niedziela, 28 lipca 2013

~ Chapter thirty.

Siedziałem na korytarzu całkowicie zdenerwowany i zmartwiony... CO ZA BYDLAK MÓGŁ JEJ COŚ TAKIEGO ZROBIĆ...
Po niedługich badaniach z sali wyszła lekarka.
- Przepraszam co z Martą ? - podszedłem do niej szybko.
- Czy jest pan członkiem rodziny pani Siwek ?
- Nie, znaczy tak... jestem narzeczonym.
- Więc dla pana będzie to jeszcze gorsza wiadomość, chociaż nie wiem czy to możliwe... - przerwała na chwilę, nie wiedząc co powiedzieć. - pańska narzeczona została kilkakrotnie gwałcona, co doprowadziło do poważnych uszkodzeń wewnętrznych pochwy, a także do krwawienia wewnętrznego... co również wiąże się z konsekwencjami... Pani Siwek nie będzie mogła mieć dzieci, a także będzie musiała przejść na specjalną dietę... Oczywiście musimy przeprowadzić jeszcze dodatkowe badania, ale to zostawimy już na jutro musimy poczekać, aż pacjentka odpocznie...  - powiedziała i odeszła - może pan do niej wejść, tylko proszę na chwilę, musi ona odpoczywać bo jutro czeka ją pracowity dzień...  - powiedziała za pleców.
Wszedłem do jej sali wyglądała jeszcze gorzej niż poprzednio... strasznie blada, wychudzona, jej policzki były opadnięte a oczy podkrążone.... Usiadłem obok niej... złapałem ją za rękę była strasznie zimna..
- Tak bardzo cię kocham... Zabiję tego który ci to zrobił... Obiecuję.... - powiedziałem szeptem...
Przesiedziałem u niej dobre 15 godzin, potem pojechałem do domu, odświeżyłem się i wróciłem... nie było jej na sali, była na badaniach... ale już nie wróciła na tą samą salę.
- Panie Bartman, mamy bardzo złą wiadomość... Zapraszam do mnie do gabinetu - zaprosił mnie lekarz prowadzący...
Usiadłem na krzesło na przeciw doktora Zawadzkiego...
- Stan pani Siwek jest gorszy niż przypuszczaliśmy... Zrobiliśmy dodatkowe badania i wyniki są niezadowalające. Pańska narzeczona ma raka wątroby...
- Że co ? czy to przez te zdarzenie.
- Obawiam się że nie...
- Dlaczego pan się obawia ? - spytałem zmieszany.
- Gdyby to było przyczyną, pańska narzeczona miała by wielkie szanse na przeżycie... Niestety jest to nowotwór złośliwy... a pacjentka złapała AIDS co w tym przypadku oznacza 1% szanse na przeżycie...
*~*
...Otworzyłem oczy przetarłem je rękawem bluzy... Spojrzałem jeszcze raz
,,Marta Siwek-Bartman''
ur.11.05.1989 r.
zm.16.08.2013r.
Spoczywaj w spokoju [*]
Znam to już na pamięć, codziennie ją odwiedzam od 10 lat... Nadal ją kocham..........
________________________________________________________
THE END !
I jak spodziewałyście się takiego zakończenia ? :) Bo ja nie... ogólnie to od początku miałam myśl że skończy się szczęśliwie... ale dziś mnie coś naszło :) Mam nadzieję że mój blog na zawsze zostanie w waszych pamięciach ! ;* Żegnam ;*

3 komentarze:

  1. DLACZEGO? MIALO SIE INACZEJ TO SKONCZYC :( MIELI ZYC SZCZESLIWIE. NIE MOGLO TO SPOTKAC MARTE. CZEMU ONA BYLA WINNA. TWOJ BLOG BARDZO MI SIE PODOBAL I CZYTALAM GO Z PRZYJEMNOSCIA. SZKODA ZE NIE WSZYSTKO ZAKONCZYLO SIE POMYSLNIE. ALE JESTEM ZADOWOLONA I CZEKAM NA KOLEJNE OPOWIADANIE. POZDRAWIAM :)

    OdpowiedzUsuń
  2. chyba żartujesz....JAK MOGŁAŚ ???
    płacze, płacze i jeszcze raz płacze.....
    czemu ?? czekałam na to tyle a tu takie coś???
    wiem że było by to kolejne "happy" zakończenie ale nie takie...
    ;/////
    DLACZEGO ???

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz, że mi sie to nie podoba, ale nie z powodu stylu, ale tego, że to się tak strasznie skończyło :/ Ja nie lubię śmierci, więc to oczywiste, że wolałabym, żeby był happy end, ale i tak mi się podoba, bo napisałaś to emocjonalnie.
    Dziękuję za każde słowo na tym blogu, dziękuję po prostu za to opowiadanie :*
    Całuję,
    Dzuzeppe :*

    OdpowiedzUsuń