wtorek, 25 czerwca 2013

~ Chapter twenty-four.

(Poniedziałek, 4 czerwca)
Obudziłam się sama w łóżku, było tak nieprzyjemnie zimno... Usiadłam, przetarłam oczy i zobaczyłam skąd powód zimnych nóg... OTWARTY BALKON.. wstałam i zakładając bluzę Zbyszka na ramiona wyszłam na świeże powietrze... na leżaku leżał z książką Zbyszek. - zapewne ją czytał.
- Cześć śpiochu - przywitał mnie buziakiem.
- Cześć... nie jest ci zimno - spojrzałam na jego odzienie... bokserki i koszulka.
- Jest ponad 20 stopni skarbie... Chodź przytulę cię.. - złapał mnie za rękę i posadził sobie na kolanach.
Siedzieliśmy tak ponad 15 minut w ciszy.. ciekawe o czym myślał...
- O czym myślisz ? - spytałam po dłuższym zastanowieniu.
- O tym jak wspaniale będzie się codziennie budzić koło ciebie, o tym jak śliczne, mądre będą nasze dzieci, o tym jaki będziemy mieli dom, o tym jak będzie wyglądał nasz ślub, w co będziesz ubrana ty a w co ja, o tym kogo zaprosimy... myślę o tym jak bardzo cię kocham. - powiedział to i złączył nasze usta w pocałunku.
- Kocham cię Zbyszek... ale teraz tak mi podsunąłeś taką myśl... chodźmy coś zjeść ? - spytałam twierdząco, wstałam mu z kolan i pognałam się przebrać.

Zeszliśmy na stołówkę za rękę, usiedliśmy samotnie w oddalonym od wszystkich stoliku i pochłanialiśmy nasze śniadanie.
- Co mamy zamiar dzisiaj robić ?
- Pozwiedzać ? - spytał.
- Nieeee... nie lubię zwiedzać... spędźmy te chwile razem tylko we dwoje.... - uśmiechnęłam się sugerując...
- Niech ci będzie - poruszał śmiesznie brwiami. - pomyślał chwilę - KRZYSIEK CI POWIEDZIAŁ ?!
- O czym ?
- O tym że oni też tu przyjeżdżają ?
- Pierwsze słyszę - powiedziałam zawiedziona... - myślałam że spędzimy te chwile razem... sami. - wstałam z krzesła i wybiegłam smutna na dwór... on pobiegł za mną.
Złapał mnie za rękę i odwrócił do siebie.
- Spędzimy ten czas razem... Myślisz że Krzysiek chciałby tu przyjechać z Iwoną żeby się z nami bawić ? Że Piotrek przyjechałby tu z Olą gdyby chcieli pobyć z nami ? Myślisz że żona Oliega załatwiałaby opiekunkę do dzieci żeby nie pobyć sam na sam ze swoim mężem ? Myślisz że ja jechałbym z tobą tutaj gdybym miał pewność że oni nam będą przeszkadzali ? Otóż nie... wybrałbym inne miejsce... Ale oni wszyscy chcą spędzić czas sam na sam ze swoimi kobietami... Oczywiście będziemy się z nimi od czasu do czasu widywać ale nie CAŁY czas.... - przytulił mnie, a mi zrobiło się głupio że wcześniej tak zareagowałam. - widziałaś ich dzisiaj ?
- Nie, to oni tu są ?
- No właśnie... przylecieli 3 godziny później od nas a ty nawet ich nie zauważyłaś...
- Przepraszam że tak naskoczyłam... ale przyzwyczaiłam się do tego że wybierasz kolegów zamiast mnie.
- Ale to się zmieniło... od niedawna to ty jesteś na pierwszym miejscu. - pocałował mnie i poszliśmy z powrotem do hotelu a tam na hollu spotkaliśmy Piotrka z Olą.
- Cześć wam - przywitaliśmy się.
- Jak mijają wakacje ? - spytałam z uśmiechem... co jak co ale tak szczęśliwego Pita to trudno zobaczyć.
- Dobrze, dobrze... właśnie idziemy na plażę.... idziecie z nami ? - spytała Ola.
- Nie dziękujemy ale nie skorzystamy... Chcemy pobyć sami. - odpowiedział za mnie Zbyszek.
Weszliśmy po schodach i spotkaliśmy Iwonę z Krzyśkiem....
- Siemaneczko ! - przywitał nas wesoły jak zawsze Igła.
- No Siemka... jak widać kamera wakacji nie ma... - zaśmiałam się.
- No a jak... trzeba się potem dzieciakom pochwalić co z mamą robiliśmy na wakacjach...
- Mam nadzieję że tych scen w sypialni nie nagrywasz... - zaśmiał się Zbyszek.
- Oj Zibi, Zibi ty nas nie ucz jak mamy dzieci wychowywać... przynajmniej teraz póki dziecka nie masz... no chyba że Martusia jest w ciąży...
- I jeszcze czego ? - zaśmialiśmy się i pożegnaliśmy... ale to nie był koniec... następnie spotkaliśmy Oliega z żoną...
- Hello ! - przywitaliśmy się.
- No hej.
- Niech zgadnę wybieracie się na plaże ? - strzeliłam.
- Nie, idziemy pozwiedzać ! - zaśmiała się żona Oliega.
- To my nie przeszkadzamy... - wyminęliśmy ich i pobiegliśmy do pokoju by już nikogo nie spotkać...
Do biegliśmy do pokoju i rzuciłam się na łóżko.... a Zbyszek na mnie (dalej chyba możecie sobie wyobrazić) .
_______________________________________________
Tak więc wiem że nie szaleję z długościom rozdziałów, ale są......i jak to się mówi Z DWOJGA ZŁEGO LEPIEJ W TĘ STRONĘ ! :) Miłego czytania życzę... i proszę aby ci którzy chcą być informowani podpisali się pod postem : INFORMACJA !  Za utrudnienia : PRZEPRASZAM :*

poniedziałek, 17 czerwca 2013

~ Chapter twenty-three.

(Sobota, 2 czerwca)
(Po Meczu)
- Gratuluje ! - powiedziałam najgłośniej jak umiałam, chociaż pewnie połowa albo większość mnie słyszała, ale mi zależało TYLKO I WYŁĄCZNIE na tym żeby MÓJ mężczyzna mnie usłyszał.
- To tylko i wyłącznie twoja zasługa - powiedział mi do ucha tak bym tylko ja mogła to słyszeć.
- Ja tu tylko jestem, ty grałeś. - uśmiechnęłam się.
- Bez ciebie bym nie grał, napędzasz mnie gdy na ciebie patrzę, kochanie - pocałował mnie i okręcił w okół własnej osi.
- Nie żebym zabraniała ci świętować, ale nie pij błagam, jutro wyjeżdżamy, od razu po tym spotkaniu z ludźmi. - oddał mi uśmiech i pocałował mnie w czoło.
- Dla ciebie wszystko skarbie. Pozwól że już pójdę świętować z drużyną, poczekaj pod halą dobrze ? - spytał trochę bardziej stwierdzając i odszedł zostawiając mnie samą. Wydaje się to normalne i pewnie jest ale mi było przykro że poszedł do kolegów zostawiając mnie samą, wiem że powinien się cieszyć... ale dlaczego nie ze mną ? Dlaczego nie zabrał mnie ze sobą i nie świętował ze mną i z kolegami ?.... A zresztą.

Czekałam jak kołek pod halą już ponad pół godziny.....
Postanowiłam że dłużej nie wytrzymam.... przecież było zimno no nie ?!
Wstałam z ławki i poszłam wcale nie wolnym krokiem do domu.... on oczywiście mnie nie dogonił....
...Nie dzwonił.... Nie przyszedł....

Wstałam rano trochę przybita... przecież nie wiedziałam co ze Zbyszkiem, a dzisiaj mieliśmy wyjeżdżać o 12 ma spotkanie na którym miałam być z nim, ale nie przyszedł a już 11.... miał przyjść....
Ubrałam Lu i wraz z Shelby i Roksaną wyszłyśmy z domu... on nie przyszedł ale ja nie zamierzam rezygnować pójdę tam, i co prawda nie będę stać z nim na scenie tylko na widowni wśród wszystkich spoconych ludzi.... ale będę tam.

Gdy doszłyśmy nie było już prawie miejsc przy scenie... ale może to i lepiej ?
Stałyśmy jakieś 15 metrów od sceny gdy rozdzwonił się mój telefon.... Zbyszek...
Był sens odebrać ?.... W tamtej chwili nie.... nie odebrałam.

