- O mój kuzyn, chodź zapoznam cię - powiedziała i ruszyła w stronę...
- Czekaj...czekaj to jest twój kuzyn ? - spojrzałam na wysokiego bruneta z zielonymi oczyma.
- No przecież ci mówiłam że mój kuzyn to Zbigniew Bartman. - spojrzeli na mnie, on z uśmiechem na twarzy, ona ze zdziwieniem.
- Skąd mogłam wiedzieć że Zbigniew Bartman to on ? - wskazałam na niego ręką.
- My się już znamy. - uprzedził mnie.
- O to zaoszczędziliście mi zbędnej gadki. - uśmiechnęła się Kasia.
- Taaa, chodźmy na tą kawę - powiedziałam i pociągnęłam ją za rękę.
- Zbyszek chcesz iść z nami ? - spytała a we mnie się już coś gotowało, nie wiem co on miał w sobie ale nie znosiłam jego towarzystwa.
- Chętnie, i tak nie miałem z sobą co zrobić.
Weszliśmy do restauracji usiadł obok mnie, a ona na przeciw nas.
- Pójdę zmówić nam coś do picia - powiedziała Kasia.
- Musiałeś się przyczepić ? - spytałam rozczarowana.
- Czemu tak mnie nienawidzisz ?
- Głupie pytanie. Nie lubię dupków którzy podrywają każdą i chcą ,,Jednorazowego Sex-u''. Są u mnie skończeni - wstałam, jakoś straciłam ochotę na spotkanie - powiedz Kasi, że coś mi wypadło.
Odeszłam, szłam pustą ulicą i zastanawiałam się nad Bartmanem.
Był przystojny, muszę przyznać, ale jego wygląd nie komponował się z umysłem... Zresztą to nie mój typ mężczyzny.
Szłam tak ulicą gdy na kogoś wpadłam.
- Kogo ja widzę ? - zaśmiał się.... Robert.
- Gdzie Lu ? - spytałam a ta dobiegła ze szczeniakiem.
- Cześć ciocia. - przytuliła mnie, a ja pogłaskałam Shelby. - idziesz z nami ? Na lody ?
- Jasne. - uśmiechnęłam się, przynajmniej nie musiałam myśleć o zajęciach na resztę dnia.
Mała pobiegła z pieskiem a ja szłam z Robertem.
- Nie żebym była przeciwna daniem ci drugiej szansy, też zauważyłam zmianę, ale nie licz na szybki powrót do normy, dla mnie zawsze będziesz przegrany. - powiedziałam a on się uśmiechnął.
- Nie dziwię ci się.
- Masz chociaż jakieś mieszkanie ? - spytałam
- Dwie ulice od was.
- To dobrze. Mam nadzieje że nie zniesiesz na nas jakiś problemów.
- Jeśli chodzi o długi, spłaciłem wszystkie.
- Mam nadzieję. Lu jakie chcesz smaki ? - spytałam gdy doszliśmy do budki.
- Smerfowy i balonowy - jak powiedziała tak zamówiłam, dla siebie wzięłam brzoskwiniowe i pomarańczowe, Robert wziął czekoladowe i waniliowe, no i zapłacił.
- Dzięki.
Usiedliśmy na ławce i się zajadaliśmy.
*Zbyszek*
Wracałem do domu, przechodziłem obok lodziarni, spojrzałem na ławkę siedziała tam ona z jakimś kolesiem i z Luizą.
- Tatuś chcesz spróbować mojego ? -spytała mała.
Jeśli to był jej tatuś to nie wykluczone że jest córką Marty. A to znaczy że dlatego jest taka niedostępna.
- Cześć - podeszła do mnie Lu.
- Pamiętasz mnie ? - spytałem zdziwiony.
- No pewnie. Ciocia się z tobą kłóciła. - powiedziała, a ja się uśmiechnąłem, po pierwsze mała była strasznie słodka, a po drugie nie była jej córką, zapewne siostrzenicą, albo bratanicą.
- Luiza idziemy - powiedział jej tato. Popatrzył na mnie i na Martę.
- Przyprowadź ją o 18 najpóźniej. - powiedziała i szła w moją stronę... a nie jednak szła zapewne w stronę domu.
- Czekaj ! Odprowadzę cię - podbiegłem do niej.
- Co ty ode mnie chcesz ? - nie odpowiedziałem, nie chciałem być potraktowany tak jak na imprezie. - Odwal się - powiedziała zrezygnowana. - nie szukam kolesia na jedną noc, tylko na całe życie. A siatkówka to nie moja bajka.
- Ale siatkówka się nie liczy ... teraz, spróbujmy się chociaż zaprzyjaźnić, coś mi mówi że muszę się ciebie trzymać.
- Nie słodź, ale jeśli tak bardzo ci zależy możemy spróbować. - powiedziała obojętnie, coś czuję że za niedługo mi ulegnie.
- Chodź się przejść - zaproponowałem - lepiej się poznamy.
- Nie licz na dużo, ale chodź - usiedliśmy na ławce w parku i zaczęliśmy o sobie opowiadać. Próbowałem zrobić dobre wrażenie.
- Pytaj - powiedziałem.
- Ile miałeś trwałych kobiet - wiedziałem że takie pytanie prędzej czy później padnie, nie sądziłem że na początek.
- Mogę nie odpowiedzieć ? - kiwnęła głowa. - Teraz ja, kim jest dla ciebie Lu ?
- Siostrzenicą. Masz kogoś ?
- Nie, a ty ?
- Nie. Imię przyjaciela ?
- Michał Kubiak. Od kiedy mieszkasz w Rzeszowie ?
- Od niedawna. A ty ?
- Od początku sezonu. Czemu się przeprowadziłaś i skąd ?
- Pierw z Wrocławia do Łodzi a potem tu... Ucieczka przed wspomnieniami.... U ciebie te pytanie jest zbędne, od kiedy grasz w siatkę ?
- Od małego dzieciaczka. - zaśmiałem się - Nie było ci tak żal zostawić rodziców, rodzinę ?
- Rodzice nie żyją, z rodziną nie mamy kontaktów - łzy poleciały jej z oczu.
- Przepraszam nie wiedziałem.
- A skąd miałeś wiedzieć. - otarła łzy - a tobie nie było żal.
- Siatkówka jest godna poświęceń.
- Szacun. Ja bym tak nie mogła, nie mogłabym zostawić rodziny, gdybym ją jeszcze miała. - uśmiechnęła się. - Masz rodzeństwo ?
- Siostrę. Uprawiasz jakiś sport ?
- Jeśli czytanie książek się zalicza to tak, - miała zadać pytanie gdy....
______________________________
Dobra wiem ze krótki ale nie mam kiedy pisać ^^
http://walcze-bo-warto.blogspot.com/2013/04/pietnascie.html pojawiła się piętnastka, więc zapraszam do czytania i komentowania, pozdrawiam poziomkowa. :)
OdpowiedzUsuń