niedziela, 7 kwietnia 2013

~ Chapter four.

- Jestem twoim tatem - powiedział Robert.
Mała stała bez słowa, po 2 minutach, podeszła bliżej do Roksany.
- Czemu nigdy cię nie było ? - spytała mała, przytulając się do nogi Roksany.
Robert zostawił to bez komentarza, my też tak postanowiłyśmy.
- Może wejdziemy do pokoju - powiedziałam i poszłam gdzie miałam a za mną reszta.
Ja z dziewczynami usiadłam na sofie a Robert na fotelu.
Postanowiłam się nie wtrącać w ich rozmowę, chciałam być tylko obecna przy niej i ewentualnie zareagować.
- Kochasz mnie ? - spytała nieoczekiwanie Lu.
Nikt z nas nie spodziewał się takiego pytania z jej strony.
- Jasne że cię kocham. Szukałem cię. Wreszcie cie znalazłem. - powiedział Robert.
Może go nienawidziłam ale tą odpowiedzią dostał ode mnie punkt.
- A kochasz moją mamę ? - spytała mała.
Zapadła cisza, wraz z Roksaną ciekawe byłyśmy odpowiedzi.
- Tak, kocham twoją mamę. Ale ona mnie nie kocha. - odpowiedział.
- Mamo kochasz tatusia ? -spytała Lu Roksany.
Widziałam jak po wypowiedzeniu ,,tatusia'' i Roksanie i Robertowi łzy zawitały w oczach.
Może on naprawdę chcę nadrobić ten czas ?
Roksana nie odpowiedziała. Jestem pewna że nie chciała powiedzieć prawdy malutkiej.
- Mama nie odpowiada. - zrobiła smutną minkę. - będziesz z nami mieszkał ?
Kiwnął głową że nie.
- A będziesz mnie odwiedzał ? - spytała.
- Jeśli mama pozwoli. - odpowiedział patrząc w małą jak w obrazek.
- Mamo tato będzie mógł tu przychodzić ? Proszę. - nastała cisza - Coś mama jest małomówna. - zwróciła się do Roberta. - Ale ja ją poproszę. Ja chcę mieć tatusia, jak inne dzieci.
Zauważyłam ze ta rozmowa już nie ma sensu.
- Lu chodź do pokoju. - wzięłam ją za rękę i zaprowadziłam do pokoju. - Roksana mam zostać ?
- Nie trzeba. - powiedziała.
Chciałam żeby oni porozmawiali sam na sam.
Przez drzwi i tak słyszałam co mówili.
(Ona) - Po co wróciłeś ?  
(On) - Stęskniłem się.
(Ona) - Ciekawe za kim ? - spytała rozbawiona.
(On) - Jak to za kim za tobą kochanie. Chciałem poznać nasze dzieciątko.
(Ona) - Jesteś bezczelny. Nie za późno trochę na poznanie, ona ma 5 lat. I nie mów do mnie kochanie.
(On) - Ale chcę mnie poznać, racja spóźniłem się, ale byłem głupi. Roksana ja nadal cię kocham.
(Ona) - Nie dotykaj mnie ! Nadal jesteś głupi, ale ja cię nie kocham, nie po tym co zrobiłeś.
(On) - Przecież już cie przepraszałem. Ja naprawdę się zmieniłem. Nie skrzywdzę cie.
(Ona) - Nie jestem wstanie ci uwierzyć.
(On) - Jeszcze się przekonasz... Będę mógł się spotykać z małą ?
(Ona) - Ale tylko wtedy gdy w domu będę ja lub Marta. Nie pozwolę ci zostać z nią sam na sam.
(On) - Kiedy będę mógł przyjść ?
(Ona) - Jutro. O 15.30 będzie Marta. Przed 17 masz wyjść, nie chcę cię spotkać. Wyjdź już.
(On) - Zadzwonię jeszcze. Cześć !
Na jego pożegnanie mała zerwała się z łóżka i nie patrząc na nic pobiegła do niego i wtuliła się w jego ramiona.
- Przyjdziesz jutro tatusiu ? - spytała.
- Pewnie córeczko.
- Kocham cię tatuś, papa - dała mu buziaka W USTA ! Widziałam jak rodzice Lu mieli pełne oczy od łez.
- Pa skarbie. - odwrócił się i szybko wyszedł.
Ja stałam osłupiała w drzwiach pokoju, tego się po małej nie spodziewałam.
- Idę do biblioteki, Luiza idziesz ze mną ? - spytałam małej.
- Aha - kiwnęła głową - mamo ubierz mnie.
Roksana uśmiechnęła się i ubrała małą. Gdy miałyśmy wychodzić.
- Dziękuję - powiedziała bezdźwięcznie Roksana.
Uśmiechnęłam się do niej, złapałam małą za rękę i zeszłam na dół. Wzięłam wózek i posadziłam ją, zapinając pasy mała rzekła.
- Fajny ten mój tatuś no nie ?
- Fajny, fajny. - powiedziałam bez przekonania.

Na ulicy było wietrznie. Szłam powoli, nie mając kontroli nad nogami.
Wypożyczyłam dwie książki ,,Upadli''  i  ,,Czarny Anioł''.  Mała była bardzo grzeczna, aż mnie to dziwiło.
Zaszłam jeszcze do spożywczaka, poszła ze mną i wybrała sobie marchewkę bo jej zdaniem ,,Ta marchewka jest podobna do mojego tatusia'' gdy usłyszałam to z jej ust zaśmiałam się cicho i zapłaciłam...
Gdy doszłam pod klatkę, mała spała w wózku wtulona w marchewkę. Trochę mnie to wzruszyło.
Odpięłam ją i wzięłam na ręce ni budząc.
Roksana spała na kanapie przy włączonym telewizorze. Na jej widok uśmiechnęłam się.
Rozebrałam małą i śpiącą położyłam w jej łóżku. Przebudziłam też siostrę a ta poszła także do siebie.
Ja przebrałam się w piżamę i zaczytałam się w jedną z książek.
Nawet nie wiem kiedy odpłynęłam do krainy snów.

Nieźle spóźniona wchodziłam do restauracji.
Na wejście d razu zobaczyłam szefa przy barze.
Super będę musiała się tłumaczyć - podeszłam do niego i od razu zaczęłam przepraszać.   
- Ach pani Marto, każdemu może się zdarzyć, ja na przykład wczoraj nieźle się spóźniłem. Dajmy to w zapomnienie. - uśmiechnął się do mnie staruszek (szef miał 68 lat).
- Dziękuje. - odpowiedziałam i skierowałam się  w stronę zaplecza, aby się przebrać.
- Niech pani zaczeka. - krzyknął za mną - Ja wiem że pani ma wolne w tę sobotę, ale nasza restauracja została poproszona o zorganizowanie imprezy klubowej dla Asseco Resovia Rzeszów. Nie byłem głupi i przyjąłem tą prośbę.
- No i dobrze pan zrobił - wtrącił się Dominik.
- Chciałbym aby pani przyszła na ten dzień by nam pomóc. Oczywiście dostanie pani za to wysoką premię.
- Oczywiście że skorzystam - powiedziałam, a uśmiech nie schodził mi z twarzy.
Szef uśmiechnął się i poszedł do siebie.

- Ciocia o której przyjdzie tatuś ? - spytała mała gdy rozbierałam ją w przedpokoju.
- O jeny ! Na śmierć zapomniałam że on ma przyjść.
- Nie przejmuj się. Ja pamiętałam, on pewnie też.. Nie sądzisz że jest odpowiedzialny ?
To normalnie zwaliło mnie z nóg, skąd ona zna takie słowa.
Gdy wieszałam jej kurtkę, rozległ się dzwonek do drzwi.
- Tato ! - podbiegła mała do drzwi. Ja je otworzyłam i pojawił się się Robert z PSEM na rękach !
- Tylko spróbujesz ! - wycedziłam przez zęby.

Wręczył małej szczeniaka.
- Za późno - zwrócił się do mnie.
Poszliśmy do salonu, mała była zaczarowana i pieskiem i Robertem
- Co zamierzasz zrobić ? - spytałam Roberta.
- Zdobyć na nowo Roksanę. - odpowiedział patrząc na mała.
- Myślisz że ci się uda. Nie wybaczy ci.
- Ty mnie chyba jeszcze nie znasz.
- Aż za bardzo. - odwróciłam się i napotkałam się wzrokiem na szczeniaczka. - Suka ?
- Yhy. - mruknął.
- Jak ją nazwiemy ? - spytałam małej.
- Shelby - powiedziała.
- Jak ?! -spytał zdziwiony Robert.
- Shelby - powtórzyła - w jednym filmie było.
- Aha, ładnie - powiedziałam zdezorientowana.
- Ciekawe co powie mama.
- Pewnie się ucieszy - popatrzyłam złośliwie na Roberta.
- O ku*wa ! Zapomniałem.
O czym zapomniał.... A o tym że Roksana nienawidzi zwierząt.
- Powodzenia.
Atmosfera się rozluźniła, nawet nieźle nam się rozmawiało.
Straciliśmy rachubę czasu. Siostra przyszła a godzina była już 18.30... tak zasiedział się.
- Co ty tu jeszcze robisz ?! - powiedziała zdenerwowana - i co to jest ?! - wskazała na Shelby.
___________________
No i tak się właśnie kończy 4 :)
Shelby - nawet nie wiem jak na to wpadłam ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz