piątek, 5 kwietnia 2013

~ Chapter two.

Gdy obudziłam się, dziewczyn już nie było.
Poszłam do kuchni a na blacie leżała kartka.
,,Pomyślałam że chcesz się wyspać, dlatego zaprowadziłam małą do przedszkola. Jakbyś mogła to weź ją odbierz. Ja po pracy przyjdę się tylko przebrać. 
Kocham cię. Jestem twoją dłużniczką. Roksana xoxo.'' 
Dobrze że mnie nie obudziła, bo o dyskotece to ona mogłaby zapomnieć.
Wzięłam długopis do ręki i na drugiej stronie kartki odpisałam.
,,Dobrze że chociaż czasami myślisz -.- Mam nadzieję że się nie spotkamy aż do 23.30 jak przyjdziesz uchlana na maksa to nigdy mi tego długu nie spłacisz. Masz być w miarę trzeźwa żebyś z dzieckiem wrócić mogła. xoxo''
Chyba nie musiałam się podpisywać, bo to oczywiste że to ja piszę.
Przebrałam się w wyjściowe ciuchy. I spojrzałam na zegarek. Było już za piętnaście piętnasta.
Ubrałam buty, zabrałam klucze i wyszłam z domu.

Gdy dojechałam do przedszkola, Luiza czekała na dworze z panią.
- Dzień dobry - przywitałam się.
- Witam. Luiza chciała już wyjść piętnaście minut temu. Nie mogła się doczekać pani przyjazdu.
Uśmiechnęłam się i wzięłam małą za rękę.
- Do widzenia. - powiedziałam równo z Lu.
Wsiadłyśmy do samochodu.
- Ciocia będę mogła kelnerować ? - spytała z nadzieją.
- Jasne. Ale nie zepsujesz niczego ?
- No ba że nie. - zaśmiała się.
Jadąc śpiewałyśmy piosenki lecące w radiu.
- A gdzie my tak w ogóle jedziemy ? - spytała.
- Na pizzę - uśmiechnęłam się  

Po zjedzeniu itp. ruszyłyśmy w stronę klubu.
- Chodź muszę się przebrać - powiedziałam do niej wchodząc do mojego miejsca pracy.
Szybko się przebrałam i poszłam z nią do baru, akurat wybiła 18.
I zaczęła się głośna muzyka, tańce i kolejna nocka.
- Siedź tu chwilę, a ja pójdę po zamówienia. - powiedziałam do małej - Romek pilnuj jej - tym razem skierowałam słowa do barmana.
Gdy już podeszłam do prawie wszystkich stolików, został jeden, pełen wielkich mężczyzn.
- Dobry wieczór. Co podać ? - spytałam.
- Siebie skarbię - powiedział szatyn o zielonych czarujących oczach.
- Nie przypominam sobie żebyśmy byli na ty. - powiedziałam z ignorując jego słowa. Miałam dość tych ciągłych ,,podrywów''.
- Ale zawsze możemy być - poruszał brwiami.
- Nie zawieram znajomości w pracy. Co podać - zwróciłam się do reszty.
Po odebraniu zamówienia podeszłam do baru i przekazałam kartkę.
- Będę mogła gdzieś zanieść picie. - spytała błagająco Luiza.
- Dobrze. Widzisz tamten stoik z tymi dużymi panami ? - spytałam.
- Yhy, tam mam zanieść ? - kiwnęłam głowę i wręczyłam jej sok, dla jednego z mężczyzn. Ja sama patrzyłam jak sobie poradzi.
I oczywiście pech ! Potknęła się i wylała wszystko na mężczyznę.
Ja wzięłam tacę z resztą napoi i podbiegłam szybko do stolika.
- Najmocniej pana przepraszam. - zaczęłam przepraszać mężczyznę który był dość mokry. - Luiza mówiłam żebyś uważała - zwróciłam się do małej - przeproś pana.
- Przepraszam - powiedziała z łzami w oczach.
- Nic się nie stało. Wszystko w porządku. - powiedział do mnie - nie martw się wyschnie, jak masz na imię ? - spytał mojej siostrzenicy.
- Luiza, a ty ? - powiedziała już bez stresu.
- Ej ! Mała trochę szacunku pan a nie ty ! - skarciłam młodą.
- Nic nie szkodzi. Jestem Krzysiek. - mężczyzna podał rękę małej a ta to odwzajemniła.
- My już nie będziemy przeszkadzać. Chodź Lu. - zawołałam ją i odeszłam.
- Cześć Krzysiek, do widzenia - na jej nieszczęście, usłyszałam to.
- LUIZA ZACHOWUJ SIĘ ! - krzyknęłam w jej kierunku.
- Już dobrze. Będę grzeczna. - usiadła na krześle przy barze.
- Co chcesz robić ? - spytałam jej.
- Już chcę spać. - powiedziała ziewając.
- Chodź szybko. - wzięłam ją na ręce i zaniosłam na zaplecze. - połóż się. Tu będziesz na razie spać potem przyjdzie po ciebie mama. Jakby coś to podejdź do Romka - wskazałam ręką na drzwi. - Dobranoc.
Odeszłam kierując się do stolika.
- Marta ! - krzyknął Romek.
Odwróciłam się na pięcie.
- Mała mówi że nie zaśnie bez przytulanki. - powiadomił.
I co ja teraz zrobię. Przecież nie mam żadnego misia. Niestety stałam obok stolika tych olbrzymów.
- Czemu ona tu śpi ? - spytał zielonooki.
- Nie twoja sprawa. - powiedziałam nie patrząc na niego. Ale wpadłam na pomysł. - nie macie jakiejś maskotki ? - spytałam nie panując nad tym co mówię.
- Już z tego wyrosłem - powiedział Krzysiek (ha zapamiętałam).
- Ale śmieszne. - powiedziałam i odeszłam.
Podeszłam do małej a ta już spała na kanapie. Zdziwiłam się no przecież... a zresztą.

Była już 23.29 a ona weszła przed czasem.
- Powiedz że się nie spóźniłam. - powiedziała Roksana.
- Masz szczęście. - powiedziałam przez zęby.
- Gdzie ona jest ? - spytała i o dziwo wcale nie była taka pijana.
- Na zapleczu. Poczekaj chwilę. - odwróciłam głowę w stronę Romka - kończysz zmianę o północy no nie ?
Kiwnął głową.
- Mogę mieć prośbę ? - spytałam robiąc duże oczy, i tak pewnie nie wyszły mi tak jak miały.
- Co chcesz ? - spytał zaspany.
- Zawieziesz moją siostrę i Luizę do domu ? Proszę - spytałam z nadzieją.
- Okey ale mają być gotowe.
Przekazałam informacje siostrze, a ta tylko kiwnęła głową.
- Idź obsłuż tamtych - wskazałam głową na olbrzymów.
- Serio ? - spytała z niedowierzaniem.
- Tak, muszę chwilę odpocząć.
Ona wstała z krzesła i podeszła do nich, ja i tak wszystko słyszałam.
- Co chcecie ? - spytała.
- Jeszcze raz to samo. - odpowiedzieli ze złośliwym uśmiechem.
Ona kiwnęła głową i odwróciła się na pięcie, ale za chwilę wypełniła tą samą czynność.
- Co braliście przedtem ? - spytała zdezorientowana.
- Twoja przyjaciółka, ta laska przy barze wie. - powiedział... zapewne zielonooki.
- To moja siostra olbrzymie. - powiedział bez skrupułów. nawet nie chciało mi się reagować.
- Nie przypominam sobie żebyśmy byli na ty - powtórzył mnie podrywacz.
- Nie mam zwyczaju mówić do takich na pan - powiedziała i podeszła do mnie. Byłam zaskoczona tą rozmową ale nic jej nie mówiłam, ona przekazała Romkowi, że oni chcą to samo.
Roksana po obsługiwała jeszcze parę stolików i usiadła koło mnie.
- Zbieraj się. - powiedziałam do niej. A ja poszłam po małą. Wzięłam ją na ręce nie budząc jej, i przekazałam ją siostrze. - Tylko uważaj na nie - ostrzegłam Romka.
Ten kiwnął głowa i zaśmiał się, wyszli z baru a ja przywitałam się z Dominikiem, który przyszedł na zmianę z Romkiem.
- Padasz ? - spytał, na co ja kiwnęłam głową. - odpocznij chwilę.
Tak też zrobiłam, położyłam głowę na bar i leżałam.
Po jakimś czasie poczułam jak czyjaś ręka jeździ mi po plecach.
Podniosłam głowę i zobaczyłam szatyna z zielonymi oczyma.
- Czego ? - spytałam nieuprzejmie.
- Poprawić ci humor. - wyszczerzył się w moją stronę.
- Nie polepszasz sprawy - wystawiłam język w jego stronę i wstałam, jakimś cudem obcas zahaczył o krzesło i upadłam tak nie fartownie z ręką na jego kroczu.
- Nie tak ostro siostro - powiedział śmiejąc się.
Nie zwracając na jego komentarz spojrzałam w stronę drzwi.
- Chyba koledzy ci uciekają. - zwróciłam się do niego, ale jego już nie było...
____________________________
Wow ! Napisałam dwa w jeden dzień, szacun dla mnie. Haha, mam nadzieje że nie ma lipy :)  

     

4 komentarze:

  1. Żadnej lipy! Rozdział świetny! A Luiza skradła mi serce *.* Słodkie dziecko :)
    Na pewno będę tu często zaglądać, gdyż czuję, że kroi się romansik między Zbigniewem (*.*), a Martą (Moja imienniczka :D). Już nie mogę
    doczekać się kolejnego :)
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Super sie zapowiada :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobrze sie zapowiada ;D Będę wpadać, a najlepiej będzie jeśli będziesz mnie informować, o ile to nie problem oczywiście! ;)

    http://walcze-bo-warto.blogspot.com/2013/04/jedenascie.html nowy epizod się pojawił, więc zapraszam :D
    pozdrawiam, poziomkowa ;)

    OdpowiedzUsuń