- Ciocia śniadanko stygnie - wychodząc z łazienki, zawołała mnie mała.
Weszłam do kuchni i zaniemówiłam. Roksana zrobiła śniadanie i to nie byle jakie.
- Co to za zmiana ? - spytałam siadając na krzesło.
- Chcę się zrewanżować.
Kiwnęłam głową i zaczęłam jeść, było niezmiernie dobre.
- Dostałam wczoraj jakieś bilety na mecz, ja wtedy pracuję, ale ty masz wolne. Może zabrałabyś małą na niego ? - spytała Roksana.
- Tak tak tak ja chce, proszę ciocia zgódź się. - błagała mała.
- Kiedy ? - spytałam od nie chcenia.
Nigdy nie lubiłam chodzić na jakieś mecze itp. zawsze kojarzyło mi się to z dzieciństwem... zawsze byłam wysportowaną dziewczynką... aż do czasu...
- No w piątek. - uśmiechnęła się.
- Od kiedy pracujesz w piątki ? - spytałam a ona jakby się zawstydziła.
- Dorabiam, zbieram na wakacje, a z tej pensji mi nie starczy. - powiedziała nie patrząc mi w oczy. Ja zostawiłam to bez komentarza, ona jest już dorosła i decyduje o swoim życiu... Ale ja nadal jestem dla niej jak mama.
- Jaki to mecz ?
- Siatkówka... Ja wiem że ty nie lubisz tego sportu, ale zrób to dla małej... Proszę, przecież nie musisz patrzeć na boisko. - zrobiła tą swoją nieszczęsną minę, na która zawsze działam.
- O której ?
- 14 na hali Podpromie. - powiedziała i wstała z miejsca odchodząc do pokoju, pewnie bała się że zmienię zdanie... Ale ja jeszcze nic nie postanowiłam.
- Roksana ! Wróć na chwilę ! - krzyknęłam za siostrą.
Weszła szybko do kuchni.
- Skąd masz te bilety ?
Zapadła cisza, nic nie mówiła.
- Spytałam o coś.
- Poznałam jakiś tydzień temu pewnego chłopaka, jest bratem jednego z siatkarzy... Dał mi je.
- Pozmywaj - wstałam z miejsca i poszłam do pokoju, znów zaczytałam się w lekturę.
Zawsze gdy czytam strasznie się wczuwam w książkę, tym razem było tak samo.
- Jak dzisiaj pracujesz ? - spytała Roksana.
- Na popołudnie, co z małą ?
- Zawiozłam ją już. To ja lecę do pracy, trzymaj się. - wybiegła z domu a ja nadal czytałam.
Po jakiejś godzinie skończyłam czytać książkę. I co ja teraz będę robić - zadałam sobie pytanie.
Spojrzałam na zegarek została mi jeszcze godzina luzu a potem do pracy.
Postanowiłam posprzątać w mieszkaniu.
Gdy wszystko już lśniło musiałam się zbierać żeby się nie spóźnić.
- Ta praca mnie wykańcza. - Powiedziałam do Romka.
- Głupoty gadasz, co jest męczącego w chodzeniu od stolika do stolika.
- Chodzenie, nie ustałbyś na tych butach 2 minuty a co dopiero 10 godzin.
Nie odpowiedział, musiał podać coś jakiejś kobiecie. Ja natomiast znów podchodziłam do stolików i tak w kółko.
Gdy za oknem było już ciemno, podeszłam do baru i spojrzałam na zegarek.
- I co mi nie mówisz że już skończyłam zmianę - było już dawno do 24.
Przebrałam się i ruszyłam do domu.
Ciemno było dookoła, pojedyncze latarnie dawały małe światło. Idąc ulicą podziwiałam wszystkie rzeczy które dzień trudno zobaczyć. Padnięta dochodziłam już do klatki gdy przykuło coś mój wzrok. Coś a raczej ktoś. Ktoś bardzo znajomy, podeszłam bliżej. I nie myliłam się.
