poniedziałek, 15 lipca 2013

~ Chapter twenty-eight.

*Zbyszek*
Co prawda mecz nie skończył się tak jak chcieliśmy... ale pocieszeniem dla mnie było spotkanie z Martusią i próba przeproszenia jej... chociaż już mi ,,wybaczyła'' to nie jestem tego taki pewien...
Od razu po zakończeniu tych wszystkich wyborów MVP itp. zacząłem się rozglądać za Grześkiem... on jest wysoki i łatwiej go dostrzec.
Zauważyłem go, siedział rozglądając się dookoła z telefonem przy uchu... obok niego siedział Kuba Jarosz i tak jak Kosa oglądał się we wszystkie strony świata... zostawało tylko pytanie : GDZIE JEST MARTA ?!
Zacząłem panikować, chociaż wiadomo że nie koniecznie coś musiało się stać... może poszła do toalety, spotkała kogoś znajomego i z tym kimś rozmawia, albo po prostu już idzie do mnie... Podobnie jak chłopcy zacząłem rozglądać się za moją piękna blondynką.
Niestety nigdzie jej nie dostrzegłem, ruszyłem w stronę kolegów...
- Tylko mi nie mów że się nie pojawiła - powiedziałem stając przed Kubą i Grześkiem.
Kosok pokręcił przecząco głową.
- Zbyszek, mogę ci przysiąc że ona tu chciała przyjść... Nawet nie wiesz jak ona była przejęta, obiecała mi że tu przyjdzie... Nie chcę nic sugerować ale boję się że coś się stało. - powiedział z przejęciem... widziałem w jego oczach smutek i troskę.
Z trudem przełknąłem ślinę, z coraz większym trudem mi się oddychało... traciłem wszystkie dobre emocje w swoim ciele, w jednej sekundzie zmieniłem pogląd na świat, widziałem wszystko w ciemnych kolorach... poczułem co to znaczy STRACH !
Jakbym telepatycznie połączyłem się z Grześkiem, w tej samej chwili pobiegliśmy do szatni, zostawiając zdezorientowanego Jarosza na krzesełku, ja podbiegłem do Kubiaka, Kosok do Ignaczaka.
- Słuchaj, nie ważne co sobie teraz myślisz, nie będę tłumaczył... - wręczyłem mu do rąk moje rzeczy. - zabierz to do hotelu i o nic więcej nie pytaj...
Podbiegłem do Grześka i Krzyśka.
- Nie ma mowy... TEŻ IDĘ ! Nie wytrzymam w hotelu nawet minuty ! - protestował Krzysiek...
Po jakiś 10 minutach sprzeczki doszliśmy do rozejmu...
Ja, Kosa, Igła, Pit, Zator, Winiar, Jarski i Siurak wyruszyliśmy na poszukiwania mojej ukochanej.
Kubiak wraz z Ziomkiem mieli sprawdzić cały hotel i jego zasięg, a Guma, Możdżon, Rucek i cała reszta mieli siedzieć w hotelu i w razie jej powrocie mieli zadzwonić do tych w terenie,
Rozdzieliśmy się ja poszedłem z Grześkiem, Krzysiek z Pawłem, Piotrek z Bartkiem, a Winiar z Kubą.
I choć Kurek i Jarosz zapewniali że jak pójdą razem to będą poważni, to w tej sytuacji im nie zaufaliśmy... to było zbyt poważne..
Chodziliśmy po całej Warszawie, i z każdą sekundą było mi coraz ciężej na sercu...
Nikt nie zadzwonił minęło 8 godzin... a my przeszukaliśmy WSZYSTKIE ulice Warszawy... Chłopacy obdzwonili WSZYSTKIE szpitale i komisariaty... NIC... Zero śladu po Martusi...
Usiadłem zrezygnowany na schodach hotelu, schowałem twarz w rękach... I modliłem się żeby nic jej się nie stało.
- Ej, Zbyszek, będzie dobrze, obiecuję... - chłopacy próbowali mnie pocieszyć... ale to nie pomagało... czułem że straciłem najważniejszą osobę w moim życiu.
*Marta*
Otworzyłam oczy w wielkim trudem, głowa pękała mi i czułam że moje kości są potłuczone... Byłam okropnie obolała... Czułam się jak na przełomie życia i śmierci.
- Nasza królewna się obudziła - usłyszałam głos na który miałam chęć komuś ,,przywalić'' emocje w moim ciele podrosły do zenitu możliwości...
Spojrzałam z pod byka na mężczyznę wychodzącego za ściany... był tak okropnie zły swoim wyglądem.
- Wypuść mnie - rozkazałam resztkami sił.
- Oj kochana, ty sobie nie wyobrażasz że to dopiero początek twoich cierpień... - zaśmiał się fałszywie.
Obejrzałam się dookoła... brudne, opuszczone pomieszczenie, ja leżałam na podartym kocu na ziemi z której ciągnęło zimno...
Podszedł do mnie i przyssał mi się do ust... za wszelką cenę chciałam się wyrwać, uderzałam go rękami po całym ciele, i gdy trafiłam w jego twarz, odsunął się i powtórzył gest na mnie ze większą mocą...
- Nigdy więcej tak nie rób, głupia suka - powiedział - przeproś. - złapał mnie za twarz.
- W snach - wycedziłam przez zęby, a on jeszcze mocniej niż poprzednio uderzył mnie w twarz,
- Przeproś kurwo !
- Przepraszam - powiedziałam z niechęcią.
- Zapamiętaj że to ja tu rządzę... - wstał, kopnął mnie i wyszedł...
Zostawiając mnie samą, obolałą....
-----------------------------------------------------------
Jestem ciekawa czy się spodoba...
Zatem to już jeden z ostatnich rozdziałów ! Wydaje mi się że jeszcze jakoś 3/4 rozdziały !
Zapraszam do komentowania ! ;*

3 komentarze:

  1. Tak bardzo chciałabym żeby Zbyszek ją szybko odnalazł ... Uwielbiam twoje opowiadanie ... Szkoda, że to już ostatnie rozdziały :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mów, że teraz będzie smutno, bo mi się płakać chce, a nie mogę przecież, bo cała rozmazana będę ;/ Zbyszek musi znaleźć Martę i porządnie przywalić temu psychopacie za to, że w ogóle ją tkną, a wszyscy z reprezentacji mu pomogą i będzie już dobrze, prawda?
    Pozdrawiam,
    Dzuzeppe :*
    Ps. 2 na http://to-tylko-siedem-dni-kotku.blogspot.com/ czeka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam poinformować, że nominowałam Cię do nagrody Leibster Award :) Więcej szczegółów znajdziesz na moim blogu w odpowiedniej zakładce (http://to-tylko-siedem-dni-kotku.blogspot.com/). Jeśli masz ochotę przyłączyć się do zabawy, to zapraszam serdecznie :)
      Pozdrawiam,
      Dzuzeppe :*

      Usuń