jedną noc, tylko na całe życie. A siatkówka to nie moja bajka.
- Ale siatkówka się nie liczy ... teraz, spróbujmy się chociaż zaprzyjaźnić, coś mi mówi że muszę się ciebie trzymać.
- Nie słodź, ale jeśli tak bardzo ci zależy możemy spróbować. - powiedziała obojętnie, coś czuję że za niedługo mi ulegnie.
- Chodź się przejść - zaproponowałem - lepiej się poznamy.
- Nie licz na dużo, ale chodź - usiedliśmy na ławce w parku i zaczęliśmy o sobie opowiadać. Próbowałem zrobić dobre wrażenie.
- Pytaj - powiedziałem.
- Ile miałeś trwałych kobiet - wiedziałem że takie pytanie prędzej czy później padnie, nie sądziłem że na początek.
- Mogę nie odpowiedzieć ? - kiwnęła głowa. - Teraz ja, kim jest dla ciebie Lu ?
- Siostrzenicą. Masz kogoś ?
- Nie, a ty ?
- Nie. Imię przyjaciela ?
- Michał Kubiak. Od kiedy mieszkasz w Rzeszowie ?
- Od niedawna. A ty ?
- Od początku sezonu. Czemu się przeprowadziłaś i skąd ?
- Pierw z Wrocławia do Łodzi a potem tu... Ucieczka przed wspomnieniami.... U ciebie te pytanie jest zbędne, od kiedy grasz w siatkę ?
- Od małego dzieciaczka. - zaśmiałem się - Nie było ci tak żal zostawić rodziców, rodzinę ?
- Rodzice nie żyją, z rodziną nie mamy kontaktów - łzy poleciały jej z oczu.
- Przepraszam nie wiedziałem.
- A skąd miałeś wiedzieć. - otarła łzy - a tobie nie było żal.
- Siatkówka jest godna poświęceń.
- Szacun. Ja bym tak nie mogła, nie mogłabym zostawić rodziny, gdybym ją jeszcze miała. - uśmiechnęła się. - Masz rodzeństwo ?
- Siostrę. Uprawiasz jakiś sport ?
- Jeśli czytanie książek się zalicza to tak, - miała zadać pytanie gdy....
______________________________
Dobra wiem ze krótki ale nie mam kiedy pisać ^^
piątek, 12 kwietnia 2013
~ Chapter six.
Impreza rozkręcała się, było już po gadce tych nudziarzy, przyszedł czas na .... podryw.
Przynosiła coś na zagrychę.
- Usiądź sobie. - zaproponował Igła.
- Jestem w pracy, może potem - odeszła nie patrząc na mnie.
Gadaliśmy z chłopakami o ... siatkówce. Dochodziła już 21.
Igła wstał z miejsca i wrócił z nią.
Usiadła na przeciw mnie z Igłą.
W ogóle na mnie nie patrzyła, była zagadana z Krzyśkiem i Oliegem.
Zacząłem gadać o czymś bezsensownym z Piotrkiem, Grzesiek za to domyślił się o co mi chodzi.
- Idziecie potańczyć ? - spytał towarzyszów Marty.
- Jasne - odpowiedzieli. Wstali a ona po chwili też chciała. Szybko usiadłem obok niej i zablokowałem jej przejście.
- Możesz mnie przepuścić ? - spytała.
- Od kiedy jesteście na ty ? - spytał Paul.
- A racja może pan zabrać rękę ? - powiedziała.
- Zbyszek jestem.
- Jak odpowiem to mnie przepuścisz ? - spytała ze znudzeniem.
- Nie obiecuję, ale możesz spróbować.
- Marta.- podała mi rękę.
- Jednak nie zadziałało. Usiądź, pogadamy.
- O czym ? - z niechcenia usiadła obok mnie.
- O tobie, o mnie, o nas ?
- Nie rozśmieszaj mnie, nas nie ma i nigdy nie będzie.
- Skarbie nie wkurzaj się. Jednorazowy sex. - chyba przesadziłem, poczułem jej rękę na moim poliku i piekącą skórę, ona odeszła.
Do końca imprezy jej nie widziałem.
*oczami Marty*
Obudziłam się w swoim łóżku, nie chciało mi się wstać, leżałam i ponownie zasnęłam.
- Słyszałam że masz romans z niejakim Zbyszkiem Bartmanem. - powiedziała siostra wbiegając do mojego pokoju.
- Co ku*wa ? - ocknęłam się od razu.
- A co nie ? - usiadła na brzegu łóżka.
- Nie ? Dupek z niego.
- Okłamał mnie ? - spytała marszcząc nos ( zawsze tak robiła gdy nad czymś intensywnie myślała.)
- Kto ?
- No ten brat jednego z siatkarzy.
- Roksana, do cholery jasnej ! Jakiego siatkarza ?!
- Nie ważne.
- Mów !
- No nie - wybiegła z mojego pokoju i zamknęła się w swoim.
- Jak chcesz to nie mów, ale gdzie do cholery jest Lu i Shelby ? -krzyknęłam z łózka.
- Są z Robertem. - odkrzyknęła.
- Z kim ?! - wstałam szybko z łóżka i podbiegłam do drzwi.
- No dałam mu jeszcze jedną szanse. - otworzyła drzwi i stanęła na przeciw mnie. - uwierzyłam mu.
- Dziewczyno ! Ty nie pamiętasz co on ci zrobił ?
- No ale mówił że się zmieni.
Nie odpowiedziałam, ubrałam się i wyszłam na miasto.
Spotkałam się z moją dobrą koleżanką z Rzeszowa.
- To gdzie idziemy ? - spytałam już po naszym przywitaniu.
- Może do tej galerii ? Jest tam fajne restauracja. - uśmiechnęła się, ja kiwnęłam głową.
Własnie weszłyśmy do galerii.
- O mój kuzyn, chodź zapoznam cię......
______________________
Wiem że krótki ale jestem załamana. Nie ma już biletów na ligę :(
Przynosiła coś na zagrychę.
- Usiądź sobie. - zaproponował Igła.
- Jestem w pracy, może potem - odeszła nie patrząc na mnie.
Gadaliśmy z chłopakami o ... siatkówce. Dochodziła już 21.
Igła wstał z miejsca i wrócił z nią.
Usiadła na przeciw mnie z Igłą.
W ogóle na mnie nie patrzyła, była zagadana z Krzyśkiem i Oliegem.
Zacząłem gadać o czymś bezsensownym z Piotrkiem, Grzesiek za to domyślił się o co mi chodzi.
- Idziecie potańczyć ? - spytał towarzyszów Marty.
- Jasne - odpowiedzieli. Wstali a ona po chwili też chciała. Szybko usiadłem obok niej i zablokowałem jej przejście.
- Możesz mnie przepuścić ? - spytała.
- Od kiedy jesteście na ty ? - spytał Paul.
- A racja może pan zabrać rękę ? - powiedziała.
- Zbyszek jestem.
- Jak odpowiem to mnie przepuścisz ? - spytała ze znudzeniem.
- Nie obiecuję, ale możesz spróbować.
- Marta.- podała mi rękę.
- Jednak nie zadziałało. Usiądź, pogadamy.
- O czym ? - z niechcenia usiadła obok mnie.
- O tobie, o mnie, o nas ?
- Nie rozśmieszaj mnie, nas nie ma i nigdy nie będzie.
- Skarbie nie wkurzaj się. Jednorazowy sex. - chyba przesadziłem, poczułem jej rękę na moim poliku i piekącą skórę, ona odeszła.
Do końca imprezy jej nie widziałem.
*oczami Marty*
Obudziłam się w swoim łóżku, nie chciało mi się wstać, leżałam i ponownie zasnęłam.
- Słyszałam że masz romans z niejakim Zbyszkiem Bartmanem. - powiedziała siostra wbiegając do mojego pokoju.
- Co ku*wa ? - ocknęłam się od razu.
- A co nie ? - usiadła na brzegu łóżka.
- Nie ? Dupek z niego.
- Okłamał mnie ? - spytała marszcząc nos ( zawsze tak robiła gdy nad czymś intensywnie myślała.)
- Kto ?
- No ten brat jednego z siatkarzy.
- Roksana, do cholery jasnej ! Jakiego siatkarza ?!
- Nie ważne. - Mów !
- No nie - wybiegła z mojego pokoju i zamknęła się w swoim.
- Jak chcesz to nie mów, ale gdzie do cholery jest Lu i Shelby ? -krzyknęłam z łózka.
- Są z Robertem. - odkrzyknęła.
- Z kim ?! - wstałam szybko z łóżka i podbiegłam do drzwi.
- No dałam mu jeszcze jedną szanse. - otworzyła drzwi i stanęła na przeciw mnie. - uwierzyłam mu.
- Dziewczyno ! Ty nie pamiętasz co on ci zrobił ?
- No ale mówił że się zmieni.
Nie odpowiedziałam, ubrałam się i wyszłam na miasto.
Spotkałam się z moją dobrą koleżanką z Rzeszowa.
- To gdzie idziemy ? - spytałam już po naszym przywitaniu.
- Może do tej galerii ? Jest tam fajne restauracja. - uśmiechnęła się, ja kiwnęłam głową.
Własnie weszłyśmy do galerii.
- O mój kuzyn, chodź zapoznam cię......
______________________
Wiem że krótki ale jestem załamana. Nie ma już biletów na ligę :(
środa, 10 kwietnia 2013
~ Chapter five.
- No już weź się opanuj, zagadaliśmy się. A to jest Shelby. Pies Luizy. - wytłumaczyłam. Jej twarz robiła się czerwona, a policzki spięte.
- Dobra spoko zasiedział się nie ma sprawy. Ale ten pies to przesada, przecież wiesz że nienawidzę zwierząt.
- Ale mamo spójrz na nią, jest taka słodka. Pokochałam ją. - powiedziała mała przytulając Shelby.
Roksana przeklęła pod nosem.
- Ja rządzę, a pies zostaje. - powiedziałam.
- Ale jak z Lu się będziemy wyprowadzać, ona czy tam on zostaje z tobą.
- EYyyy czemu ? - jęknęła mała.
- Powiedziałam coś. - postanowiła. - jak chcesz to przyjdź w sobotę, ale już dzisiaj idź. - powiedziała Roksana.
Robert wyszedł a ona zdenerwowana usiadła obok mnie.
- Tobie ten pies nie przeszkadza ?
- Dopóki jest grzeczny to nie - uśmiechnęłam się i poszłam ,,wchłaniać'' książkę.
- Patrz ciocia jaką mam świetną koszulkę, dostałam od mamy kolegi. - weszła mała w koszulce drużyny z Rzeszowa ( nie orientuję się jaką nosi nazwę.)
- Świetna. - uśmiechnęłam się chociaż wcale tak nie uważałam. - Lu wychodzimy.
Mała była ubrana w przydużawą bluzkę i leggisy, a ja w białe rurki i (jak mi doradziła Roksana ,,żeby nie robić wiochy'') czerwony sweter.
Siedziałam po meczu, nasi wygrali. (Nadal nie pamiętam nazwy)
- No chodź po autograf - ciągnęła mnie za rękaw mała.
Wstałam i podeszłam z nią do mężczyzn. Zagapiłam się w bilbordy.
Po chwili usłyszałam krzyk małej
- KRZYSIEK ! - popatrzyłam w jej stronę a ona przytulała się do mężczyzny z klubu, którego oblała napojem.
- LU ! Jak już to pan Krzysiek. - podeszłam do nich. - po raz kolejny za nią przepraszam.
- Ależ nie ma sprawy. Myślę że jeśli pozwolę małej mówić mi na ty będzie dla pani lepiej.
- Nie chcę sprawiać kłopotu - powiedziałam i zwróciłam się do Lu. - skończyłaś ?
- No nie ! Zostało mi jeszcze dwóch.
- To leć. - obróciłam oczami.
- Krzysiek daj podpis - powiedziała i dała mu markera a on trzasnął podpis.
Ja pokręciłam głową z bezradności.
- Krzysiek jestem - zwrócił się do mnie.
- Marta. - podaliśmy sobie ręce.
- No chodź jeszcze jeden mi został.
- To ja lecę.
Podeszłyśmy do stojącego tyłem mężczyzny.
- Ej ty z 9 - powiedziała pyskato mała.
- Luiza ! - krzyknęłam na nią. A ON się odwrócił. Spojrzał na mnie i na jego usta wkradł się uśmiech. - Ty ?! - spytałam z niedowierzaniem.
- To musiałaś nieźle oglądać mecz. - pokręcił głową i zaśmiał się drwiąco, w trakcie docinania mi podpisywał się na koszulce Lu.
- Dla twojej wiadomości nie przyszłam tu oglądać meczu, tylko opiekować się małą.
- Ale jak mogłaś nie zwrócić na mnie uwagi ?!
- Jakoś nie zbyt się starałeś. Nie zwracam uwagi na byle kogo. - odwróciłam się i szłam w stronę drzwi. - Lu idziemy.
- Mnie nazywasz byle kim ? - krzyknął z drugiego końca sali.
- A widzisz kogoś innego ? - odpowiedziałam nie odwracając się.
***Zbyszek***
Muszę przyznać że charakterek to ona ma... A ja takie lubię.
Spojrzałem jeszcze raz na nie, drzwi od sali się zamknęły, a ja ruszyłem pustą halą do szatni.
- Niezła ta mała. - powiedział Paul.
- Ta blondynka ? Nie powiedziałbym że jest taka mała - powiedział Olieg.
- Chodzi mi o dziewczynkę - powiedział Paul.
- Ale mamusia też ładna. - zaznaczył Grzesiek, ale czy ona była jej mamą ?
- Czym zostałeś zaszczycony że obie panie znają się z tobą ? - spytał Piotrek.
- Nie pamiętasz ich ? - spytałem.
- Nie ?
- Wtedy w klubie, mała która wylała picie.
- To one ? - spytał zdziwiony Grzesiek.
- We własnej osobie - uśmiechnął się Igła.
- Ale ładniejsze - podkreślił Piotrek.
Nikt nie odpowiedział, jak dla mnie to było oczywiste że była ładna już od początku... oczywiście ta blondynka.
Gdy wyszedłem z pod prysznica naszło mi coś na myśl.
- Przeszliście dziś na ty co nie ? - spytałem.
- I co ?
- Jak ma na imię ? - spytałem ruszając charakterystycznie brwiami.
- Myślisz że tak od razu ci powiem ?
- No. - powiedziałem pewnie patrząc mu w oczy. Chwilę trwaliśmy w ciszy.
- Marta. - wymiękł Igła - zmień te oczy bo nie daje rady.
- Haha dziewczyny na to lecą. - odwróciłem się i chciałem wyjść.
- Jutro ta impreza, nie zapomnij przyjść.
- Głupek ! Ja nie mam sklerozy ! - powiedziałem i kręcąc głową wszedłem do mojego audi.
Wydawało mi się że on coś ukrywał, ale mniejsza o to, teraz tylko spotkać Martę.
Co jak co ale ładne imię.
- Tu jest ta impreza ? - spytałem trenera.
- Tak tu. Zamknięta na wyłączność. - odpowiedział.
- Wiedziałeś ?! - zarzuciłem Igle.
- Nie pytałeś.
Po wejściu rozglądałem się za Nią. Była stałą przy jednym ze stolików i układała talerze.
Wyglądała tak seksownie, nie mogłem sobie wybaczyć że wcześniej jej nie spotkałem.
Usiadłem jak najbliżej jej.
- Jezu, zapomniałam że ty jesteś w tej drużynie. - prychnęła i odeszła do baru.
Popatrzyłem na chłopaków, jedni byli obojętni, jedni nie wytrzymywali od śmiechu (czyt. Igła)
- No co ? To pierwsze podrygi... Jeszcze będzie moja. - odpowiedziałem mu niewinnie.
- Nie byłabym tego taka pewna. - nie wiem jakim cudem ona pojawiła się koło nas.
- Gdzie Lu ? - spytał Igła.
- To impreza zamknięta, a ona nie należy do personalu. - powiedziała i nakrywała do stołu.
Akurat zatrzymała się koło mnie i nachyliła się nad stół.
- Ładnie pachniesz.. - powiedziałem kusząco.
- Wiem nowe perfumy Beyonce. - uśmiechnęła się irytująco i podeszła z drugiej mojej strony.
- Kuszące wdzianko. - chciałem jej zaimponować a ta co ?
- Pierd*l się. - odeszła i usiadła za barem... już nie wracała.
- Twarda sztuka - skomentował Paul.
Patrzyłem na nią, nie zwracałem na nich uwagi. Ochota na nią była tak duża jak nigdy. Ale czemu do cholery ona była taka niedostępna ?
______________________
Krótki ? Możliwe... nie miałam czasu rozwijać... padam z nóg...
Być może jadę na mecz Polska - USA do Wrocka ! ;* Kocham cię Maja <3
- Dobra spoko zasiedział się nie ma sprawy. Ale ten pies to przesada, przecież wiesz że nienawidzę zwierząt.
- Ale mamo spójrz na nią, jest taka słodka. Pokochałam ją. - powiedziała mała przytulając Shelby.
Roksana przeklęła pod nosem.
- Ja rządzę, a pies zostaje. - powiedziałam.
- Ale jak z Lu się będziemy wyprowadzać, ona czy tam on zostaje z tobą.
- EYyyy czemu ? - jęknęła mała.
- Powiedziałam coś. - postanowiła. - jak chcesz to przyjdź w sobotę, ale już dzisiaj idź. - powiedziała Roksana.
Robert wyszedł a ona zdenerwowana usiadła obok mnie.
- Tobie ten pies nie przeszkadza ?
- Dopóki jest grzeczny to nie - uśmiechnęłam się i poszłam ,,wchłaniać'' książkę.
- Patrz ciocia jaką mam świetną koszulkę, dostałam od mamy kolegi. - weszła mała w koszulce drużyny z Rzeszowa ( nie orientuję się jaką nosi nazwę.)
- Świetna. - uśmiechnęłam się chociaż wcale tak nie uważałam. - Lu wychodzimy.
Mała była ubrana w przydużawą bluzkę i leggisy, a ja w białe rurki i (jak mi doradziła Roksana ,,żeby nie robić wiochy'') czerwony sweter.
Siedziałam po meczu, nasi wygrali. (Nadal nie pamiętam nazwy)
- No chodź po autograf - ciągnęła mnie za rękaw mała.
Wstałam i podeszłam z nią do mężczyzn. Zagapiłam się w bilbordy.
Po chwili usłyszałam krzyk małej
- KRZYSIEK ! - popatrzyłam w jej stronę a ona przytulała się do mężczyzny z klubu, którego oblała napojem.
- LU ! Jak już to pan Krzysiek. - podeszłam do nich. - po raz kolejny za nią przepraszam.
- Ależ nie ma sprawy. Myślę że jeśli pozwolę małej mówić mi na ty będzie dla pani lepiej.
- Nie chcę sprawiać kłopotu - powiedziałam i zwróciłam się do Lu. - skończyłaś ?
- No nie ! Zostało mi jeszcze dwóch.
- To leć. - obróciłam oczami.
- Krzysiek daj podpis - powiedziała i dała mu markera a on trzasnął podpis.
Ja pokręciłam głową z bezradności.
- Krzysiek jestem - zwrócił się do mnie.
- Marta. - podaliśmy sobie ręce.
- No chodź jeszcze jeden mi został.
- To ja lecę.
Podeszłyśmy do stojącego tyłem mężczyzny.
- Ej ty z 9 - powiedziała pyskato mała.
- Luiza ! - krzyknęłam na nią. A ON się odwrócił. Spojrzał na mnie i na jego usta wkradł się uśmiech. - Ty ?! - spytałam z niedowierzaniem.
- To musiałaś nieźle oglądać mecz. - pokręcił głową i zaśmiał się drwiąco, w trakcie docinania mi podpisywał się na koszulce Lu.
- Dla twojej wiadomości nie przyszłam tu oglądać meczu, tylko opiekować się małą.
- Ale jak mogłaś nie zwrócić na mnie uwagi ?!
- Jakoś nie zbyt się starałeś. Nie zwracam uwagi na byle kogo. - odwróciłam się i szłam w stronę drzwi. - Lu idziemy.
- Mnie nazywasz byle kim ? - krzyknął z drugiego końca sali.
- A widzisz kogoś innego ? - odpowiedziałam nie odwracając się.
***Zbyszek***
Muszę przyznać że charakterek to ona ma... A ja takie lubię.
Spojrzałem jeszcze raz na nie, drzwi od sali się zamknęły, a ja ruszyłem pustą halą do szatni.
- Niezła ta mała. - powiedział Paul.
- Ta blondynka ? Nie powiedziałbym że jest taka mała - powiedział Olieg.
- Chodzi mi o dziewczynkę - powiedział Paul.
- Ale mamusia też ładna. - zaznaczył Grzesiek, ale czy ona była jej mamą ?
- Czym zostałeś zaszczycony że obie panie znają się z tobą ? - spytał Piotrek.
- Nie pamiętasz ich ? - spytałem.
- Nie ?
- Wtedy w klubie, mała która wylała picie.
- To one ? - spytał zdziwiony Grzesiek.
- We własnej osobie - uśmiechnął się Igła.
- Ale ładniejsze - podkreślił Piotrek.
Nikt nie odpowiedział, jak dla mnie to było oczywiste że była ładna już od początku... oczywiście ta blondynka.
Gdy wyszedłem z pod prysznica naszło mi coś na myśl.
- Przeszliście dziś na ty co nie ? - spytałem.
- I co ?
- Jak ma na imię ? - spytałem ruszając charakterystycznie brwiami.
- Myślisz że tak od razu ci powiem ?
- No. - powiedziałem pewnie patrząc mu w oczy. Chwilę trwaliśmy w ciszy.
- Marta. - wymiękł Igła - zmień te oczy bo nie daje rady.
- Haha dziewczyny na to lecą. - odwróciłem się i chciałem wyjść.
- Jutro ta impreza, nie zapomnij przyjść.