- Co ty tu robisz ? - spytałam.
Odwrócił się przerażony,
- Szukam córki. - odpowiedział.
- Wielki tatuś się znalazł, wracaj do Wrocławia... Ani Roksana ani Luiza nie chcą mieć z tobą nic wspólnego.
- Skąd wiesz czego chce moja córeczka ? - spytał irytującym tonem.
- Wiem to lepiej niż ty. Przebywam z nią dłużej. Ciebie nawet nie zna.
- A może chce... Skąd wiecie czy 5-latka nie chce poznać swojego tatusia.
- Takiego jak ty.... Wątpię - powiedziałam. - Zresztą to nie moja sprawa... Zadzwoń rano do Roksany i uzgodnicie sobie co chcecie zrobić... Teraz jest za późno. - odwróciłam się i poszłam do domu.
Weszłam po cichu, dziewczyny pewnie już śpią.
- Wróciłaś ? - spytała Roksana...
A jednak nie spały... No może tylko Lu spała.
- No wróciłam... Roksana spotkałam Roberta. - powiedziałam siadając obok niej.
- Gdzie ? - spytała przestraszona.
- Pod blokiem, chciał się spotkać z Lu.
- Ale co on tu robi ? - spytała z łzami w oczach. - Skąd wiedział że tu mieszkamy ?
- Nie wiem.. Powiedziałam mu żeby jutro do ciebie zadzwonił - przytuliłam ją do siebie, a ona zaczęła płakać. - Idź już spać.
Kiwnęła głową i poszła już do swojego pokoju, ja zjadłam kolacje i poszłam do swojego łóżka.
Pewnie zastanawiacie się co takiego stało się że Roksana się rozpłakała.
Ona i Robert byli młodą i kochającą się parą, gdy ona zaszła w ciąże, powiedziała mu o tym, była zestresowana jak na to zareaguje, myślała że będzie zdenerwowany przecież byli jeszcze ,,dziećmi'' i dobrze myślała. Gdy się o tym dowiedział, nawrzeszczał na nią... i pobił ją. Tak pobił ją i to brutalinie.
Odeszła od niego... Przpraszzał ją, chciał zostać tatusiem, dla niej on był już skończony.
Wyjechałyśmy nikomu nic nie mówiąc, pierw do Łodzi. Tam także spotkało nas nie miłe życie. I tak znalazłyśmy się tutaj w Rzeszowie, układało się nam... Aż do dzisaj.
Godzina 16.30 siedziałam z małą przed telewizorem... czekałam na siostrę.
- Cześć, przyszłam wcześniej. - powiedziała i usiadła obok nas.
- Ja w pracy, mamo. Jesteś głodna ? - spytała mała.
- Nie córeczko, idź się pobaw do siebie. Chcę porozmawiać z ciocią.
Mała kiwnęła głową i pobiegła się bawić.
- Dzwonił ? - spytałam. Kiwnęła głową.
- I co ?
- Przyjdzie dzisaj. Marta ja się boję.
- Jestem z tobą, z tobą i z małą. Nie pozwolę mu was skrzywdzić. - przytuliłam się a w domu rozległ się dzwięk dzwonka do drzwi. Spojrzałam na siostrę, a ona kiwnęła głową.
Podeszła do drzwi i otworzyła mu, ja stałam obok niej. Pilnowałam.
- Cześć skarbie - chciał dać Roksanie buziaka w polika, ona go odepchnąła.
- Nie jestem twoim skarbem. Już od 5 lat. - krzyknęła.
- Jak chcesz. Zawołasz ją ? - spytał.
- Lu chodź na chwilę. - mała przybiegła i patrzyła na niego, ja się nim przypatrywałam - to twój... - Roksana nie mogła wypowiedzieć tego słowa.
- Jestem twoim tatem. - powiedział Robert.
Mała stała bez słowa......
______________________
No i jest ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz