piątek, 12 lipca 2013

~ Chapter twenty-seven.

*Marta*
Biegłam przed siebie nie wiedząc gdzie się kieruję... Byle jak najdalej jego, jak on mógł ?
Gdy dotarłam tam gdzie ludzi już nie było (jakiś mały las) usiadłam na ziemi i próbowałam nabierać powietrze... byłam okropnie zmęczona, zdenerwowana, smutna... nie da się opisać co tak na prawdę czuję...
Siedziałam a z oczu wylewały mi się łzy...
- On tak nie myśli - ktoś powiedział mi do ucha. Odwróciłam się gwałtownie i ujrzałam Grześka.
- Co ty tu robisz ? - spytałam zdołowana - za chwilę masz mecz, idź ! Nie możesz tu być - mówiłam przez łzy.
- I tak nie gram... Mogę być, chcę, muszę - powiedział i usiadł obok mnie.
Gładził ręką moje plecy i próbował mnie uspokoić... ale to nie łatwe.
- On tak nie myśli - powtórzył szeptem.
Popatrzyłam na niego ze zdekoncentrowaniem.
- Dlaczego to robisz ?! - spytałam zdenerwowana.
- Co robię ?
- Za wszelką cenę chcesz mi, Zbyszkowi, nam pomóc... Co ty z tego masz ?
- Satysfakcję - powiedział całkiem spokojnie - przyjaciele tak właśnie robią... pomagają sobie.
Zamilkłam, patrzyłam się na rudą wiewiórkę skaczącą po gałęziach drzew.
- On tak nie myśli - powtórzył po raz trzeci.
- To dlaczego tak powiedział ? - spytałam całkiem się poddając, chcąc wierzyć Kosokowi.
- Nie zrozum mnie źle Marta, ale miał do tego prawo... przed meczem zazwyczaj potrzebujemy relaksu, ty mu go nie dałaś...
- Nie wiedziałam... bo przecież Michał, on śpiewał... - czułam się winna że przeszkadzałam Zibiemu w pracy.
- Tak ale on się tak relaksuje... Zbyszek, on zazwyczaj zajmuje się sam sobą... nikt mu nigdy nie przeszkadza, gdy on zacznie rozmowę my odpowiadamy... ale nigdy na odwrót... Musisz to zrozumieć, ale w tym momencie nie ma osoby bez winy...
- Myślisz że, że, miałam nie reagować na jego słowa ? - spytałam bezradnie...
- Nie wiem co miałaś zrobić wtedy... Ale myślę że teraz powinnaś odebrać - wskazał ręką na swój telefon gdzie widniał napis ,,Połączenie przychodzące : Zbyszek'' - teraz przed meczem, potem zrób co chcesz...
Nacisnęłam zieloną słuchawkę i powoli przyłożyłam słuchawkę do ucha...
- Mów  - powiedziałam z nadzieją i smutkiem w głosie.
- Martuś kochanie, daj mi to wytłumaczyć... - mówił tak bardzo przygnębionym i błagalnym tonem.
- Powiedziałam żebyś mówił. - mówiłam chcąc brzmieć niezależnie... ale chyba nie brzmiałam zbyt przekonująco..
- To nie tak jak myślisz... Ja nie myślę tego co powiedziałem, ja nie wiem co mną kierowało gdy to mówiłem... Marta proszę wybacz mi... - mówił dławiąc się łzami.
- Zbyszek uspokój się, wybaczam ci, ale przestań płakać... - sama zaczęłam koszmarnie ryczeć.
- Kochanie zależy mi na tobie... przepraszam.
- Już dobrze skarbie - powiedziałam w pełni zapominając o tym wcześniejszym zdarzeniu.
- Przyjdź tu, proszę - wymamrotał.
- Przyjadę, ale po meczu, Grześ tam zaraz przyjdzie... chcę pójść do hotelu się odświeżyć... przyjdę obiecuję.
- Kocham Cię Martusiu - mówił tak szczęśliwym głosem, siorbał nosem.
- Do zobaczenia - powiedziałam, nacisnęłam czerwoną słuchawkę i oddałam telefon Kosie.
- Idź tam... Ja też dojdę, słyszałeś zresztą - zwróciłam się do brązowookiego.
- Pójdę z tobą, nie chcę żeby coś ci się stało... jest już późno.. - powiedział z przejęciem w głosie.. - Chociaż cię odprowadzę do hotelu - powiedział widząc że nie ustępuję.
- Ale potem pójdziesz prosto na halę ! - rozkazałam.
- Oczywiście - zapewnił i ruszyliśmy w stronę hotelu... Cała drogę spędziliśmy w całkowitej ciszy.
- Możesz już iść - pożegnałam go przed drzwiami wejściowymi.
- Zajmę ci miejsce.
Weszłam do hotelu i grzecznie się przywitałam a potem najszybciej jak mogłam wbiegłam po schodach i do pokoju.
Postarałam jak najszybciej się ,,odnowić'' ale w końcu doszło do tego że gotowa byłam po godzinie... gdy wyszłam z budynku na dworze było już ciemno... a mecz własnie się zaczynał.
Szłam ulicami i przypominałam sobie drogę, której w ogóle nie pamiętałam.
Po godzinie prób dojścia zauważyłam że nie wiem gdzie jestem...
- Cześć piękna, pomóc ci w czymś - zapytali jacyś mężczyźni.
- Szukam drogi na Torwar. - powiedziałam z grzecznością.
- Och biedactwo... zgubiłaś się - zaśmiał się jeden - Torwar jest daleko stąd... Ale my możemy ci pomóc dojść..
- Nie dziękuję poradzę sobie - odwróciłam się i jak najprędzej chciałam odejść.
- Ej poczekaj, nie skoczyliśmy ! - zawołał najgrubszy z nich.
Widząc że idą w moją stronę, zaczęłam biec... to i tak nic nie dało bo po chwili zostałam dogoniona i obezwładniona... potem poczułam tylko ból w tyle głowy... i dalej nie pamiętam....
----------------------------
No przykro mi ale dłuższy nie może być :P
No i mam JEDNO ZASADNICZE PYTANIE... skoro już radzicie mi pisać te nowe opowiadanie to które z was będą je czytały ?
Oraz mam prośbę : zostawcie w komentarzach swoje numery GG... mam mały problem i chciałabym się skontaktować :)
Zapraszam na http://aloneandlostinparadisee.tumblr.com/ - mojej przyjaciółki :)

4 komentarze:

  1. kiedy następny?????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. postaram się jeszcze dzisiaj... ale nie obiecuję :)

      Usuń
  2. To może ja na razie ci gg podam - 5696793 :P Pisz jak coś :)
    I wreszcie się pogodzili, nawet jeśli nie było to szczere przeprosiny ze strony Zbyszka, to i tak jestem z niego dumna, że się na coś takiego zdobył. A Kosinkę to ja ubóstwiam za to co robi dla Zbysia i jego związku.
    Pozdrawiam,
    Dzuzeppe :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 15696793 * Przepraszam, ale mi się nie napisało ;)

      Usuń