- Głupek ! Ja nie mam sklerozy ! - powiedziałem i kręcąc głową wszedłem do mojego audi.
Wydawało mi się że on coś ukrywał, ale mniejsza o to, teraz tylko spotkać Martę.
Co jak co ale ładne imię.
- Tu jest ta impreza ? - spytałem trenera.
- Tak tu. Zamknięta na wyłączność. - odpowiedział.
- Wiedziałeś ?! - zarzuciłem Igle.
- Nie pytałeś.
Po wejściu rozglądałem się za Nią. Była stałą przy jednym ze stolików i układała talerze.
Wyglądała tak seksownie, nie mogłem sobie wybaczyć że wcześniej jej nie spotkałem.
Usiadłem jak najbliżej jej.
- Jezu, zapomniałam że ty jesteś w tej drużynie. - prychnęła i odeszła do baru.
Popatrzyłem na chłopaków, jedni byli obojętni, jedni nie wytrzymywali od śmiechu (czyt. Igła)
- No co ? To pierwsze podrygi... Jeszcze będzie moja. - odpowiedziałem mu niewinnie.
- Nie byłabym tego taka pewna. - nie wiem jakim cudem ona pojawiła się koło nas.
- Gdzie Lu ? - spytał Igła.
- To impreza zamknięta, a ona nie należy do personalu. - powiedziała i nakrywała do stołu.
Akurat zatrzymała się koło mnie i nachyliła się nad stół.
- Ładnie pachniesz.. - powiedziałem kusząco.
- Wiem nowe perfumy Beyonce. - uśmiechnęła się irytująco i podeszła z drugiej mojej strony.
- Kuszące wdzianko. - chciałem jej zaimponować a ta co ?
- Pierd*l się. - odeszła i usiadła za barem... już nie wracała.
- Twarda sztuka - skomentował Paul.
Patrzyłem na nią, nie zwracałem na nich uwagi. Ochota na nią była tak duża jak nigdy. Ale czemu do cholery ona była taka niedostępna ?
______________________
Krótki ? Możliwe... nie miałam czasu rozwijać... padam z nóg...
Być może jadę na mecz Polska - USA do Wrocka ! ;* Kocham cię Maja <3
niedziela, 7 kwietnia 2013
~ Chapter four.
- Jestem twoim tatem - powiedział Robert.
Mała stała bez słowa, po 2 minutach, podeszła bliżej do Roksany.
- Czemu nigdy cię nie było ? - spytała mała, przytulając się do nogi Roksany.
Robert zostawił to bez komentarza, my też tak postanowiłyśmy.
- Może wejdziemy do pokoju - powiedziałam i poszłam gdzie miałam a za mną reszta.
Ja z dziewczynami usiadłam na sofie a Robert na fotelu.
Postanowiłam się nie wtrącać w ich rozmowę, chciałam być tylko obecna przy niej i ewentualnie zareagować.
- Kochasz mnie ? - spytała nieoczekiwanie Lu.
Nikt z nas nie spodziewał się takiego pytania z jej strony.
- Jasne że cię kocham. Szukałem cię. Wreszcie cie znalazłem. - powiedział Robert.
Może go nienawidziłam ale tą odpowiedzią dostał ode mnie punkt.
- A kochasz moją mamę ? - spytała mała.
Zapadła cisza, wraz z Roksaną ciekawe byłyśmy odpowiedzi.
- Tak, kocham twoją mamę. Ale ona mnie nie kocha. - odpowiedział.
- Mamo kochasz tatusia ? -spytała Lu Roksany.
Widziałam jak po wypowiedzeniu ,,tatusia'' i Roksanie i Robertowi łzy zawitały w oczach.
Może on naprawdę chcę nadrobić ten czas ?
Roksana nie odpowiedziała. Jestem pewna że nie chciała powiedzieć prawdy malutkiej.
- Mama nie odpowiada. - zrobiła smutną minkę. - będziesz z nami mieszkał ?
Kiwnął głową że nie.
- A będziesz mnie odwiedzał ? - spytała.
- Jeśli mama pozwoli. - odpowiedział patrząc w małą jak w obrazek.
- Mamo tato będzie mógł tu przychodzić ? Proszę. - nastała cisza - Coś mama jest małomówna. - zwróciła się do Roberta. - Ale ja ją poproszę. Ja chcę mieć tatusia, jak inne dzieci.
Zauważyłam ze ta rozmowa już nie ma sensu.
- Lu chodź do pokoju. - wzięłam ją za rękę i zaprowadziłam do pokoju. - Roksana mam zostać ?
- Nie trzeba. - powiedziała.
Chciałam żeby oni porozmawiali sam na sam.
Przez drzwi i tak słyszałam co mówili.
(Ona) - Po co wróciłeś ?
(On) - Stęskniłem się.
(Ona) - Ciekawe za kim ? - spytała rozbawiona.
(On) - Jak to za kim za tobą kochanie. Chciałem poznać nasze dzieciątko.
(Ona) - Jesteś bezczelny. Nie za późno trochę na poznanie, ona ma 5 lat. I nie mów do mnie kochanie.
(On) - Ale chcę mnie poznać, racja spóźniłem się, ale byłem głupi. Roksana ja nadal cię kocham.
(Ona) - Nie dotykaj mnie ! Nadal jesteś głupi, ale ja cię nie kocham, nie po tym co zrobiłeś.
(On) - Przecież już cie przepraszałem. Ja naprawdę się zmieniłem. Nie skrzywdzę cie.
(Ona) - Nie jestem wstanie ci uwierzyć.
(On) - Jeszcze się przekonasz... Będę mógł się spotykać z małą ?
(Ona) - Ale tylko wtedy gdy w domu będę ja lub Marta. Nie pozwolę ci zostać z nią sam na sam.
(On) - Kiedy będę mógł przyjść ?
(Ona) - Jutro. O 15.30 będzie Marta. Przed 17 masz wyjść, nie chcę cię spotkać. Wyjdź już.
(On) - Zadzwonię jeszcze. Cześć !
Na jego pożegnanie mała zerwała się z łóżka i nie patrząc na nic pobiegła do niego i wtuliła się w jego ramiona.
- Przyjdziesz jutro tatusiu ? - spytała.
- Pewnie córeczko.
- Kocham cię tatuś, papa - dała mu buziaka W USTA ! Widziałam jak rodzice Lu mieli pełne oczy od łez.
- Pa skarbie. - odwrócił się i szybko wyszedł.
Ja stałam osłupiała w drzwiach pokoju, tego się po małej nie spodziewałam.
- Idę do biblioteki, Luiza idziesz ze mną ? - spytałam małej.
- Aha - kiwnęła głową - mamo ubierz mnie.
Roksana uśmiechnęła się i ubrała małą. Gdy miałyśmy wychodzić.
- Dziękuję - powiedziała bezdźwięcznie Roksana.
Uśmiechnęłam się do niej, złapałam małą za rękę i zeszłam na dół. Wzięłam wózek i posadziłam ją, zapinając pasy mała rzekła.
- Fajny ten mój tatuś no nie ?
- Fajny, fajny. - powiedziałam bez przekonania.
Na ulicy było wietrznie. Szłam powoli, nie mając kontroli nad nogami.
Wypożyczyłam dwie książki ,,Upadli'' i ,,Czarny Anioł''. Mała była bardzo grzeczna, aż mnie to dziwiło.
Zaszłam jeszcze do spożywczaka, poszła ze mną i wybrała sobie marchewkę bo jej zdaniem ,,Ta marchewka jest podobna do mojego tatusia'' gdy usłyszałam to z jej ust zaśmiałam się cicho i zapłaciłam...
Gdy doszłam pod klatkę, mała spała w wózku wtulona w marchewkę. Trochę mnie to wzruszyło.
Odpięłam ją i wzięłam na ręce ni budząc.
Roksana spała na kanapie przy włączonym telewizorze. Na jej widok uśmiechnęłam się.
Rozebrałam małą i śpiącą położyłam w jej łóżku. Przebudziłam też siostrę a ta poszła także do siebie.
Ja przebrałam się w piżamę i zaczytałam się w jedną z książek.
Nawet nie wiem kiedy odpłynęłam do krainy snów.
Nieźle spóźniona wchodziłam do restauracji.
Na wejście d razu zobaczyłam szefa przy barze.
Super będę musiała się tłumaczyć - podeszłam do niego i od razu zaczęłam przepraszać.
- Ach pani Marto, każdemu może się zdarzyć, ja na przykład wczoraj nieźle się spóźniłem. Dajmy to w zapomnienie. - uśmiechnął się do mnie staruszek (szef miał 68 lat).
- Dziękuje. - odpowiedziałam i skierowałam się w stronę zaplecza, aby się przebrać.
- Niech pani zaczeka. - krzyknął za mną - Ja wiem że pani ma wolne w tę sobotę, ale nasza restauracja została poproszona o zorganizowanie imprezy klubowej dla Asseco Resovia Rzeszów. Nie byłem głupi i przyjąłem tą prośbę.
- No i dobrze pan zrobił - wtrącił się Dominik.
- Chciałbym aby pani przyszła na ten dzień by nam pomóc. Oczywiście dostanie pani za to wysoką premię.
- Oczywiście że skorzystam - powiedziałam, a uśmiech nie schodził mi z twarzy.
Szef uśmiechnął się i poszedł do siebie.
- Ciocia o której przyjdzie tatuś ? - spytała mała gdy rozbierałam ją w przedpokoju.
- O jeny ! Na śmierć zapomniałam że on ma przyjść.
- Nie przejmuj się. Ja pamiętałam, on pewnie też.. Nie sądzisz że jest odpowiedzialny ?
To normalnie zwaliło mnie z nóg, skąd ona zna takie słowa.
Gdy wieszałam jej kurtkę, rozległ się dzwonek do drzwi.
- Tato ! - podbiegła mała do drzwi. Ja je otworzyłam i pojawił się się Robert z PSEM na rękach !
- Tylko spróbujesz ! - wycedziłam przez zęby.

Wręczył małej szczeniaka.
- Za późno - zwrócił się do mnie.
Poszliśmy do salonu, mała była zaczarowana i pieskiem i Robertem
- Co zamierzasz zrobić ? - spytałam Roberta.
- Zdobyć na nowo Roksanę. - odpowiedział patrząc na mała.
- Myślisz że ci się uda. Nie wybaczy ci.
- Ty mnie chyba jeszcze nie znasz.
- Aż za bardzo. - odwróciłam się i napotkałam się wzrokiem na szczeniaczka. - Suka ?
- Yhy. - mruknął.
- Jak ją nazwiemy ? - spytałam małej.
- Shelby - powiedziała.
- Jak ?! -spytał zdziwiony Robert.
- Shelby - powtórzyła - w jednym filmie było.
- Aha, ładnie - powiedziałam zdezorientowana.
- Ciekawe co powie mama.
- Pewnie się ucieszy - popatrzyłam złośliwie na Roberta.
- O ku*wa ! Zapomniałem.
O czym zapomniał.... A o tym że Roksana nienawidzi zwierząt.
- Powodzenia.
Atmosfera się rozluźniła, nawet nieźle nam się rozmawiało.
Straciliśmy rachubę czasu. Siostra przyszła a godzina była już 18.30... tak zasiedział się.
- Co ty tu jeszcze robisz ?! - powiedziała zdenerwowana - i co to jest ?! - wskazała na Shelby.
___________________
No i tak się właśnie kończy 4 :)
Shelby - nawet nie wiem jak na to wpadłam ^^
Mała stała bez słowa, po 2 minutach, podeszła bliżej do Roksany.
- Czemu nigdy cię nie było ? - spytała mała, przytulając się do nogi Roksany.
Robert zostawił to bez komentarza, my też tak postanowiłyśmy.
- Może wejdziemy do pokoju - powiedziałam i poszłam gdzie miałam a za mną reszta.
Ja z dziewczynami usiadłam na sofie a Robert na fotelu.
Postanowiłam się nie wtrącać w ich rozmowę, chciałam być tylko obecna przy niej i ewentualnie zareagować.
- Kochasz mnie ? - spytała nieoczekiwanie Lu.
Nikt z nas nie spodziewał się takiego pytania z jej strony.
- Jasne że cię kocham. Szukałem cię. Wreszcie cie znalazłem. - powiedział Robert.
Może go nienawidziłam ale tą odpowiedzią dostał ode mnie punkt.
- A kochasz moją mamę ? - spytała mała.
Zapadła cisza, wraz z Roksaną ciekawe byłyśmy odpowiedzi.
- Tak, kocham twoją mamę. Ale ona mnie nie kocha. - odpowiedział.
- Mamo kochasz tatusia ? -spytała Lu Roksany.
Widziałam jak po wypowiedzeniu ,,tatusia'' i Roksanie i Robertowi łzy zawitały w oczach.
Może on naprawdę chcę nadrobić ten czas ?
Roksana nie odpowiedziała. Jestem pewna że nie chciała powiedzieć prawdy malutkiej.
- Mama nie odpowiada. - zrobiła smutną minkę. - będziesz z nami mieszkał ?
Kiwnął głową że nie.
- A będziesz mnie odwiedzał ? - spytała.
- Jeśli mama pozwoli. - odpowiedział patrząc w małą jak w obrazek.
- Mamo tato będzie mógł tu przychodzić ? Proszę. - nastała cisza - Coś mama jest małomówna. - zwróciła się do Roberta. - Ale ja ją poproszę. Ja chcę mieć tatusia, jak inne dzieci.
Zauważyłam ze ta rozmowa już nie ma sensu.
- Lu chodź do pokoju. - wzięłam ją za rękę i zaprowadziłam do pokoju. - Roksana mam zostać ?
- Nie trzeba. - powiedziała.
Chciałam żeby oni porozmawiali sam na sam.
Przez drzwi i tak słyszałam co mówili.
(Ona) - Po co wróciłeś ?
(On) - Stęskniłem się.
(Ona) - Ciekawe za kim ? - spytała rozbawiona.
(On) - Jak to za kim za tobą kochanie. Chciałem poznać nasze dzieciątko.
(Ona) - Jesteś bezczelny. Nie za późno trochę na poznanie, ona ma 5 lat. I nie mów do mnie kochanie.
(On) - Ale chcę mnie poznać, racja spóźniłem się, ale byłem głupi. Roksana ja nadal cię kocham.
(Ona) - Nie dotykaj mnie ! Nadal jesteś głupi, ale ja cię nie kocham, nie po tym co zrobiłeś.
(On) - Przecież już cie przepraszałem. Ja naprawdę się zmieniłem. Nie skrzywdzę cie.
(Ona) - Nie jestem wstanie ci uwierzyć.
(On) - Jeszcze się przekonasz... Będę mógł się spotykać z małą ?
(Ona) - Ale tylko wtedy gdy w domu będę ja lub Marta. Nie pozwolę ci zostać z nią sam na sam.
(On) - Kiedy będę mógł przyjść ?
(Ona) - Jutro. O 15.30 będzie Marta. Przed 17 masz wyjść, nie chcę cię spotkać. Wyjdź już.
(On) - Zadzwonię jeszcze. Cześć !
Na jego pożegnanie mała zerwała się z łóżka i nie patrząc na nic pobiegła do niego i wtuliła się w jego ramiona.
- Przyjdziesz jutro tatusiu ? - spytała.
- Pewnie córeczko.
- Kocham cię tatuś, papa - dała mu buziaka W USTA ! Widziałam jak rodzice Lu mieli pełne oczy od łez.
- Pa skarbie. - odwrócił się i szybko wyszedł.
Ja stałam osłupiała w drzwiach pokoju, tego się po małej nie spodziewałam.
- Idę do biblioteki, Luiza idziesz ze mną ? - spytałam małej.
- Aha - kiwnęła głową - mamo ubierz mnie.
Roksana uśmiechnęła się i ubrała małą. Gdy miałyśmy wychodzić.
- Dziękuję - powiedziała bezdźwięcznie Roksana.
Uśmiechnęłam się do niej, złapałam małą za rękę i zeszłam na dół. Wzięłam wózek i posadziłam ją, zapinając pasy mała rzekła.
- Fajny ten mój tatuś no nie ?
- Fajny, fajny. - powiedziałam bez przekonania.
Na ulicy było wietrznie. Szłam powoli, nie mając kontroli nad nogami.
Wypożyczyłam dwie książki ,,Upadli'' i ,,Czarny Anioł''. Mała była bardzo grzeczna, aż mnie to dziwiło.
Zaszłam jeszcze do spożywczaka, poszła ze mną i wybrała sobie marchewkę bo jej zdaniem ,,Ta marchewka jest podobna do mojego tatusia'' gdy usłyszałam to z jej ust zaśmiałam się cicho i zapłaciłam...
Gdy doszłam pod klatkę, mała spała w wózku wtulona w marchewkę. Trochę mnie to wzruszyło.
Odpięłam ją i wzięłam na ręce ni budząc.
Roksana spała na kanapie przy włączonym telewizorze. Na jej widok uśmiechnęłam się.
Rozebrałam małą i śpiącą położyłam w jej łóżku. Przebudziłam też siostrę a ta poszła także do siebie.
Ja przebrałam się w piżamę i zaczytałam się w jedną z książek.
Nawet nie wiem kiedy odpłynęłam do krainy snów.
Nieźle spóźniona wchodziłam do restauracji.
Na wejście d razu zobaczyłam szefa przy barze.
Super będę musiała się tłumaczyć - podeszłam do niego i od razu zaczęłam przepraszać.
- Ach pani Marto, każdemu może się zdarzyć, ja na przykład wczoraj nieźle się spóźniłem. Dajmy to w zapomnienie. - uśmiechnął się do mnie staruszek (szef miał 68 lat).
- Dziękuje. - odpowiedziałam i skierowałam się w stronę zaplecza, aby się przebrać.
- Niech pani zaczeka. - krzyknął za mną - Ja wiem że pani ma wolne w tę sobotę, ale nasza restauracja została poproszona o zorganizowanie imprezy klubowej dla Asseco Resovia Rzeszów. Nie byłem głupi i przyjąłem tą prośbę.
- No i dobrze pan zrobił - wtrącił się Dominik.
- Chciałbym aby pani przyszła na ten dzień by nam pomóc. Oczywiście dostanie pani za to wysoką premię.
- Oczywiście że skorzystam - powiedziałam, a uśmiech nie schodził mi z twarzy.
Szef uśmiechnął się i poszedł do siebie.
- Ciocia o której przyjdzie tatuś ? - spytała mała gdy rozbierałam ją w przedpokoju.
- O jeny ! Na śmierć zapomniałam że on ma przyjść.
- Nie przejmuj się. Ja pamiętałam, on pewnie też.. Nie sądzisz że jest odpowiedzialny ?
To normalnie zwaliło mnie z nóg, skąd ona zna takie słowa.
Gdy wieszałam jej kurtkę, rozległ się dzwonek do drzwi.
- Tato ! - podbiegła mała do drzwi. Ja je otworzyłam i pojawił się się Robert z PSEM na rękach !
- Tylko spróbujesz ! - wycedziłam przez zęby.

Wręczył małej szczeniaka.
- Za późno - zwrócił się do mnie.
Poszliśmy do salonu, mała była zaczarowana i pieskiem i Robertem
- Co zamierzasz zrobić ? - spytałam Roberta.
- Zdobyć na nowo Roksanę. - odpowiedział patrząc na mała.
- Myślisz że ci się uda. Nie wybaczy ci.
- Ty mnie chyba jeszcze nie znasz.
- Aż za bardzo. - odwróciłam się i napotkałam się wzrokiem na szczeniaczka. - Suka ?
- Yhy. - mruknął.
- Jak ją nazwiemy ? - spytałam małej.
- Shelby - powiedziała.
- Jak ?! -spytał zdziwiony Robert.
- Shelby - powtórzyła - w jednym filmie było.
- Aha, ładnie - powiedziałam zdezorientowana.
- Ciekawe co powie mama.
- Pewnie się ucieszy - popatrzyłam złośliwie na Roberta.
- O ku*wa ! Zapomniałem.
O czym zapomniał.... A o tym że Roksana nienawidzi zwierząt.
- Powodzenia.
Atmosfera się rozluźniła, nawet nieźle nam się rozmawiało.
Straciliśmy rachubę czasu. Siostra przyszła a godzina była już 18.30... tak zasiedział się.
- Co ty tu jeszcze robisz ?! - powiedziała zdenerwowana - i co to jest ?! - wskazała na Shelby.
___________________
No i tak się właśnie kończy 4 :)
Shelby - nawet nie wiem jak na to wpadłam ^^
sobota, 6 kwietnia 2013
~ Chapter three.
- Ciocia śniadanko stygnie - wychodząc z łazienki, zawołała mnie mała.
Weszłam do kuchni i zaniemówiłam. Roksana zrobiła śniadanie i to nie byle jakie.
- Co to za zmiana ? - spytałam siadając na krzesło.
- Chcę się zrewanżować.
Kiwnęłam głową i zaczęłam jeść, było niezmiernie dobre.
- Dostałam wczoraj jakieś bilety na mecz, ja wtedy pracuję, ale ty masz wolne. Może zabrałabyś małą na niego ? - spytała Roksana.
- Tak tak tak ja chce, proszę ciocia zgódź się. - błagała mała.
- Kiedy ? - spytałam od nie chcenia.
Nigdy nie lubiłam chodzić na jakieś mecze itp. zawsze kojarzyło mi się to z dzieciństwem... zawsze byłam wysportowaną dziewczynką... aż do czasu...
- No w piątek. - uśmiechnęła się.
- Od kiedy pracujesz w piątki ? - spytałam a ona jakby się zawstydziła.
- Dorabiam, zbieram na wakacje, a z tej pensji mi nie starczy. - powiedziała nie patrząc mi w oczy. Ja zostawiłam to bez komentarza, ona jest już dorosła i decyduje o swoim życiu... Ale ja nadal jestem dla niej jak mama.
- Jaki to mecz ?
- Siatkówka... Ja wiem że ty nie lubisz tego sportu, ale zrób to dla małej... Proszę, przecież nie musisz patrzeć na boisko. - zrobiła tą swoją nieszczęsną minę, na która zawsze działam.
- O której ?
- 14 na hali Podpromie. - powiedziała i wstała z miejsca odchodząc do pokoju, pewnie bała się że zmienię zdanie... Ale ja jeszcze nic nie postanowiłam.
- Roksana ! Wróć na chwilę ! - krzyknęłam za siostrą.
Weszła szybko do kuchni.
- Skąd masz te bilety ?
Zapadła cisza, nic nie mówiła.
- Spytałam o coś.
- Poznałam jakiś tydzień temu pewnego chłopaka, jest bratem jednego z siatkarzy... Dał mi je.
- Pozmywaj - wstałam z miejsca i poszłam do pokoju, znów zaczytałam się w lekturę.
Zawsze gdy czytam strasznie się wczuwam w książkę, tym razem było tak samo.
- Jak dzisiaj pracujesz ? - spytała Roksana.
- Na popołudnie, co z małą ?
- Zawiozłam ją już. To ja lecę do pracy, trzymaj się. - wybiegła z domu a ja nadal czytałam.
Po jakiejś godzinie skończyłam czytać książkę. I co ja teraz będę robić - zadałam sobie pytanie.
Spojrzałam na zegarek została mi jeszcze godzina luzu a potem do pracy.
Postanowiłam posprzątać w mieszkaniu.
Gdy wszystko już lśniło musiałam się zbierać żeby się nie spóźnić.
- Ta praca mnie wykańcza. - Powiedziałam do Romka.
- Głupoty gadasz, co jest męczącego w chodzeniu od stolika do stolika.
- Chodzenie, nie ustałbyś na tych butach 2 minuty a co dopiero 10 godzin.
Nie odpowiedział, musiał podać coś jakiejś kobiecie. Ja natomiast znów podchodziłam do stolików i tak w kółko.
Gdy za oknem było już ciemno, podeszłam do baru i spojrzałam na zegarek.
- I co mi nie mówisz że już skończyłam zmianę - było już dawno do 24.
Przebrałam się i ruszyłam do domu.
Ciemno było dookoła, pojedyncze latarnie dawały małe światło. Idąc ulicą podziwiałam wszystkie rzeczy które dzień trudno zobaczyć. Padnięta dochodziłam już do klatki gdy przykuło coś mój wzrok. Coś a raczej ktoś. Ktoś bardzo znajomy, podeszłam bliżej. I nie myliłam się.
- Co ty tu robisz ? - spytałam.
Odwrócił się przerażony,
- Szukam córki. - odpowiedział.
- Wielki tatuś się znalazł, wracaj do Wrocławia... Ani Roksana ani Luiza nie chcą mieć z tobą nic wspólnego.
- Skąd wiesz czego chce moja córeczka ? - spytał irytującym tonem.
- Wiem to lepiej niż ty. Przebywam z nią dłużej. Ciebie nawet nie zna.
- A może chce... Skąd wiecie czy 5-latka nie chce poznać swojego tatusia.
- Takiego jak ty.... Wątpię - powiedziałam. - Zresztą to nie moja sprawa... Zadzwoń rano do Roksany i uzgodnicie sobie co chcecie zrobić... Teraz jest za późno. - odwróciłam się i poszłam do domu.
Weszłam po cichu, dziewczyny pewnie już śpią.
- Wróciłaś ? - spytała Roksana...
A jednak nie spały... No może tylko Lu spała.
- No wróciłam... Roksana spotkałam Roberta. - powiedziałam siadając obok niej.
- Gdzie ? - spytała przestraszona.
- Pod blokiem, chciał się spotkać z Lu.
- Ale co on tu robi ? - spytała z łzami w oczach. - Skąd wiedział że tu mieszkamy ?
- Nie wiem.. Powiedziałam mu żeby jutro do ciebie zadzwonił - przytuliłam ją do siebie, a ona zaczęła płakać. - Idź już spać.
Kiwnęła głową i poszła już do swojego pokoju, ja zjadłam kolacje i poszłam do swojego łóżka.
Pewnie zastanawiacie się co takiego stało się że Roksana się rozpłakała.
Ona i Robert byli młodą i kochającą się parą, gdy ona zaszła w ciąże, powiedziała mu o tym, była zestresowana jak na to zareaguje, myślała że będzie zdenerwowany przecież byli jeszcze ,,dziećmi'' i dobrze myślała. Gdy się o tym dowiedział, nawrzeszczał na nią... i pobił ją. Tak pobił ją i to brutalinie.
Odeszła od niego... Przpraszzał ją, chciał zostać tatusiem, dla niej on był już skończony.
Wyjechałyśmy nikomu nic nie mówiąc, pierw do Łodzi. Tam także spotkało nas nie miłe życie. I tak znalazłyśmy się tutaj w Rzeszowie, układało się nam... Aż do dzisaj.
Godzina 16.30 siedziałam z małą przed telewizorem... czekałam na siostrę.
- Cześć, przyszłam wcześniej. - powiedziała i usiadła obok nas.
- Ja w pracy, mamo. Jesteś głodna ? - spytała mała.
- Nie córeczko, idź się pobaw do siebie. Chcę porozmawiać z ciocią.
Mała kiwnęła głową i pobiegła się bawić.
- Dzwonił ? - spytałam. Kiwnęła głową.
- I co ?
- Przyjdzie dzisaj. Marta ja się boję.
- Jestem z tobą, z tobą i z małą. Nie pozwolę mu was skrzywdzić. - przytuliłam się a w domu rozległ się dzwięk dzwonka do drzwi. Spojrzałam na siostrę, a ona kiwnęła głową.
Podeszła do drzwi i otworzyła mu, ja stałam obok niej. Pilnowałam.
- Cześć skarbie - chciał dać Roksanie buziaka w polika, ona go odepchnąła.
- Nie jestem twoim skarbem. Już od 5 lat. - krzyknęła.
- Jak chcesz. Zawołasz ją ? - spytał.
- Lu chodź na chwilę. - mała przybiegła i patrzyła na niego, ja się nim przypatrywałam - to twój... - Roksana nie mogła wypowiedzieć tego słowa.
- Jestem twoim tatem. - powiedział Robert.
Mała stała bez słowa......
______________________
No i jest ^^
Weszłam do kuchni i zaniemówiłam. Roksana zrobiła śniadanie i to nie byle jakie.
- Co to za zmiana ? - spytałam siadając na krzesło.
- Chcę się zrewanżować.
Kiwnęłam głową i zaczęłam jeść, było niezmiernie dobre.
- Dostałam wczoraj jakieś bilety na mecz, ja wtedy pracuję, ale ty masz wolne. Może zabrałabyś małą na niego ? - spytała Roksana.
- Tak tak tak ja chce, proszę ciocia zgódź się. - błagała mała.
- Kiedy ? - spytałam od nie chcenia.
Nigdy nie lubiłam chodzić na jakieś mecze itp. zawsze kojarzyło mi się to z dzieciństwem... zawsze byłam wysportowaną dziewczynką... aż do czasu...
- No w piątek. - uśmiechnęła się.
- Od kiedy pracujesz w piątki ? - spytałam a ona jakby się zawstydziła.
- Dorabiam, zbieram na wakacje, a z tej pensji mi nie starczy. - powiedziała nie patrząc mi w oczy. Ja zostawiłam to bez komentarza, ona jest już dorosła i decyduje o swoim życiu... Ale ja nadal jestem dla niej jak mama.
- Jaki to mecz ?
- Siatkówka... Ja wiem że ty nie lubisz tego sportu, ale zrób to dla małej... Proszę, przecież nie musisz patrzeć na boisko. - zrobiła tą swoją nieszczęsną minę, na która zawsze działam.
- O której ?
- 14 na hali Podpromie. - powiedziała i wstała z miejsca odchodząc do pokoju, pewnie bała się że zmienię zdanie... Ale ja jeszcze nic nie postanowiłam.
- Roksana ! Wróć na chwilę ! - krzyknęłam za siostrą.
Weszła szybko do kuchni.
- Skąd masz te bilety ?
Zapadła cisza, nic nie mówiła.
- Spytałam o coś.
- Poznałam jakiś tydzień temu pewnego chłopaka, jest bratem jednego z siatkarzy... Dał mi je.
- Pozmywaj - wstałam z miejsca i poszłam do pokoju, znów zaczytałam się w lekturę.
Zawsze gdy czytam strasznie się wczuwam w książkę, tym razem było tak samo.
- Jak dzisiaj pracujesz ? - spytała Roksana.
- Na popołudnie, co z małą ?
- Zawiozłam ją już. To ja lecę do pracy, trzymaj się. - wybiegła z domu a ja nadal czytałam.
Po jakiejś godzinie skończyłam czytać książkę. I co ja teraz będę robić - zadałam sobie pytanie.
Spojrzałam na zegarek została mi jeszcze godzina luzu a potem do pracy.
Postanowiłam posprzątać w mieszkaniu.
Gdy wszystko już lśniło musiałam się zbierać żeby się nie spóźnić.
- Ta praca mnie wykańcza. - Powiedziałam do Romka.
- Głupoty gadasz, co jest męczącego w chodzeniu od stolika do stolika.
- Chodzenie, nie ustałbyś na tych butach 2 minuty a co dopiero 10 godzin.
Nie odpowiedział, musiał podać coś jakiejś kobiecie. Ja natomiast znów podchodziłam do stolików i tak w kółko.
Gdy za oknem było już ciemno, podeszłam do baru i spojrzałam na zegarek.
- I co mi nie mówisz że już skończyłam zmianę - było już dawno do 24.
Przebrałam się i ruszyłam do domu.
Ciemno było dookoła, pojedyncze latarnie dawały małe światło. Idąc ulicą podziwiałam wszystkie rzeczy które dzień trudno zobaczyć. Padnięta dochodziłam już do klatki gdy przykuło coś mój wzrok. Coś a raczej ktoś. Ktoś bardzo znajomy, podeszłam bliżej. I nie myliłam się.
- Co ty tu robisz ? - spytałam.
Odwrócił się przerażony,
- Szukam córki. - odpowiedział.
- Wielki tatuś się znalazł, wracaj do Wrocławia... Ani Roksana ani Luiza nie chcą mieć z tobą nic wspólnego.
- Skąd wiesz czego chce moja córeczka ? - spytał irytującym tonem.
- Wiem to lepiej niż ty. Przebywam z nią dłużej. Ciebie nawet nie zna.
- A może chce... Skąd wiecie czy 5-latka nie chce poznać swojego tatusia.
- Takiego jak ty.... Wątpię - powiedziałam. - Zresztą to nie moja sprawa... Zadzwoń rano do Roksany i uzgodnicie sobie co chcecie zrobić... Teraz jest za późno. - odwróciłam się i poszłam do domu.
Weszłam po cichu, dziewczyny pewnie już śpią.
- Wróciłaś ? - spytała Roksana...
A jednak nie spały... No może tylko Lu spała.
- No wróciłam... Roksana spotkałam Roberta. - powiedziałam siadając obok niej.
- Gdzie ? - spytała przestraszona.
- Pod blokiem, chciał się spotkać z Lu.
- Ale co on tu robi ? - spytała z łzami w oczach. - Skąd wiedział że tu mieszkamy ?
- Nie wiem.. Powiedziałam mu żeby jutro do ciebie zadzwonił - przytuliłam ją do siebie, a ona zaczęła płakać. - Idź już spać.
Kiwnęła głową i poszła już do swojego pokoju, ja zjadłam kolacje i poszłam do swojego łóżka.
Pewnie zastanawiacie się co takiego stało się że Roksana się rozpłakała.
Ona i Robert byli młodą i kochającą się parą, gdy ona zaszła w ciąże, powiedziała mu o tym, była zestresowana jak na to zareaguje, myślała że będzie zdenerwowany przecież byli jeszcze ,,dziećmi'' i dobrze myślała. Gdy się o tym dowiedział, nawrzeszczał na nią... i pobił ją. Tak pobił ją i to brutalinie.
Odeszła od niego... Przpraszzał ją, chciał zostać tatusiem, dla niej on był już skończony.
Wyjechałyśmy nikomu nic nie mówiąc, pierw do Łodzi. Tam także spotkało nas nie miłe życie. I tak znalazłyśmy się tutaj w Rzeszowie, układało się nam... Aż do dzisaj.
Godzina 16.30 siedziałam z małą przed telewizorem... czekałam na siostrę.
- Cześć, przyszłam wcześniej. - powiedziała i usiadła obok nas.
- Ja w pracy, mamo. Jesteś głodna ? - spytała mała.
- Nie córeczko, idź się pobaw do siebie. Chcę porozmawiać z ciocią.
Mała kiwnęła głową i pobiegła się bawić.
- Dzwonił ? - spytałam. Kiwnęła głową.
- I co ?
- Przyjdzie dzisaj. Marta ja się boję.
- Jestem z tobą, z tobą i z małą. Nie pozwolę mu was skrzywdzić. - przytuliłam się a w domu rozległ się dzwięk dzwonka do drzwi. Spojrzałam na siostrę, a ona kiwnęła głową.
Podeszła do drzwi i otworzyła mu, ja stałam obok niej. Pilnowałam.
- Cześć skarbie - chciał dać Roksanie buziaka w polika, ona go odepchnąła.
- Nie jestem twoim skarbem. Już od 5 lat. - krzyknęła.
- Jak chcesz. Zawołasz ją ? - spytał.
- Lu chodź na chwilę. - mała przybiegła i patrzyła na niego, ja się nim przypatrywałam - to twój... - Roksana nie mogła wypowiedzieć tego słowa.
- Jestem twoim tatem. - powiedział Robert.
Mała stała bez słowa......
______________________
No i jest ^^
piątek, 5 kwietnia 2013
~ Chapter two.
Gdy obudziłam się, dziewczyn już nie było.
Poszłam do kuchni a na blacie leżała kartka.
,,Pomyślałam że chcesz się wyspać, dlatego zaprowadziłam małą do przedszkola. Jakbyś mogła to weź ją odbierz. Ja po pracy przyjdę się tylko przebrać.
Kocham cię. Jestem twoją dłużniczką. Roksana xoxo.''
Dobrze że mnie nie obudziła, bo o dyskotece to ona mogłaby zapomnieć.
Wzięłam długopis do ręki i na drugiej stronie kartki odpisałam.
,,Dobrze że chociaż czasami myślisz -.- Mam nadzieję że się nie spotkamy aż do 23.30 jak przyjdziesz uchlana na maksa to nigdy mi tego długu nie spłacisz. Masz być w miarę trzeźwa żebyś z dzieckiem wrócić mogła. xoxo''
Chyba nie musiałam się podpisywać, bo to oczywiste że to ja piszę.
Przebrałam się w wyjściowe ciuchy. I spojrzałam na zegarek. Było już za piętnaście piętnasta.
Ubrałam buty, zabrałam klucze i wyszłam z domu.
Gdy dojechałam do przedszkola, Luiza czekała na dworze z panią.
- Dzień dobry - przywitałam się.
- Witam. Luiza chciała już wyjść piętnaście minut temu. Nie mogła się doczekać pani przyjazdu.
Uśmiechnęłam się i wzięłam małą za rękę.
- Do widzenia. - powiedziałam równo z Lu.
Wsiadłyśmy do samochodu.
- Ciocia będę mogła kelnerować ? - spytała z nadzieją.
- Jasne. Ale nie zepsujesz niczego ?
- No ba że nie. - zaśmiała się.
Jadąc śpiewałyśmy piosenki lecące w radiu.
- A gdzie my tak w ogóle jedziemy ? - spytała.
- Na pizzę - uśmiechnęłam się
Po zjedzeniu itp. ruszyłyśmy w stronę klubu.
- Chodź muszę się przebrać - powiedziałam do niej wchodząc do mojego miejsca pracy.
Szybko się przebrałam i poszłam z nią do baru, akurat wybiła 18.
I zaczęła się głośna muzyka, tańce i kolejna nocka.
- Siedź tu chwilę, a ja pójdę po zamówienia. - powiedziałam do małej - Romek pilnuj jej - tym razem skierowałam słowa do barmana.
Gdy już podeszłam do prawie wszystkich stolików, został jeden, pełen wielkich mężczyzn.
- Dobry wieczór. Co podać ? - spytałam.
- Siebie skarbię - powiedział szatyn o zielonych czarujących oczach.
- Nie przypominam sobie żebyśmy byli na ty. - powiedziałam z ignorując jego słowa. Miałam dość tych ciągłych ,,podrywów''.
- Ale zawsze możemy być - poruszał brwiami.
- Nie zawieram znajomości w pracy. Co podać - zwróciłam się do reszty.
Po odebraniu zamówienia podeszłam do baru i przekazałam kartkę.
- Będę mogła gdzieś zanieść picie. - spytała błagająco Luiza.
- Dobrze. Widzisz tamten stoik z tymi dużymi panami ? - spytałam.
- Yhy, tam mam zanieść ? - kiwnęłam głowę i wręczyłam jej sok, dla jednego z mężczyzn. Ja sama patrzyłam jak sobie poradzi.
I oczywiście pech ! Potknęła się i wylała wszystko na mężczyznę.
Ja wzięłam tacę z resztą napoi i podbiegłam szybko do stolika.
- Najmocniej pana przepraszam. - zaczęłam przepraszać mężczyznę który był dość mokry. - Luiza mówiłam żebyś uważała - zwróciłam się do małej - przeproś pana.
- Przepraszam - powiedziała z łzami w oczach.
- Nic się nie stało. Wszystko w porządku. - powiedział do mnie - nie martw się wyschnie, jak masz na imię ? - spytał mojej siostrzenicy.
- Luiza, a ty ? - powiedziała już bez stresu.
- Ej ! Mała trochę szacunku pan a nie ty ! - skarciłam młodą.
- Nic nie szkodzi. Jestem Krzysiek. - mężczyzna podał rękę małej a ta to odwzajemniła.
- My już nie będziemy przeszkadzać. Chodź Lu. - zawołałam ją i odeszłam.
- Cześć Krzysiek, do widzenia - na jej nieszczęście, usłyszałam to.
- LUIZA ZACHOWUJ SIĘ ! - krzyknęłam w jej kierunku.
- Już dobrze. Będę grzeczna. - usiadła na krześle przy barze.
- Co chcesz robić ? - spytałam jej.
- Już chcę spać. - powiedziała ziewając.
- Chodź szybko. - wzięłam ją na ręce i zaniosłam na zaplecze. - połóż się. Tu będziesz na razie spać potem przyjdzie po ciebie mama. Jakby coś to podejdź do Romka - wskazałam ręką na drzwi. - Dobranoc.
Odeszłam kierując się do stolika.
- Marta ! - krzyknął Romek.
Odwróciłam się na pięcie.
- Mała mówi że nie zaśnie bez przytulanki. - powiadomił.
I co ja teraz zrobię. Przecież nie mam żadnego misia. Niestety stałam obok stolika tych olbrzymów.
- Czemu ona tu śpi ? - spytał zielonooki.
- Nie twoja sprawa. - powiedziałam nie patrząc na niego. Ale wpadłam na pomysł. - nie macie jakiejś maskotki ? - spytałam nie panując nad tym co mówię.
- Już z tego wyrosłem - powiedział Krzysiek (ha zapamiętałam).
- Ale śmieszne. - powiedziałam i odeszłam.
Podeszłam do małej a ta już spała na kanapie. Zdziwiłam się no przecież... a zresztą.
Była już 23.29 a ona weszła przed czasem.
- Powiedz że się nie spóźniłam. - powiedziała Roksana.
- Masz szczęście. - powiedziałam przez zęby.
- Gdzie ona jest ? - spytała i o dziwo wcale nie była taka pijana.
- Na zapleczu. Poczekaj chwilę. - odwróciłam głowę w stronę Romka - kończysz zmianę o północy no nie ?
Kiwnął głową.
- Mogę mieć prośbę ? - spytałam robiąc duże oczy, i tak pewnie nie wyszły mi tak jak miały.
- Co chcesz ? - spytał zaspany.
- Zawieziesz moją siostrę i Luizę do domu ? Proszę - spytałam z nadzieją.
- Okey ale mają być gotowe.
Przekazałam informacje siostrze, a ta tylko kiwnęła głową.
- Idź obsłuż tamtych - wskazałam głową na olbrzymów.
- Serio ? - spytała z niedowierzaniem.
- Tak, muszę chwilę odpocząć.
Ona wstała z krzesła i podeszła do nich, ja i tak wszystko słyszałam.
- Co chcecie ? - spytała.
- Jeszcze raz to samo. - odpowiedzieli ze złośliwym uśmiechem.
Ona kiwnęła głową i odwróciła się na pięcie, ale za chwilę wypełniła tą samą czynność.
- Co braliście przedtem ? - spytała zdezorientowana.
- Twoja przyjaciółka, ta laska przy barze wie. - powiedział... zapewne zielonooki.
- To moja siostra olbrzymie. - powiedział bez skrupułów. nawet nie chciało mi się reagować.
- Nie przypominam sobie żebyśmy byli na ty - powtórzył mnie podrywacz.
- Nie mam zwyczaju mówić do takich na pan - powiedziała i podeszła do mnie. Byłam zaskoczona tą rozmową ale nic jej nie mówiłam, ona przekazała Romkowi, że oni chcą to samo.
Roksana po obsługiwała jeszcze parę stolików i usiadła koło mnie.
- Zbieraj się. - powiedziałam do niej. A ja poszłam po małą. Wzięłam ją na ręce nie budząc jej, i przekazałam ją siostrze. - Tylko uważaj na nie - ostrzegłam Romka.
Ten kiwnął głowa i zaśmiał się, wyszli z baru a ja przywitałam się z Dominikiem, który przyszedł na zmianę z Romkiem.
- Padasz ? - spytał, na co ja kiwnęłam głową. - odpocznij chwilę.
Tak też zrobiłam, położyłam głowę na bar i leżałam.
Po jakimś czasie poczułam jak czyjaś ręka jeździ mi po plecach.
