...gdy zaczęło padać a raczej lać.
- Ku*wa ! Jak ja nie lubię deszczu - po jej słowach błysło a po chwili słychać było grzmot. - Aaaaa ! - krzyknęła i się do mnie przytuliła, co bardzo mi się podobało. - Ja się boję burzy.
- Ha ha niezłe - zaśmiałem się a ona odsunęła mnie.
- Śmieszne - znów zagrzmiało a ona ponownie się we mnie wtuliła.
- Ty serio się boisz burzy ?
- Tak - wycedziła przez zęby.
- Chodź, idziemy nie będziemy tu tak siedzieć. - wstaliśmy i ruszyliśmy ku mojemu mieszkaniu.
- Ale ja mieszkam w tamtą stronę - odwróciła się i wskazała na wschód.
- Do mnie jest bliżej, a na koniec burzy się nie zanosi.
- Och niech będzie, prowadź - powiedziała przegranie i szła jakiś metr ode mnie, jednak po kolejnym grzmocie szła przytulona do mnie.
Szliśmy w ciszy, za każdym razem gdy zaczynałem jakąś rozmowę przerywał nam grzmot i krzyk Marty.
*Marta*
Głupio mi było iść do niego przytulona, ale nie moja wina że boję się burzy.
Doszliśmy do jego mieszkania, otworzył drzwi
- Panie przodem. - wskazał ręką.
Weszłam do bardzo nowocześnie urządzonego mieszkania.
- Poczekaj przyniosę ci coś na przebranie. - i poszedł w stronę (pewnie sypialni)
Ja weszłam do salonu, na samym środku stała czarna skórzana kanapa, jeden fotel i czarny stolik. Ściany były koloru kremowego, wielkie okna przyzdabiały czarne zasłony. Na przeciw okna stała szawka takiego samego koloru jak stolik, a na nim płaski, wielki telewizor. Po prawej stronie siedzeń stał wielki regał takiego samego koloru jak reszta mebli. A po lewej były drzwi do kuchni.
- I jak podoba ci się ? - wystraszył mnie Zbyszek.
- Jasne, nie spodziewałam się że będzie takie modne.
- Ale co ?
- No wszystko. - powiedziałąm, a on wręczył mi koszulkę i jakieś krótkie (a dla mnie długie) spodenki.
- Tam jest łazienka, ręczniki są w szawce pod zlewem. - wskazał ręką na przeciw drzwi od sypialni.
Rozebrałam i weszłam pod prysznic, szybko się obyłam, wytarłam się i ubrałam koszulkę, sięgała mi do połowy ud. Spodenki niestety nie trzymały się na moim tyłku tylko zsuwały się po nim w dół.
Postanowiłam ich nie ubierać. Rozczesałam mokre włosy i wyszłam do pokoju on stał w kuchni zalewając gorącą wodą herbatę.
- Spodenki były trochę jakby za duże. - uśmiechnęłam się, on spojrzał na mnie i jechał wzrokiem w dół analizując mnie.
- Wydaje mi się że tak lepiej - przygryzł wargę - masz ładne nogi.
- Wiem, a ty się nie przebierasz ? - spytałam także go analizując, był bez koszulki, jego klata tak bardzo przyciągała wzrok że się na niej zatrzymałam.
- Wydaje mi się że wolisz żebym został bez koszulki. - powiedział uśmiechając się i zanosząc szklanki pełne gorącego napoju do salonu, ja nie odpowiedziałam tylko się zaśmiałam, miał poczucie humoru, co nie oznacza że nie mam do niego jakiś uprzedzeń.
Usiadłam na fotelu, nie chcąc by on usiadł koło mnie.
- Masz szczęście że tak bardzo nie słychać grzmotów bo szybko byś żałował że mnie tu zaprosiłeś.
- Dla ciebie wszystko skarbie - uśmiechnął się do mnie pokazując rządek białych zębów, a za razem krzywych... blee czemu wcześniej tego nie zauważyłam ?
Normalnie to pewnie bym mu jakoś skomentowała te jego kły ale nie chciałam wzniecać ognia... przecież dopiero zgasł.
- Nie lubię ciszy - przerwał moje obmyślenia.
- To gadaj. - powiedziałam oglądając swoje paznokcie.... swoją drogą muszę je trochę odświeżyć.
- O czym ?
- No nie wiem, o pogodzie ? - przemyślałam to - chociaż nie bo teraz jest burza a mi na samą myśl ciarki chodzą po ciele.
Uśmiechnął się kpiąco. Spojrzał na zegarek ja idąc jego śladem zrobiłam to samo.
- Wcześnie jeszcze. - powiedział.
- Jak dla kogo, jesteś u siebie a ja jeszcze muszę iść. Zanim dojdę będzie... chociaż nie nie wiem która będzie, bo tu pasuje określenie ,,zanim skończy się burza'' a tego nawet ja nie wiem.
- To zostań tu na noc, nie zjem cię.
- Nie byłabym tego taka pewna. - powiedziałam cicho, jakoś niezbyt chciałam z nim tak długo przebywać. - gdzie bym spała ?
- No jak gdzie na łóżku...- przerwał -... ze mną - teraz to już ogólnie straciłam ochotę.
Nie odpowiedziałam.
- Czyli mogę się szykować na upojną noc ?
Parsknęłam ze śmiechu.
- Yyy nie ? - zaśmiałam się.
- Szkoda. - zrobił minę zbitego psa. - ale to znaczy że śpisz u mnie ?
- No niestety. - swoją drogą nie chciało mi się wracać do domu - Ale łapy przy sobie panie Bartman.
W mieszkaniu rozległ się dzwonek u drzwi.
Zbyszek wstał zdezorientowany, podszedł do drzwi, otworzył je. A tam stał jak się nie mylę Piotrek i Grzesiek... a chyba się nie mylę.
_____________________________
No to jest po tak długiej przerwie *-* Może wam się spodoba, chociaż wątpię bo nie komentujecie :(
Mówiłaś, że nie ma już biletów na LŚ Polska - USA, a chciałabyś pojechać.
OdpowiedzUsuńPod tym filmem przeczytaj opis i spróbuj, może jeszcze ta osoba nie sprzedała :)
A rozdział ... jak zawsze cudowny. Uwielbiam to opowiadanie :)