Dojechał autobus, weszli na scenę był Krzysiek z dziećmi i z Iwoną, był Piotrek z dziewczyną, był Paul z żoną, był Olieg z żoną i dziećmi....a on był sam... miał okulary na nosie.... pił....

Stałam tak wbita w podłoże, patrzył przybity w podłogę, potem podszedł do niego Krzysiek coś mu powiedział, podniósł głowę, rozglądał się.... szukał kogoś.

Potem każdy miał coś do powiedzenia : dziękowali i prosili, przepraszali i kochali publiczność.... potem mikrofon wziął on.
- Tak jak wszyscy chciałbym wam podziękować za całodobowe trzymanie kciuków, zdarte gardła nieprzespane noce, chciałbym też was prosić żebyście nadal kibicowali nam... nieważne jaki to będzie skład, przepraszam was także za wszystkie stracone punkty, za moją agresje i brak stabilności - mówił to inaczej niż wszyscy był smutny, nie było tego widać to było słychać - ale to nie wszystko... to do ciebie Marto, wiem że tu jesteś, wiem że nie odpuściłabyś sobie tego, pomimo iż ja po ciebie nie przyszedłem.... tobie także chciałbym podziękować za bycie przy mnie w tych trudnych chwilach, w sytuacjach bez wyjścia, byłaś przy mnie, przepraszam cię za wczoraj za to że odszedłem by bawić się z kolegami nie zabierając ciebie ze sobą, za to że nie dotrzymałem obietnicy, że nie zadzwoniłem, nie przyszedłem.... przepraszam, i  proszę ciebie o wybaczenie.... i choć wiem że teraz stoisz koło Roksany, Lu, Shelby i z całej siły ściskasz smycz by nikt koło ciebie nie wiedział że to o tobie, żeby nikt nie wiedział że się denerwujesz.... to chciałbym byś czekała na mnie w tym miejscu w którym czekasz, chcę także żebyś pojechała ze mną dziś tak jak się umawialiśmy.... wiem że zawaliłem ale przepraszam, nie tylko ciebie bo i was że zabieram czas.... Marta Kocham Cię ! - wykrzyknął na całe gardło patrząc mi w oczy... odszukał mnie wzrokiem i wiedział jak na mnie działają jego słowa.... rozległy się brawa on patrzył na mnie a mi z oka ciekła łza....lecz tego już nie dojrzał....
I stałam tak w miejscu jak kołek a on zbiegł ze sceny i grzecznie przepraszając przepchnął się przez ludzi i przykleił mi się do ust co wywołało większe poruszenie wśród publiczności i siatkarzy.
Złapał mnie za rękę i wprowadził na scenę...

Po całej uroczystości pojechaliśmy do mnie ja zabrałam walizki i pożegnałam się z siostrą i siostrzenicą i wyszliśmy on miał już wszystko, pojechaliśmy na lotnisko i po dwugodzinnym czekaniu siedliśmy obok siebie  w samolocie.....
Zaczęły się wakacje mojego życia.
------------------------------------------
Jest BARDZO KRÓTKI  wiem ale nie mam weny jak nie komentujecie a nie komentujecie więc nie mam weny.
Zapraszam :

wtorek, 11 czerwca 2013

~ Chapter twenty-two.

(Czwartek, 31 maja)
Dochodziła godzina 12... a ja leżałam jeszcze w łóżku i myślałam jak to będzie jak Zbyszek pojedzie na tą całą Ligę Światową. Jak będziemy się kontaktować, rozmawiać ze sobą, patrzeć na siebie, całować się ?
Z moich jakże cudownych, a przy okazji zniechęcających myśli wytrąciło mnie lekkie pukanie do drzwi, przez które chwile potem pojawiła się Roksana.
- Cześć siostra. - usiadła koło mnie i posłałam mi delikatny uśmiech. - Wiesz co ? Pomyślałam że czas zakończyć tę głupią kłótnie, przecież jesteśmy siostrami no nie ? Wiem że zachowywałam się nie odpowiedzialnie, ale ja nie wytrzymuje bez ciebie, nie mam się do kogo odezwać, wszystko się wali.... Przepraszam - zaczęła płakać, a ja delikatnie ją przytuliłam.
- Hej, już dobrze...
- Właśnie że nic nie jest dobrze... Jestem w ciąży - mówiła już totalnie zapłakana.... a mnie normalnie zamurowało.
- Ale jak to jesteś w ciąży ? - spytałam nadal ją przytulając.
- No normalnie, tak jak poprzednio....
- Kto jest ojcem ?
- Brat Grześka... - czyli ona wie że on mi to powiedział...
Nie odpowiedziałam tylko nadal ją przytulałam...

- Marta ! - zawołała mnie z przedpokoju Roksana.
Wyszłam ze swojego pokoju a oczom mym okazał się Zbyszek.
Stał z moją walizką w ręce.
- Przywiozłem zgubę. - posłał mi czarujący uśmiech.
- Chodź - zaprosiłam go do mojego pokoju.
Rozłożył się (mam nadzieję wygodnie) na moim łóżku, a ja usiadłam obok niego.
- Roksana jest w ciąży. - powiedziałam prawie nie słyszalnie.
- Z kim ?
- Yyyy... ZbratemGrześka - powiedziałam cicho.
- To on ma brata ?! - powiedział jakby w ogóle nie zainteresowany poprzednią informacją.... to bolało....
- Przyrodniego... Ale Zbyszek posłuchaj mnie Roksana jest w ciąży... Za 2 tygodnie przyjeżdża Julka, a ja z tobą teraz wyjeżdżamy... - miałam dokończyć ale mi przerwał.
- No właśnie co do wyjazdu... bo my nie koniecznie wrócimy od razu tutaj... znaczy ja na pewno tu nie wrócę... I pomyślałem że ty pojechałabyś ze mną na te mecze w Polsce..
- Pewnie bym się zgodziła... Ale teraz ta sprawa z Roksaną...
- To jej sprawa nie sądzisz ? Po pierwsze POWINNI SIĘ ZABEZPIECZAĆ, a szczególnie po tym jak już raz zaszła przez przypadek w ciążę, po drugie to ona sprowadziła sobie na głowę tą Julkę ! Skarbie nie rezygnuj ze mnie dla Roksany...
- Roksana to moja siostra ! - powiedziałam to chyba ciut za głośno, bo w domu zrobiło się przerażająco cicho... czyli będę się musiała tłumaczyć przed młodszą siostrą dlaczego rozmawiałam na jej temat z moim Zbyszkiem.
- Czyli odpowiedź brzmi nie ? - spytał dość złym głosem.
- Nie, to znaczy tak, znaczy się pomyślę ale raczej tak - nie wiedziałam jak to powiedzieć - ygh raczej pojadę z tobą. - uśmiechnął się do mnie i lekko musnął moje usta.
- Masz ochotę iść ze mną do Krzyśka... na taki męski wieczór ?
- Ja raczej jestem kobietą - uśmiechnęłam się z irytacją.
- No tak ale mile widziane są kobiety mężczyzn. - podszedł do mojej szafy i wyciągnął moją ukochaną sukienkę i czarne ukochane szpilki...
- Mówiłeś że to zwykły wieczór... a nie bankiet. - patrzyłam trochę zawiedziona tym strojem... co prawda uwielbiałam go ale nie na taką okazję... ostatni raz miałam na sobie tę sukienkę.... na chrzcie Lu.
- Ale skarbie będziesz tam jedyną kobietą.... Wskakuj w to i nie gadaj.
Zaśmiałam się cicho i poszłam na łazienki... po 15/20 minutach pojawiłam się w tym ''odświętnym'' stroju...
- Idziemy ? - spytałam i poszłam w stronę drzwi.

Zbyszek bez pukania wszedł do rezydencji Ignaczków...
- Siemano ! - przywitał się i wszedł ze mną za rękę do salonu gdzie siedział : Krzysiek, Piotrek, Grzesiek, Paul i Olieg. - Cześć - przywitałam się niezbyt śmiało.
- O Marta, nie spodziewaliśmy się ciebie - przywitał mnie Igła.
- Sama dopiero co pół godziny temu się dowiedziałam. - posłałam im lekki uśmiech i zajęłam miejsce obok Zbyszka na kanapie.
Wieczór minął szybko i przyjemnie, a co dziwo obszedł się bez alkoholu !
Gdy wróciłam do domu panowała grobowa cisza, no może przerywana cichym pochrapywaniem Lu i Roksany... Przebrałam się szybko w piżamę i położyłam się spać...
-------------------------------
Przepraszam że tak długo zwlekałam z tym rozdziałem ! Nie mam czasu teraz tego wszystkiego pogodzić ! Przepraszam :)

środa, 5 czerwca 2013

~ Chapter twenty-one.

(Środa, 30 maja)
Szłam powolnym spacerkiem wraz z Lu i Roksaną gdy rozbrzmiał się mój telefon... wyjęłam go i odebrałam bez czytania.
- Słucham ?
- Co tak poważnie skarbie ? - spytał rozbawiony Zbyszek.
- A to ty... Czego chciałbyś ?
- Ciebie, przyjdź do mnie - wyobraziłam go sobie przygryzającego wargę.
- Ja w przeciwności do ciebie idę właśnie do Kościoła.
- Po co ? Dzisiaj jest środa, a nie niedziela. - powiedział przemądrzale.
- Jest Boże Ciało idioto !
- To dzisiaj ?!...
Nie słuchałam co mówił tylko rozłączyłam się, wyłączyłam telefon i schowałam go do kieszeni w spodniach.

Po przemarszu poszłam prosto do domu i rzuciłam się na łóżko nie gadając z nikim... muszę przyznać że moje kontakty z Roksaną są do dupy... no ale mówi się trudno i żyje się dalej.

Pogoda była ohydna ! Jak może być tak zimno w CZERWCU ?! Mam nadzieję że tam gdzie jadę ze Zbyszkiem będzie świetna pogoda.

Zasnęłam o godzinie 16 a obudziłam się o 19.04... przebrałam się i postanowiłam że się przejdę.
Musiałam oczywiście ubrać się grubo bo jak mówiłam na dworze jest cholernie zimno.
- Gdzie wychodzisz ? - zapytała mnie oschle Roksana.
- Nie twoja sprawa. - nie patrząc na nią wyszłam i zamknęłam drzwi z hukiem... PRZEPRASZAM SĄSIEDZI ALE TEGO WYMAGAŁA SYTUACJA

Szłam powoli parkiem... było jeszcze jasno... jest w końcu koniec wiosny no nie ?
Usiadłam na ławce i myślałam o sobie, Zbyszku i o nas... O Roksanie, o Lu, o wakacjach i o wszystkim...
Ławka ugięła się lekko pod kogoś ciężarem.
- O czym myślisz ? - powiedział ktoś z tak bardzo znanym i nielubianym głosem.
- Kubiak ? Czego ty tu ?
- Myślałem że między nami już okey - popatrzył na mnie podejrzliwie.
- Myślisz że tak szybko zapomną o tym jak zachowywałeś się wcześniej ?
- Miałem taką nadzieję.
- Nadzieja matką głupich, a tu najwyraźniej wszystko się zgadza.
- Spadaj, teraz to ty jesteś chamska.
- Co u Zbyszka ?
- Jest zawiedziony że jedzie z tobą na wakacje i mnie opuszcza.
- Spieprzaj ! - powiedziałam śmiejąc się, zaczynałam go lubić - co robi teraz ?
- Nie wiem pewnie pieprzy się z jakąś seksowną blondynką. Kazał mi się przejść.
Już chciałam coś powiedzieć ale obok nas pojawiła się sylwetka mojego mężczyzny. Posłałam Kubiakowi wzrok a'la ,,Jesteś głupi"
- Cześć kochanie - przywitaliśmy się długim pocałunkiem.
- Co wy tu robicie ? - spytałam patrząc na mojego ukochanego.
- Poszliśmy po zapas piwa - powiedział i uniósł do góry zgrzewkę tyskiego.
- To ty nie wolisz Okocim ?
- Wole ciebie. A ty co robisz tak sama ?
- Nie jestem sama, jestem z wami ?
- To idź już do domu żeby cie nikt nie zgwałcił.
- Musicie mnie odprowadzić - popatrzyłam na mnie prosząco.
- No to chodźmy.
- A tak w ogóle to miałeś mi walizkę przywieźć...
- Oj tam oj tam.
_________________________
Taki beznadziejny ! NIE MAM WENY  przepraszam*-*

~ Informed

Przepraszam że kombinuję i wam zawracam w głowie...

Pod tym postem proszę zostawiać komentarze z informacją Kogo i Gdzie mam informować o nowych postach ! 

Od razu mówię że wcześniejsze prośby nie są brane pod uwagę... 

Należy napisać JESZCZE RAZ !

piątek, 31 maja 2013

~ Chapter twenty.

- Już myślałem że nie przyjdziesz. - uśmiechnął się Zbyszek.
- Bał się że z waszego ,,romantycznego'' wieczoru nici - zaznaczył Piotrek, a reszta chłopaków siedzących w MOIM pokoju, wybuchła śmiechem.
- Wiecie co ? Wolałabym robić to bez publiczności. - posłałam im fałszywy uśmiech.
- Jasne, zrozumieliśmy... Już wychodzimy. - poderwali się z MOJEGO łóżka i wyszli.
Weszłam do łazienki, załatwiłam sprawy higieniczne i wyszłam a on siedział na łóżku i patrzył na drzwi czekając aż wejdę.
- Wiesz kochanie straciłam ochotę... - powiedziałam, nie mówiąc mu prawdy...
- Żartujesz sobie ? - powiedział podchodząc do mnie i łapiąc mnie w pasie zaczynając całować mnie po szyi.
- Zbyszek nie mogę - powiedziałam lekko go odpychając.
- Przestań teraz mnie nie nie zniechęcisz. - zaczął całować mnie po dekolcie.
- Zbyszek na prawdę.... Jestem niedysponowana.... Przestań. - odsunęłam go.
- Dlaczego akurat teraz ?... Jutro wracamy, a ze mną mieszka teraz przez jakiś czas Michał. Ty masz Roksanę i Lu... Nie będzie jak i gdzie. - zrobił minę zbitego psa.
- No przecież to nie moja wina, no nie ? - pocałowałam go. - A zresztą za dwa dni wyjeżdżamy co nie ? A wtedy powinnam już nie mieć okresu.
- Wyjeżdżamy 3 czerwca, na 10 dni... Kocham cię. - pocałował mnie.
- To co robimy ? - spytałam.
- Idziemy do chłopaków ? Pośmiejemy się. - złapał mnie za rękę i poszliśmy do nich.
Weszliśmy do pokoju Ignaczaka i Kosoka... A tyle osób co tam było, przerodziło wszystkie moje wyobrażenia: Igła, Kosa, Pit, Paul Lotman, Olieg Achrem, Jochen Schops, Lucas Tichacek, Łukasz Perłowski, Nikola Kovacevic, Maciek Dobrowolski, Wojtek Grzyb, Rafał Buszek, Kuba Woś i Szymon Pałka... szybciej powiedzieć siedzieli tam wszyscy zawodnicy Resovii.
- Jak wy się tu pomieściliście ? - spytałam zdezorientowana.
- A wy już ? Co tak szybko ? - zignorowali mnie.
- Zła atmosfera - puścił mi oczko Zbyszek.
- Niech będzie, udawajmy że wam wierzymy. Siadajcie - zachęcił Krzysiek.

(Wtorek, 29 maja) 
- Jest kacyk ? - spytał mnie mój mężczyzna gdy siedzieliśmy w autobusie jadąc do Rzeszowa.
- Nie ma - uśmiechnęłam się i obejrzałam po każdym chłopaku, co drugi trzymał się za głowę i coś syczał pod nosem... reszta spała. - A ty ?
- Nigdy zbytnio nie upijam się przy mojej kobiecie.
- Ciekawe. - mruknęłam pod nosem. - To dobranoc panie Bartmanie. - dałam mu buziaka w polika i wygodnie ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej.

Otworzyłam lekko oczy i po chwili znów je przymknęłam, słońce raziło nie miłosiernie... A przecież szyby były przyciemniane.
Poczułam ciepło jego ust na moim poliku.
- Skarbie, jesteśmy na miejscu.
Otworzyłam szeroko oczy i przetarłam je wierzchem dłoń.
Wstałam leniwie i złapałam go za rękę. Na dworze było około 30 stopni.
On wziął nasze walizki, a ja przy okazji założyłam jego okulary przeciwsłoneczne na nos.
- I że ja niby mam teraz na nogach iść do swojego mieszkania ?
- Możesz iść do mnie, jest bliżej, o wiele. Potem cię odwiozę.
Kiwnęłam głową i poszliśmy ślimaczym tempem do jego lokum... w którym czaił się Kubiak.
- Siemka stary - powiedział i dopiero gdy zobaczył mnie, trochę go zamurowało. - to wy jesteście ze sobą ?
- Nie ku*wa, przez ciebie się rozstaliśmy - powiedział z sarkazmem Zbyszek.
- Czyli wypada przeprosić i zakopać topór wojenny ? - spytał z głupkowatym uśmiechem, patrząc na mnie.
- Nie wiem czy to będzie takie łatwe.
- Chodź Martusiu - złapał mnie za rękę, ale ja nie ruszałam się z miejsca.
- Zbyszek odwieź mnie do domu, proszę. - powiedziałam nalegając.
Bez słowa otworzył drzwi i wyszliśmy... Po drodze do samochodu nie odzywaliśmy się.
- Przepraszam, ale nie lubię jego towarzystwa.
- Całkowicie cie rozumiem. Wiem że to co zrobił było chamskie, ale to mój przyjaciel... najlepszy, jeśli nie będziesz chciała to nie musisz tego robić...
- Mam mu wybaczyć i zacząć wszystko od nowa ? - popatrzyłam na niego, na pierwszy rzut oka widać było że mu na tym zależy. - zrobię to żeby ciebie uszczęśliwić.
- Dziękuję - pocałował mnie na pożegnanie. - przyjadę jutro po ciebie ! - krzyknął przez okno gdy ja otwierałam drzwi od klatki... - i przywiozę ci walizkę.
O cholera zapomniałam wziąć od niego walizki....
---------------------------------------
Brakuję mi was...
Waszych komentarzy...

czwartek, 30 maja 2013

~ Chapter nineteen.

Wstałam dziś niespodziewanie wyspana... Szybko się ubrałam, umalowałam i ogólnie zrobiłam poranną toaletę.
Wyszłam z pokoju w kierunku stołówki, a po drodze spotkałam Pita.
- Jezu kobieto zabiję cię ! - powiedział przez zęby.
- Co ja zrobiłam ? - spytałam przestraszona.
- Powiedziałaś Zbyszkowi że zombie do ciebie przychodzą, wygoniłaś go z pokoju, a ja przez całą noc nie mogłem spać przez jego jęczenie ! - wycedził.
- Przepraszam - powiedziałam delikatnie. - ale to było na żarty, bo chyba nie powiesz że ty też wierzysz w zombie ? - spytałam znudzona.
- To ty nic nie wiesz ? - spytał przerażony.
- O czym ? - spytałam zrezygnowana gdy wchodziliśmy na stołówkę... w której byli wszyscy oprócz Zbyszka i Grześka.
- Ostatnio jak byliśmy tutaj to odwiedził nas Michał Ruciak i Paweł Zagumny... i oni opowiedzieli nam historię związaną z tym lasem... że każdej noc o północy w tym lesie - wskazał przestraszony przez okno na las - duchy idą na herbatę do zombie i potem zombie gwałcą kobiety które przejdą przez las... a duchy robią takie Paranormal Acyivity mężczyznom, że do końca życia umiera ze strachu - powiedział i zakrył oczy a ja zrobiłam face palma.
- Kiedy wy przestaniecie wierzyć w bajki ?! - przerwałam i popatrzyłam na każdego przy stoliku, każdy miał przestraszona minę - a jakbym powiedziała że w nocy Voldemort był w moim pokoju i wypił gumisiowy sok, i teraz nawet Harry Potter go nie pokona to też byście uwierzyli ?
- Nie bo Harry już go pokonał... w Harry Potter i Insygnia Śmierci 2... to by było mało racjonalne żeby był w stanie na nowo się odrodzić - za moich pleców wyłonił się Zbyszek ze swoją hipotezą.
- Ja pie*dole ! Mam wrażenie że was z przedszkola do zerówki nie przepuścili ! - uderzyłam głową o stół, a Zbyszek mnie przytulił.
- No już się uspokój, wiesz że Zbysio bardzo cię kocha ? - zrobił mnię a'la debil.
- Niech Zbysio odwiedzi psychiatryk, i przy okazji zabierze kolegów. - wstałam i poszłam do pokoju, nadal głodna ale nie byłam w stanie przy nich czegoś zjeść.
Spojrzałam na zegarek. 11.58
Mam jeszcze godzinę.
Poszłabym się przejść, ale już się chyba zbytnio nie wyrobię, pójdę jak wrócimy.
Wzięłam telefon i weszłam na internet....
Tak minęły mi całe 60 min...
- Marta jedziemy ! - do pokoju wpadł Zbyszek. - ej czemu nie przebrałaś bluzki ? - kopnął nogą w drzwi, a ona się zamknęły.
Podszedł do mnie, i pocałował mnie w ucho.
- Czy mi się wydaję czy ty robisz wszystko żebym tylko cię rozebrał ?
- Nie koniecznie wszystko, ale wmawiaj sobie... A jeżeli tak bardzo ci na tym zależy to możesz mi przebrać bluzkę...
Jak powiedziałam tak zrobił.
- A po meczu, zrobimy sobie bardzooo romantyczny wieczór. - powiedział do mnie na korytarzu.
- No chyba erotyczny - poprawił go Piotrek który wyszedł akurat ze swojego pokoju.
Wszyscy się zaśmiali a Zbyszek udawał poważnego.
- Nie słuchaj ich skarbie, romantyczny, nie erotyczny.
- A szkoda bo wolałam ich wersję - powiedziałam przygryzając wargę, a na to wszyscy na korytarzu, już łącznie ze Zbyszkiem zaczęli pogwizdywać.
- Skoro nalegasz. - powiedział i złapał mnie za rękę.

Niestety dzisiejszy mecz zakończył się porażką naszych Resoviaków, co oznaczało że jeszcze muszą zagrać jeden mecz o mistrza Polski.
- Ej no weźcie się nie smućcie ! Wygracie tego mistrza... przecież nic nie straciliście no nie ? - próbowałam ich rozweselić... może mnie się nie udało ale wystarczyło że do autobusu wszedł Igła i trochę się powygłupiał a wszystkim odeszły smutki na bok.
- To jak skarbie idziemy do pokoju ? - spytał gdy już dojechaliśmy.
- Z wielką chęcią. Ale pierw zaplanowałam sobie spacer po Kędzierzynie. Jak wrócę. - odwróciłam się i odbiegłam, żeby on przypadkiem nie poszedł za mną, chciałam pobyć sama.
Długo chodziłam... Ale pech chciał że nie pamiętałam drogi powrotnej...
Wzięłam telefon i wykręciłam do Zbyszka. No a on nie odbierał.
Więc wykręciłam do Grześka... A te jakby tylko czekał aż zadzwonię, bo po jedynym sygnale odebrał.
- Słucham ?
- Grzesiu, nie przeszkadzam ? - spytałam.
- Jeżeli w nudzie można przeszkodzić... Co byś chciała ?
- No bo ja poszłam na spacer i teraz jakby nie wiem jak wrócić.
- Gdzie jesteś to przyjdę po ciebie.
- No nie wiem, koło... - okręciłam się w około  - koło Biedronki !
- Nie ma sprawy usiądź i czekaj zaraz przyjdę...
Usiadłam na ławkę i czekałam...ale niestety te zaraz trwało trochę dłużej...
- Przepraszam że tak długo, ale to trochę daleko.
- To ja przepraszam, powinieneś odpoczywać po meczu a nie latać za mną. - uśmiechnął się do mnie.
- Mówiłem już, że nie ma sprawy.
- W każdym razie ja jeszcze raz przepraszam i dziękuję.
Szliśmy tak koło siebie... myślał nad czymś.
- Pewnie zastanawiasz się dlaczego zadzwoniłam po ciebie a nie po Zbyszka ? - spytałam.
- Nie, to chyba wiem, Zbyszek prawie zawsze ma wyciszony dzwonek, pewnie dzwoniłaś a on nie odbierał.
- To co cię męczy ?
- Zastanawiam się czy ci powiedzieć, coś.
- Mów, jak zacząłeś to musisz powiedzieć. - kiwnęłam głową zachęcająco.
- Pamiętasz pewnie jak na pierwszy mecz dostałaś bilety od swojej siostry ?
- A co ona ma z tym wspólnego ?
- Mówiła że dostała je od brata jakiegoś siatkarza... To był mój przyrodni brat... Tylko że nie wydaje mi się że on jest odpowiedni dla twojej siostry, dużo razy był karany... jest jakby przestępcą... nie mówiłem nikomu bo nie przyznaję się do niego... Wyobrażasz sobie co by to było ? Gdyby wszyscy mówili że pewnie jestem taki sam....
- Nie musisz mi tłumaczyć.. Na prawdę - uśmiechnęłam się delikatnie. - rozumiem że chcesz żeby oni nie byli razem, i chwała ci za to... ale nie wtrącajmy się w ich sprawy... Tak będzie lepiej..
- Tak myślisz ?
- Ja to wiem.
__________________________
Jest 19 !
Dziękuję wam że jeszcze chce wam się czytać ^^