Podniosłam głowę i zobaczyłam szatyna z zielonymi oczyma.
- Czego ? - spytałam nieuprzejmie.
- Poprawić ci humor. - wyszczerzył się w moją stronę.
- Nie polepszasz sprawy - wystawiłam język w jego stronę i wstałam, jakimś cudem obcas zahaczył o krzesło i upadłam tak nie fartownie z ręką na jego kroczu.
- Nie tak ostro siostro - powiedział śmiejąc się.
Nie zwracając na jego komentarz spojrzałam w stronę drzwi.
- Chyba koledzy ci uciekają. - zwróciłam się do niego, ale jego już nie było...
____________________________
Wow ! Napisałam dwa w jeden dzień, szacun dla mnie. Haha, mam nadzieje że nie ma lipy :)
Poszłam do kuchni a na blacie leżała kartka.
,,Pomyślałam że chcesz się wyspać, dlatego zaprowadziłam małą do przedszkola. Jakbyś mogła to weź ją odbierz. Ja po pracy przyjdę się tylko przebrać.
Kocham cię. Jestem twoją dłużniczką. Roksana xoxo.''
Dobrze że mnie nie obudziła, bo o dyskotece to ona mogłaby zapomnieć.
Wzięłam długopis do ręki i na drugiej stronie kartki odpisałam.
,,Dobrze że chociaż czasami myślisz -.- Mam nadzieję że się nie spotkamy aż do 23.30 jak przyjdziesz uchlana na maksa to nigdy mi tego długu nie spłacisz. Masz być w miarę trzeźwa żebyś z dzieckiem wrócić mogła. xoxo''
Chyba nie musiałam się podpisywać, bo to oczywiste że to ja piszę.
Przebrałam się w wyjściowe ciuchy. I spojrzałam na zegarek. Było już za piętnaście piętnasta.
Ubrałam buty, zabrałam klucze i wyszłam z domu.
Gdy dojechałam do przedszkola, Luiza czekała na dworze z panią.
- Dzień dobry - przywitałam się.
- Witam. Luiza chciała już wyjść piętnaście minut temu. Nie mogła się doczekać pani przyjazdu.
Uśmiechnęłam się i wzięłam małą za rękę.
- Do widzenia. - powiedziałam równo z Lu.
Wsiadłyśmy do samochodu.
- Ciocia będę mogła kelnerować ? - spytała z nadzieją.
- Jasne. Ale nie zepsujesz niczego ?
- No ba że nie. - zaśmiała się.
Jadąc śpiewałyśmy piosenki lecące w radiu.
- A gdzie my tak w ogóle jedziemy ? - spytała.
- Na pizzę - uśmiechnęłam się
Po zjedzeniu itp. ruszyłyśmy w stronę klubu.
- Chodź muszę się przebrać - powiedziałam do niej wchodząc do mojego miejsca pracy.
Szybko się przebrałam i poszłam z nią do baru, akurat wybiła 18.
I zaczęła się głośna muzyka, tańce i kolejna nocka.
- Siedź tu chwilę, a ja pójdę po zamówienia. - powiedziałam do małej - Romek pilnuj jej - tym razem skierowałam słowa do barmana.
Gdy już podeszłam do prawie wszystkich stolików, został jeden, pełen wielkich mężczyzn.
- Dobry wieczór. Co podać ? - spytałam.
- Siebie skarbię - powiedział szatyn o zielonych czarujących oczach.
- Nie przypominam sobie żebyśmy byli na ty. - powiedziałam z ignorując jego słowa. Miałam dość tych ciągłych ,,podrywów''.
- Ale zawsze możemy być - poruszał brwiami.
- Nie zawieram znajomości w pracy. Co podać - zwróciłam się do reszty.
Po odebraniu zamówienia podeszłam do baru i przekazałam kartkę.
- Będę mogła gdzieś zanieść picie. - spytała błagająco Luiza.
- Dobrze. Widzisz tamten stoik z tymi dużymi panami ? - spytałam.
- Yhy, tam mam zanieść ? - kiwnęłam głowę i wręczyłam jej sok, dla jednego z mężczyzn. Ja sama patrzyłam jak sobie poradzi.
I oczywiście pech ! Potknęła się i wylała wszystko na mężczyznę.
Ja wzięłam tacę z resztą napoi i podbiegłam szybko do stolika.
- Najmocniej pana przepraszam. - zaczęłam przepraszać mężczyznę który był dość mokry. - Luiza mówiłam żebyś uważała - zwróciłam się do małej - przeproś pana.
- Przepraszam - powiedziała z łzami w oczach.
- Nic się nie stało. Wszystko w porządku. - powiedział do mnie - nie martw się wyschnie, jak masz na imię ? - spytał mojej siostrzenicy.
- Luiza, a ty ? - powiedziała już bez stresu.
- Ej ! Mała trochę szacunku pan a nie ty ! - skarciłam młodą.
- Nic nie szkodzi. Jestem Krzysiek. - mężczyzna podał rękę małej a ta to odwzajemniła.
- My już nie będziemy przeszkadzać. Chodź Lu. - zawołałam ją i odeszłam.
- Cześć Krzysiek, do widzenia - na jej nieszczęście, usłyszałam to.
- LUIZA ZACHOWUJ SIĘ ! - krzyknęłam w jej kierunku.
- Już dobrze. Będę grzeczna. - usiadła na krześle przy barze.
- Co chcesz robić ? - spytałam jej.
- Już chcę spać. - powiedziała ziewając.
- Chodź szybko. - wzięłam ją na ręce i zaniosłam na zaplecze. - połóż się. Tu będziesz na razie spać potem przyjdzie po ciebie mama. Jakby coś to podejdź do Romka - wskazałam ręką na drzwi. - Dobranoc.
Odeszłam kierując się do stolika.
- Marta ! - krzyknął Romek.
Odwróciłam się na pięcie.
- Mała mówi że nie zaśnie bez przytulanki. - powiadomił.
I co ja teraz zrobię. Przecież nie mam żadnego misia. Niestety stałam obok stolika tych olbrzymów.
- Czemu ona tu śpi ? - spytał zielonooki.
- Nie twoja sprawa. - powiedziałam nie patrząc na niego. Ale wpadłam na pomysł. - nie macie jakiejś maskotki ? - spytałam nie panując nad tym co mówię.
- Już z tego wyrosłem - powiedział Krzysiek (ha zapamiętałam).
- Ale śmieszne. - powiedziałam i odeszłam.
Podeszłam do małej a ta już spała na kanapie. Zdziwiłam się no przecież... a zresztą.
Była już 23.29 a ona weszła przed czasem.
- Powiedz że się nie spóźniłam. - powiedziała Roksana.
- Masz szczęście. - powiedziałam przez zęby.
- Gdzie ona jest ? - spytała i o dziwo wcale nie była taka pijana.
- Na zapleczu. Poczekaj chwilę. - odwróciłam głowę w stronę Romka - kończysz zmianę o północy no nie ?
Kiwnął głową.
- Mogę mieć prośbę ? - spytałam robiąc duże oczy, i tak pewnie nie wyszły mi tak jak miały.
- Co chcesz ? - spytał zaspany.
- Zawieziesz moją siostrę i Luizę do domu ? Proszę - spytałam z nadzieją.
- Okey ale mają być gotowe.
Przekazałam informacje siostrze, a ta tylko kiwnęła głową.
- Idź obsłuż tamtych - wskazałam głową na olbrzymów.
- Serio ? - spytała z niedowierzaniem.
- Tak, muszę chwilę odpocząć.
Ona wstała z krzesła i podeszła do nich, ja i tak wszystko słyszałam.
- Co chcecie ? - spytała.
- Jeszcze raz to samo. - odpowiedzieli ze złośliwym uśmiechem.
Ona kiwnęła głową i odwróciła się na pięcie, ale za chwilę wypełniła tą samą czynność.
- Co braliście przedtem ? - spytała zdezorientowana.
- Twoja przyjaciółka, ta laska przy barze wie. - powiedział... zapewne zielonooki.
- To moja siostra olbrzymie. - powiedział bez skrupułów. nawet nie chciało mi się reagować.
- Nie przypominam sobie żebyśmy byli na ty - powtórzył mnie podrywacz.
- Nie mam zwyczaju mówić do takich na pan - powiedziała i podeszła do mnie. Byłam zaskoczona tą rozmową ale nic jej nie mówiłam, ona przekazała Romkowi, że oni chcą to samo.
Roksana po obsługiwała jeszcze parę stolików i usiadła koło mnie.
- Zbieraj się. - powiedziałam do niej. A ja poszłam po małą. Wzięłam ją na ręce nie budząc jej, i przekazałam ją siostrze. - Tylko uważaj na nie - ostrzegłam Romka.
Ten kiwnął głowa i zaśmiał się, wyszli z baru a ja przywitałam się z Dominikiem, który przyszedł na zmianę z Romkiem.
- Padasz ? - spytał, na co ja kiwnęłam głową. - odpocznij chwilę.
Tak też zrobiłam, położyłam głowę na bar i leżałam.
Po jakimś czasie poczułam jak czyjaś ręka jeździ mi po plecach.
Podniosłam głowę i zobaczyłam szatyna z zielonymi oczyma.
- Czego ? - spytałam nieuprzejmie.
- Poprawić ci humor. - wyszczerzył się w moją stronę.
- Nie polepszasz sprawy - wystawiłam język w jego stronę i wstałam, jakimś cudem obcas zahaczył o krzesło i upadłam tak nie fartownie z ręką na jego kroczu.
- Nie tak ostro siostro - powiedział śmiejąc się.
Nie zwracając na jego komentarz spojrzałam w stronę drzwi.
- Chyba koledzy ci uciekają. - zwróciłam się do niego, ale jego już nie było...
____________________________
Wow ! Napisałam dwa w jeden dzień, szacun dla mnie. Haha, mam nadzieje że nie ma lipy :)
~ Chapter one.
Kolejny rutynowy dzień. Śniadanie, odwiezienie Luizy do przedszkola i praca. Jestem kelnerką w pewnym klubie na przedmieściach Rzeszowa. Pracuję tam od niedawna, ba ja od niedawna mieszkam w Rzeszowie. Przeprowadziłam się tutaj z Wrocławia, czekałam tylko aż Roksana skończy szkołę. We Wrocławiu było zbyt wiele złych wspomnień. Nie tylko moich ale i młodszej siostry. Razem postanowiłyśmy że się przeprowadzamy. Ona pracuje amatorsko jako fryzjerka, zarabia trochę mniej ode mnie. Ale nie oznacza to że nie płaci za mieszkanie. Mamy, a raczej ona na utrzymaniu jeszcze jej córkę Luizę. Roksana była głupia, a może nadal jest, w wieku 15 lat zaszła w ciąże, i powstała mała Lu.
- Stolik 7 - Romek wręczył mi tacę a ja zaniosłam do wyznaczonego miejsca.
Restauracja funkcjonuje na zasadzie :
Dochodziła 15 gdy wychodziłam z Luizą z przedszkola. Roksana pracuje tylko w poniedziałki, wtorki i środy, resztę ma wolne... Dzisiaj wypada poniedziałek, jako że ona pracuje do 17 ja opiekuję się Luizą.
- I jak minął dzień ? - spytałam małej.
- Dobrze. Wiesz że Oliwia jest chora ? Nie miałam się z kim bawić. - mała strasznie szybko mówiła jak na małe dziecko, zresztą wszystko szybko robiła, czasem dziwiłam się że ona ma 5 lat.
- Oj biedactwo, to co ty cały dzień robiłaś ? - spytałam miłym głosem.
- Bawiłam się z Lucjanem. - powiedział siadając w foteliku.
Ja siedziałam już za kierownicą.
- No to co mówisz że nie miałaś się z kim bawić ? - powiedziałam uśmiechają się pod nosem - Zapnij pasy !
- No tak powiedziałam, co będzie na obiad ? Umieram z głodu. - powiedziała oblizując śmiesznie usta.
- A co sobie życzysz ?
- Spaghetti. Mniam.
- Nie ma sprawy, jedziemy do sklepu.
Po udanych zakupach wraz z siostrzenicą robiłyśmy danie, może ona trochę przeszkadzała a nie pomagała ale przynajmniej było śmiesznie. Nigdy nie dostrzegałam jak takie dziecko potrafi rozbawić.
- Jak mama wróci to będzie już zimne. - powiedziała z troską w głosie.
- Nie martw się, odgrzejemy. A teraz jedz i nie gadaj. - powiedziałam.
Po zjedzeniu umyłam naczynia i usiadłam koło Lu, na kanapie.
- Co to za bajka ? - popatrzyłam na małą która z zainteresowaniem oglądała telewizor.
- My little pony przyjaźń to magia. - powiedziała nie odrywając wzroku.
Siedziałam z nią i idąc jej śladem oglądałam przygody kucyków.
- Cześć wam ! - powiedziała wchodząc Roksana.
- Mama ! - mała zerwała się z kanapy i pognała w stronę jej rodzicielki.
- Cześć siostra. - przywitałam się.
- Ciocia odgrzej mamie obiad. - powiedziała mała ciągnąc Roksanę do kuchni.
- Już idę - uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam zrobić to co kazała mi siostrzenica.
Podałam siostrze spaghetti i usiadłam na przeciw niej. Mała chwilę chwaliła się że pomagała mi, po czym pobiegła do pokoju nadal oglądać bajki.
- Martuś bo ja mam prośbę. - powiedziała Roksana z pełną buzią.
- Co ? - spytałam znudzona jej częstymi prośbami.
- Bo ja jutro umówiłam się z koleżankami na imprezę, mogłabyś zostać z Luizą.
- Zwariowałaś ? - spytałam zdenerwowana - jutro pracuję od 18.00 !
- Ja wiem, ale nie mogłabyś wziąć jej ze sobą, kiedyś mogłaś.
- Wtedy pracowałam na rano a nie na nockę !
- No proszę - zrobiła minę jak kot ze Shreka wiedziała ze zawsze przy niej wymiękam, tym razem też zadziałało.
- Niech będzie, ale najpóźniej o 22 ją odbierasz. I nie obchodzi mnie co z nią zrobisz.
- Czemu o 22 ?
- A gdzie ja ją położę spać ? Nie pomyślałaś ? - spytałam stanowczo.
- Na kanapie w magazynie. Chociaż do 24 ?
- 23.
- 23.45. - targowała się za mną.
- 23.30 albo w ogóle. - wymiękłam.
- Dobra. Dzięki, kochana jesteś.
Pokiwałam głową z politowaniem i wstałam z krzesła, wędrując w stronę mojego pokoju.
- Ciocia naprawdę mogę iść z tobą do pracy - zawołała Lu z pokoju.
- Tak - odkrzyknęłam jej.
Wzięłam książkę pt: ,,Trucicielka''. Tak bardzo się zaczytałam że nie zobaczyłam kiedy wybiła 2 nad ranem.
Koniecznie musiałam iść spać, przecież praca na nockę to nie błahostka.
Gdy przyłożyłam głowę do poduszki od razu odpłynęłam w objęcia Morfeusza.
__________________________
No i jest pierwszy rozdział. Mam nadzieję że zbyt szybko się nie zniechęcę a wy mi w tym pomożecie ^^ miłego czytania. :)
- Stolik 7 - Romek wręczył mi tacę a ja zaniosłam do wyznaczonego miejsca.
Restauracja funkcjonuje na zasadzie :
- Od 9.00 - 18.00 - restauracja
- Od 18.00 - 7.00 - klub/pub
Dochodziła 15 gdy wychodziłam z Luizą z przedszkola. Roksana pracuje tylko w poniedziałki, wtorki i środy, resztę ma wolne... Dzisiaj wypada poniedziałek, jako że ona pracuje do 17 ja opiekuję się Luizą.
- I jak minął dzień ? - spytałam małej.
- Dobrze. Wiesz że Oliwia jest chora ? Nie miałam się z kim bawić. - mała strasznie szybko mówiła jak na małe dziecko, zresztą wszystko szybko robiła, czasem dziwiłam się że ona ma 5 lat.
- Oj biedactwo, to co ty cały dzień robiłaś ? - spytałam miłym głosem.
- Bawiłam się z Lucjanem. - powiedział siadając w foteliku.
Ja siedziałam już za kierownicą.
- No to co mówisz że nie miałaś się z kim bawić ? - powiedziałam uśmiechają się pod nosem - Zapnij pasy !
- No tak powiedziałam, co będzie na obiad ? Umieram z głodu. - powiedziała oblizując śmiesznie usta.
- A co sobie życzysz ?
- Spaghetti. Mniam.
- Nie ma sprawy, jedziemy do sklepu.
Po udanych zakupach wraz z siostrzenicą robiłyśmy danie, może ona trochę przeszkadzała a nie pomagała ale przynajmniej było śmiesznie. Nigdy nie dostrzegałam jak takie dziecko potrafi rozbawić.
- Jak mama wróci to będzie już zimne. - powiedziała z troską w głosie.
- Nie martw się, odgrzejemy. A teraz jedz i nie gadaj. - powiedziałam.
Po zjedzeniu umyłam naczynia i usiadłam koło Lu, na kanapie.
- Co to za bajka ? - popatrzyłam na małą która z zainteresowaniem oglądała telewizor.
- My little pony przyjaźń to magia. - powiedziała nie odrywając wzroku.
Siedziałam z nią i idąc jej śladem oglądałam przygody kucyków.
- Cześć wam ! - powiedziała wchodząc Roksana.
- Mama ! - mała zerwała się z kanapy i pognała w stronę jej rodzicielki.
- Cześć siostra. - przywitałam się.
- Ciocia odgrzej mamie obiad. - powiedziała mała ciągnąc Roksanę do kuchni.
- Już idę - uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam zrobić to co kazała mi siostrzenica.
Podałam siostrze spaghetti i usiadłam na przeciw niej. Mała chwilę chwaliła się że pomagała mi, po czym pobiegła do pokoju nadal oglądać bajki.
- Martuś bo ja mam prośbę. - powiedziała Roksana z pełną buzią.
- Co ? - spytałam znudzona jej częstymi prośbami.
- Bo ja jutro umówiłam się z koleżankami na imprezę, mogłabyś zostać z Luizą.
- Zwariowałaś ? - spytałam zdenerwowana - jutro pracuję od 18.00 !
- Ja wiem, ale nie mogłabyś wziąć jej ze sobą, kiedyś mogłaś.
- Wtedy pracowałam na rano a nie na nockę !
- No proszę - zrobiła minę jak kot ze Shreka wiedziała ze zawsze przy niej wymiękam, tym razem też zadziałało.
- Niech będzie, ale najpóźniej o 22 ją odbierasz. I nie obchodzi mnie co z nią zrobisz.
- Czemu o 22 ?
- A gdzie ja ją położę spać ? Nie pomyślałaś ? - spytałam stanowczo.
- Na kanapie w magazynie. Chociaż do 24 ?
- 23.
- 23.45. - targowała się za mną.
- 23.30 albo w ogóle. - wymiękłam.
- Dobra. Dzięki, kochana jesteś.
Pokiwałam głową z politowaniem i wstałam z krzesła, wędrując w stronę mojego pokoju.
- Ciocia naprawdę mogę iść z tobą do pracy - zawołała Lu z pokoju.
- Tak - odkrzyknęłam jej.
Wzięłam książkę pt: ,,Trucicielka''. Tak bardzo się zaczytałam że nie zobaczyłam kiedy wybiła 2 nad ranem.
Koniecznie musiałam iść spać, przecież praca na nockę to nie błahostka.
Gdy przyłożyłam głowę do poduszki od razu odpłynęłam w objęcia Morfeusza.
__________________________
No i jest pierwszy rozdział. Mam nadzieję że zbyt szybko się nie zniechęcę a wy mi w tym pomożecie ^^ miłego czytania. :)
~Bohaterowie

Marta Siwek (24 lata)
,,Dopóki będziesz szczęśliwy,
Wielu będziesz miał przyjaciół.
Gdy los Cie opuści będziesz sam.''

Roksana Siwek (20 lat)
,,Demokracja nie powinna iść tak daleko,
żeby w rodzinie większością głosów,
decydować kto jest ojcem.''

Luiza Siwek-Gębal (5 lat)
,,I w końcu to nie lata w Twoim życiu się liczą.
To życie w Twoich latach.''

Robert Gębal (22 lata)
,,Dureń, gdy zrobi głupstwo,
potem zawsze tłumaczy,
że było to jego obowiązkiem''

Zbigniew Bartman (26 lat)
,,Życie jest zbyt krótkie, by się smucić''

Reprezentacja Polski w siatkówce.
,,Trening czyni mistrza''
Siemka !
No cześć to znowu ja мαкє мє ℓαυgн ! !
Mam nadzieję że będziecie odwiedzać tego bloga. Mam w zanadrzu jeszcze 6...
Dwa skończone, dwa tymczasowo zawieszone, jeden (dwa z tym) pisany tymczasowo,
jeden nie rozpoczęty... ale już wkrótce.
Skończony : Liczysz się tylko ty ! Gdyby nie On, nie byłoby Nas.
Zawieszone : Nie ważne gdzie, ważne że z Tobą. Miłość jest wszędzie.
Pisane : One love, one life.. of course that basketball
Nie zaczęty : I'll be your soldier, Fighting every second of the day for you dreams, girl.
Zapraszam do czytania ;*
Mam nadzieję że będziecie odwiedzać tego bloga. Mam w zanadrzu jeszcze 6...
Dwa skończone, dwa tymczasowo zawieszone, jeden (dwa z tym) pisany tymczasowo,
jeden nie rozpoczęty... ale już wkrótce.
Skończony : Liczysz się tylko ty ! Gdyby nie On, nie byłoby Nas.
Zawieszone : Nie ważne gdzie, ważne że z Tobą. Miłość jest wszędzie.
Pisane : One love, one life.. of course that basketball
Nie zaczęty : I'll be your soldier, Fighting every second of the day for you dreams, girl.
Zapraszam do czytania ;*
Subskrybuj:
Posty (Atom)