piątek, 5 kwietnia 2013

~ Chapter one.

Kolejny rutynowy dzień. Śniadanie, odwiezienie Luizy do przedszkola i praca. Jestem kelnerką w pewnym klubie na przedmieściach Rzeszowa. Pracuję tam od niedawna, ba ja od niedawna mieszkam w Rzeszowie. Przeprowadziłam się tutaj z Wrocławia, czekałam tylko aż Roksana skończy szkołę. We Wrocławiu było zbyt wiele złych wspomnień. Nie tylko moich ale i młodszej siostry. Razem postanowiłyśmy że się przeprowadzamy. Ona pracuje amatorsko jako fryzjerka, zarabia trochę mniej ode mnie. Ale nie oznacza to że nie płaci za mieszkanie. Mamy, a raczej ona na utrzymaniu jeszcze jej córkę Luizę. Roksana była głupia, a może nadal jest, w wieku 15 lat zaszła w ciąże, i powstała mała Lu.
- Stolik 7 - Romek wręczył mi tacę a ja zaniosłam do wyznaczonego miejsca.
Restauracja funkcjonuje na zasadzie :
  • Od 9.00 - 18.00 - restauracja
  • Od 18.00 - 7.00 - klub/pub
Mi osobiście to pasuje, chociaż grafik oczywiście mam zmienny.
Dochodziła 15 gdy wychodziłam z Luizą z przedszkola. Roksana pracuje tylko w poniedziałki, wtorki i środy, resztę ma wolne... Dzisiaj wypada poniedziałek, jako że ona pracuje do 17 ja opiekuję się Luizą.
- I jak minął dzień ? - spytałam małej.
- Dobrze. Wiesz że Oliwia jest chora ? Nie miałam się z kim bawić. - mała strasznie szybko mówiła jak na małe dziecko, zresztą wszystko szybko robiła, czasem dziwiłam się że ona ma 5 lat.
- Oj biedactwo, to co ty cały dzień robiłaś ? - spytałam miłym głosem.
- Bawiłam się z Lucjanem. - powiedział siadając w foteliku.
Ja siedziałam już za kierownicą.
- No to co mówisz że nie miałaś się z kim bawić ? - powiedziałam uśmiechają się pod nosem - Zapnij pasy !
- No tak powiedziałam, co będzie na obiad ? Umieram z głodu. - powiedziała oblizując śmiesznie usta.
- A co sobie życzysz ?
- Spaghetti. Mniam.
- Nie ma sprawy, jedziemy do sklepu.
Po udanych zakupach wraz z siostrzenicą robiłyśmy danie, może ona trochę przeszkadzała a nie pomagała ale przynajmniej było śmiesznie. Nigdy nie dostrzegałam jak takie dziecko potrafi rozbawić.
- Jak mama wróci to będzie już zimne. - powiedziała z troską w głosie.
- Nie martw się, odgrzejemy. A teraz jedz i nie gadaj. - powiedziałam.
Po zjedzeniu umyłam naczynia i usiadłam koło Lu, na kanapie.
- Co to za bajka ? - popatrzyłam na małą która z zainteresowaniem oglądała telewizor.
- My little pony przyjaźń to magia. - powiedziała nie odrywając wzroku.
Siedziałam z nią i idąc jej śladem oglądałam przygody kucyków.
- Cześć wam ! - powiedziała wchodząc Roksana.
- Mama ! - mała zerwała się z kanapy i pognała w stronę jej rodzicielki.
- Cześć siostra. - przywitałam się.
- Ciocia odgrzej mamie obiad. - powiedziała mała ciągnąc Roksanę do kuchni.
- Już idę - uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam zrobić to co kazała mi siostrzenica.
Podałam siostrze spaghetti i usiadłam na przeciw niej. Mała chwilę chwaliła się że pomagała mi, po czym pobiegła do pokoju nadal oglądać bajki.
- Martuś bo ja mam prośbę. - powiedziała Roksana z pełną buzią.
- Co ? - spytałam znudzona jej częstymi prośbami.
- Bo ja jutro umówiłam się z koleżankami na imprezę, mogłabyś zostać z Luizą.
- Zwariowałaś ? - spytałam zdenerwowana - jutro pracuję od 18.00 !
- Ja wiem, ale nie mogłabyś wziąć jej ze sobą, kiedyś mogłaś.
- Wtedy pracowałam na rano a nie na nockę !
- No proszę - zrobiła minę jak kot ze Shreka wiedziała ze zawsze przy niej wymiękam, tym razem też zadziałało.
- Niech będzie, ale najpóźniej o 22 ją odbierasz. I nie obchodzi mnie co z nią zrobisz.
- Czemu o 22 ?
- A gdzie ja ją położę spać ? Nie pomyślałaś ? - spytałam stanowczo.
- Na kanapie w magazynie. Chociaż do 24 ?
- 23.
- 23.45. - targowała się za mną.
- 23.30 albo w ogóle. - wymiękłam.
- Dobra. Dzięki, kochana jesteś.
Pokiwałam głową z politowaniem i wstałam z krzesła, wędrując w stronę mojego pokoju.
- Ciocia naprawdę mogę iść z tobą do pracy - zawołała Lu z pokoju.
- Tak - odkrzyknęłam jej.
Wzięłam książkę pt: ,,Trucicielka''. Tak bardzo się zaczytałam że nie zobaczyłam kiedy wybiła 2 nad ranem.
Koniecznie musiałam iść spać, przecież praca na nockę to nie błahostka.
Gdy przyłożyłam głowę do poduszki od razu odpłynęłam w objęcia Morfeusza.
__________________________  
No i jest pierwszy rozdział. Mam nadzieję że zbyt szybko się nie zniechęcę a wy mi w tym pomożecie ^^ miłego czytania. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz