- Już myślałem że nie przyjdziesz. - uśmiechnął się Zbyszek.
- Bał się że z waszego ,,romantycznego'' wieczoru nici - zaznaczył Piotrek, a reszta chłopaków siedzących w MOIM pokoju, wybuchła śmiechem.
- Wiecie co ? Wolałabym robić to bez publiczności. - posłałam im fałszywy uśmiech.
- Jasne, zrozumieliśmy... Już wychodzimy. - poderwali się z MOJEGO łóżka i wyszli.
Weszłam do łazienki, załatwiłam sprawy higieniczne i wyszłam a on siedział na łóżku i patrzył na drzwi czekając aż wejdę.
- Wiesz kochanie straciłam ochotę... - powiedziałam, nie mówiąc mu prawdy...
- Żartujesz sobie ? - powiedział podchodząc do mnie i łapiąc mnie w pasie zaczynając całować mnie po szyi.
- Zbyszek nie mogę - powiedziałam lekko go odpychając.
- Przestań teraz mnie nie nie zniechęcisz. - zaczął całować mnie po dekolcie.
- Zbyszek na prawdę.... Jestem niedysponowana.... Przestań. - odsunęłam go.
- Dlaczego akurat teraz ?... Jutro wracamy, a ze mną mieszka teraz przez jakiś czas Michał. Ty masz Roksanę i Lu... Nie będzie jak i gdzie. - zrobił minę zbitego psa.
- No przecież to nie moja wina, no nie ? - pocałowałam go. - A zresztą za dwa dni wyjeżdżamy co nie ? A wtedy powinnam już nie mieć okresu.
- Wyjeżdżamy 3 czerwca, na 10 dni... Kocham cię. - pocałował mnie.
- To co robimy ? - spytałam.
- Idziemy do chłopaków ? Pośmiejemy się. - złapał mnie za rękę i poszliśmy do nich.
Weszliśmy do pokoju Ignaczaka i Kosoka... A tyle osób co tam było, przerodziło wszystkie moje wyobrażenia: Igła, Kosa, Pit, Paul Lotman, Olieg Achrem, Jochen Schops, Lucas Tichacek, Łukasz Perłowski, Nikola Kovacevic, Maciek Dobrowolski, Wojtek Grzyb, Rafał Buszek, Kuba Woś i Szymon Pałka... szybciej powiedzieć siedzieli tam wszyscy zawodnicy Resovii.
- Jak wy się tu pomieściliście ? - spytałam zdezorientowana.
- A wy już ? Co tak szybko ? - zignorowali mnie.
- Zła atmosfera - puścił mi oczko Zbyszek.
- Niech będzie, udawajmy że wam wierzymy. Siadajcie - zachęcił Krzysiek.
(Wtorek, 29 maja)
- Jest kacyk ? - spytał mnie mój mężczyzna gdy siedzieliśmy w autobusie jadąc do Rzeszowa.
- Nie ma - uśmiechnęłam się i obejrzałam po każdym chłopaku, co drugi trzymał się za głowę i coś syczał pod nosem... reszta spała. - A ty ?
- Nigdy zbytnio nie upijam się przy mojej kobiecie.
- Ciekawe. - mruknęłam pod nosem. - To dobranoc panie Bartmanie. - dałam mu buziaka w polika i wygodnie ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej.
Otworzyłam lekko oczy i po chwili znów je przymknęłam, słońce raziło nie miłosiernie... A przecież szyby były przyciemniane.
Poczułam ciepło jego ust na moim poliku.
- Skarbie, jesteśmy na miejscu.
Otworzyłam szeroko oczy i przetarłam je wierzchem dłoń.
Wstałam leniwie i złapałam go za rękę. Na dworze było około 30 stopni.
On wziął nasze walizki, a ja przy okazji założyłam jego okulary przeciwsłoneczne na nos.
- I że ja niby mam teraz na nogach iść do swojego mieszkania ?
- Możesz iść do mnie, jest bliżej, o wiele. Potem cię odwiozę.
Kiwnęłam głową i poszliśmy ślimaczym tempem do jego lokum... w którym czaił się Kubiak.
- Siemka stary - powiedział i dopiero gdy zobaczył mnie, trochę go zamurowało. - to wy jesteście ze sobą ?
- Nie ku*wa, przez ciebie się rozstaliśmy - powiedział z sarkazmem Zbyszek.
- Czyli wypada przeprosić i zakopać topór wojenny ? - spytał z głupkowatym uśmiechem, patrząc na mnie.
- Nie wiem czy to będzie takie łatwe.
- Chodź Martusiu - złapał mnie za rękę, ale ja nie ruszałam się z miejsca.
- Zbyszek odwieź mnie do domu, proszę. - powiedziałam nalegając.
Bez słowa otworzył drzwi i wyszliśmy... Po drodze do samochodu nie odzywaliśmy się.
- Przepraszam, ale nie lubię jego towarzystwa.
- Całkowicie cie rozumiem. Wiem że to co zrobił było chamskie, ale to mój przyjaciel... najlepszy, jeśli nie będziesz chciała to nie musisz tego robić...
- Mam mu wybaczyć i zacząć wszystko od nowa ? - popatrzyłam na niego, na pierwszy rzut oka widać było że mu na tym zależy. - zrobię to żeby ciebie uszczęśliwić.
- Dziękuję - pocałował mnie na pożegnanie. - przyjadę jutro po ciebie ! - krzyknął przez okno gdy ja otwierałam drzwi od klatki... - i przywiozę ci walizkę.
O cholera zapomniałam wziąć od niego walizki....
---------------------------------------
Brakuję mi was...
Waszych komentarzy...
piątek, 31 maja 2013
czwartek, 30 maja 2013
~ Chapter nineteen.
Wstałam dziś niespodziewanie wyspana... Szybko się ubrałam, umalowałam i ogólnie zrobiłam poranną toaletę.
Wyszłam z pokoju w kierunku stołówki, a po drodze spotkałam Pita.
- Jezu kobieto zabiję cię ! - powiedział przez zęby.
- Co ja zrobiłam ? - spytałam przestraszona.
- Powiedziałaś Zbyszkowi że zombie do ciebie przychodzą, wygoniłaś go z pokoju, a ja przez całą noc nie mogłem spać przez jego jęczenie ! - wycedził.
- Przepraszam - powiedziałam delikatnie. - ale to było na żarty, bo chyba nie powiesz że ty też wierzysz w zombie ? - spytałam znudzona.
- To ty nic nie wiesz ? - spytał przerażony.
- O czym ? - spytałam zrezygnowana gdy wchodziliśmy na stołówkę... w której byli wszyscy oprócz Zbyszka i Grześka.
- Ostatnio jak byliśmy tutaj to odwiedził nas Michał Ruciak i Paweł Zagumny... i oni opowiedzieli nam historię związaną z tym lasem... że każdej noc o północy w tym lesie - wskazał przestraszony przez okno na las - duchy idą na herbatę do zombie i potem zombie gwałcą kobiety które przejdą przez las... a duchy robią takie Paranormal Acyivity mężczyznom, że do końca życia umiera ze strachu - powiedział i zakrył oczy a ja zrobiłam face palma.
- Kiedy wy przestaniecie wierzyć w bajki ?! - przerwałam i popatrzyłam na każdego przy stoliku, każdy miał przestraszona minę - a jakbym powiedziała że w nocy Voldemort był w moim pokoju i wypił gumisiowy sok, i teraz nawet Harry Potter go nie pokona to też byście uwierzyli ?
- Nie bo Harry już go pokonał... w Harry Potter i Insygnia Śmierci 2... to by było mało racjonalne żeby był w stanie na nowo się odrodzić - za moich pleców wyłonił się Zbyszek ze swoją hipotezą.
- Ja pie*dole ! Mam wrażenie że was z przedszkola do zerówki nie przepuścili ! - uderzyłam głową o stół, a Zbyszek mnie przytulił.
- No już się uspokój, wiesz że Zbysio bardzo cię kocha ? - zrobił mnię a'la debil.
- Niech Zbysio odwiedzi psychiatryk, i przy okazji zabierze kolegów. - wstałam i poszłam do pokoju, nadal głodna ale nie byłam w stanie przy nich czegoś zjeść.
Spojrzałam na zegarek. 11.58
Mam jeszcze godzinę.
Poszłabym się przejść, ale już się chyba zbytnio nie wyrobię, pójdę jak wrócimy.
Wzięłam telefon i weszłam na internet....
Tak minęły mi całe 60 min...
- Marta jedziemy ! - do pokoju wpadł Zbyszek. - ej czemu nie przebrałaś bluzki ? - kopnął nogą w drzwi, a ona się zamknęły.
Podszedł do mnie, i pocałował mnie w ucho.
- Czy mi się wydaję czy ty robisz wszystko żebym tylko cię rozebrał ?
- Nie koniecznie wszystko, ale wmawiaj sobie... A jeżeli tak bardzo ci na tym zależy to możesz mi przebrać bluzkę...
Jak powiedziałam tak zrobił.
- A po meczu, zrobimy sobie bardzooo romantyczny wieczór. - powiedział do mnie na korytarzu.
- No chyba erotyczny - poprawił go Piotrek który wyszedł akurat ze swojego pokoju.
Wszyscy się zaśmiali a Zbyszek udawał poważnego.
- Nie słuchaj ich skarbie, romantyczny, nie erotyczny.
- A szkoda bo wolałam ich wersję - powiedziałam przygryzając wargę, a na to wszyscy na korytarzu, już łącznie ze Zbyszkiem zaczęli pogwizdywać.
- Skoro nalegasz. - powiedział i złapał mnie za rękę.
Niestety dzisiejszy mecz zakończył się porażką naszych Resoviaków, co oznaczało że jeszcze muszą zagrać jeden mecz o mistrza Polski.
- Ej no weźcie się nie smućcie ! Wygracie tego mistrza... przecież nic nie straciliście no nie ? - próbowałam ich rozweselić... może mnie się nie udało ale wystarczyło że do autobusu wszedł Igła i trochę się powygłupiał a wszystkim odeszły smutki na bok.
- To jak skarbie idziemy do pokoju ? - spytał gdy już dojechaliśmy.
- Z wielką chęcią. Ale pierw zaplanowałam sobie spacer po Kędzierzynie. Jak wrócę. - odwróciłam się i odbiegłam, żeby on przypadkiem nie poszedł za mną, chciałam pobyć sama.
Długo chodziłam... Ale pech chciał że nie pamiętałam drogi powrotnej...
Wzięłam telefon i wykręciłam do Zbyszka. No a on nie odbierał.
Więc wykręciłam do Grześka... A te jakby tylko czekał aż zadzwonię, bo po jedynym sygnale odebrał.
- Słucham ?
- Grzesiu, nie przeszkadzam ? - spytałam.
- Jeżeli w nudzie można przeszkodzić... Co byś chciała ?
- No bo ja poszłam na spacer i teraz jakby nie wiem jak wrócić.
- Gdzie jesteś to przyjdę po ciebie.
- No nie wiem, koło... - okręciłam się w około - koło Biedronki !
- Nie ma sprawy usiądź i czekaj zaraz przyjdę...
Usiadłam na ławkę i czekałam...ale niestety te zaraz trwało trochę dłużej...
- Przepraszam że tak długo, ale to trochę daleko.
- To ja przepraszam, powinieneś odpoczywać po meczu a nie latać za mną. - uśmiechnął się do mnie.
- Mówiłem już, że nie ma sprawy.
- W każdym razie ja jeszcze raz przepraszam i dziękuję.
Szliśmy tak koło siebie... myślał nad czymś.
- Pewnie zastanawiasz się dlaczego zadzwoniłam po ciebie a nie po Zbyszka ? - spytałam.
- Nie, to chyba wiem, Zbyszek prawie zawsze ma wyciszony dzwonek, pewnie dzwoniłaś a on nie odbierał.
- To co cię męczy ?
- Zastanawiam się czy ci powiedzieć, coś.
- Mów, jak zacząłeś to musisz powiedzieć. - kiwnęłam głową zachęcająco.
- Pamiętasz pewnie jak na pierwszy mecz dostałaś bilety od swojej siostry ?
- A co ona ma z tym wspólnego ?
- Mówiła że dostała je od brata jakiegoś siatkarza... To był mój przyrodni brat... Tylko że nie wydaje mi się że on jest odpowiedni dla twojej siostry, dużo razy był karany... jest jakby przestępcą... nie mówiłem nikomu bo nie przyznaję się do niego... Wyobrażasz sobie co by to było ? Gdyby wszyscy mówili że pewnie jestem taki sam....
- Nie musisz mi tłumaczyć.. Na prawdę - uśmiechnęłam się delikatnie. - rozumiem że chcesz żeby oni nie byli razem, i chwała ci za to... ale nie wtrącajmy się w ich sprawy... Tak będzie lepiej..
- Tak myślisz ?
- Ja to wiem.
__________________________
Jest 19 !
Dziękuję wam że jeszcze chce wam się czytać ^^
Wyszłam z pokoju w kierunku stołówki, a po drodze spotkałam Pita.
- Jezu kobieto zabiję cię ! - powiedział przez zęby.
- Co ja zrobiłam ? - spytałam przestraszona.
- Powiedziałaś Zbyszkowi że zombie do ciebie przychodzą, wygoniłaś go z pokoju, a ja przez całą noc nie mogłem spać przez jego jęczenie ! - wycedził.
- Przepraszam - powiedziałam delikatnie. - ale to było na żarty, bo chyba nie powiesz że ty też wierzysz w zombie ? - spytałam znudzona.
- To ty nic nie wiesz ? - spytał przerażony.
- O czym ? - spytałam zrezygnowana gdy wchodziliśmy na stołówkę... w której byli wszyscy oprócz Zbyszka i Grześka.
- Ostatnio jak byliśmy tutaj to odwiedził nas Michał Ruciak i Paweł Zagumny... i oni opowiedzieli nam historię związaną z tym lasem... że każdej noc o północy w tym lesie - wskazał przestraszony przez okno na las - duchy idą na herbatę do zombie i potem zombie gwałcą kobiety które przejdą przez las... a duchy robią takie Paranormal Acyivity mężczyznom, że do końca życia umiera ze strachu - powiedział i zakrył oczy a ja zrobiłam face palma.
- Kiedy wy przestaniecie wierzyć w bajki ?! - przerwałam i popatrzyłam na każdego przy stoliku, każdy miał przestraszona minę - a jakbym powiedziała że w nocy Voldemort był w moim pokoju i wypił gumisiowy sok, i teraz nawet Harry Potter go nie pokona to też byście uwierzyli ?
- Nie bo Harry już go pokonał... w Harry Potter i Insygnia Śmierci 2... to by było mało racjonalne żeby był w stanie na nowo się odrodzić - za moich pleców wyłonił się Zbyszek ze swoją hipotezą.
- Ja pie*dole ! Mam wrażenie że was z przedszkola do zerówki nie przepuścili ! - uderzyłam głową o stół, a Zbyszek mnie przytulił.
- No już się uspokój, wiesz że Zbysio bardzo cię kocha ? - zrobił mnię a'la debil.
- Niech Zbysio odwiedzi psychiatryk, i przy okazji zabierze kolegów. - wstałam i poszłam do pokoju, nadal głodna ale nie byłam w stanie przy nich czegoś zjeść.
Spojrzałam na zegarek. 11.58
Mam jeszcze godzinę.
Poszłabym się przejść, ale już się chyba zbytnio nie wyrobię, pójdę jak wrócimy.
Wzięłam telefon i weszłam na internet....
Tak minęły mi całe 60 min...
- Marta jedziemy ! - do pokoju wpadł Zbyszek. - ej czemu nie przebrałaś bluzki ? - kopnął nogą w drzwi, a ona się zamknęły.
Podszedł do mnie, i pocałował mnie w ucho.
- Czy mi się wydaję czy ty robisz wszystko żebym tylko cię rozebrał ?
- Nie koniecznie wszystko, ale wmawiaj sobie... A jeżeli tak bardzo ci na tym zależy to możesz mi przebrać bluzkę...
Jak powiedziałam tak zrobił.
- A po meczu, zrobimy sobie bardzooo romantyczny wieczór. - powiedział do mnie na korytarzu.
- No chyba erotyczny - poprawił go Piotrek który wyszedł akurat ze swojego pokoju.
Wszyscy się zaśmiali a Zbyszek udawał poważnego.
- Nie słuchaj ich skarbie, romantyczny, nie erotyczny.
- A szkoda bo wolałam ich wersję - powiedziałam przygryzając wargę, a na to wszyscy na korytarzu, już łącznie ze Zbyszkiem zaczęli pogwizdywać.
- Skoro nalegasz. - powiedział i złapał mnie za rękę.
Niestety dzisiejszy mecz zakończył się porażką naszych Resoviaków, co oznaczało że jeszcze muszą zagrać jeden mecz o mistrza Polski.
- Ej no weźcie się nie smućcie ! Wygracie tego mistrza... przecież nic nie straciliście no nie ? - próbowałam ich rozweselić... może mnie się nie udało ale wystarczyło że do autobusu wszedł Igła i trochę się powygłupiał a wszystkim odeszły smutki na bok.
- To jak skarbie idziemy do pokoju ? - spytał gdy już dojechaliśmy.
- Z wielką chęcią. Ale pierw zaplanowałam sobie spacer po Kędzierzynie. Jak wrócę. - odwróciłam się i odbiegłam, żeby on przypadkiem nie poszedł za mną, chciałam pobyć sama.
Długo chodziłam... Ale pech chciał że nie pamiętałam drogi powrotnej...
Wzięłam telefon i wykręciłam do Zbyszka. No a on nie odbierał.
Więc wykręciłam do Grześka... A te jakby tylko czekał aż zadzwonię, bo po jedynym sygnale odebrał.
- Słucham ?
- Grzesiu, nie przeszkadzam ? - spytałam.
- Jeżeli w nudzie można przeszkodzić... Co byś chciała ?
- No bo ja poszłam na spacer i teraz jakby nie wiem jak wrócić.
- Gdzie jesteś to przyjdę po ciebie.
- No nie wiem, koło... - okręciłam się w około - koło Biedronki !
- Nie ma sprawy usiądź i czekaj zaraz przyjdę...
Usiadłam na ławkę i czekałam...ale niestety te zaraz trwało trochę dłużej...
- Przepraszam że tak długo, ale to trochę daleko.
- To ja przepraszam, powinieneś odpoczywać po meczu a nie latać za mną. - uśmiechnął się do mnie.
- Mówiłem już, że nie ma sprawy.
- W każdym razie ja jeszcze raz przepraszam i dziękuję.
Szliśmy tak koło siebie... myślał nad czymś.
- Pewnie zastanawiasz się dlaczego zadzwoniłam po ciebie a nie po Zbyszka ? - spytałam.
- Nie, to chyba wiem, Zbyszek prawie zawsze ma wyciszony dzwonek, pewnie dzwoniłaś a on nie odbierał.
- To co cię męczy ?
- Zastanawiam się czy ci powiedzieć, coś.
- Mów, jak zacząłeś to musisz powiedzieć. - kiwnęłam głową zachęcająco.
- Pamiętasz pewnie jak na pierwszy mecz dostałaś bilety od swojej siostry ?
- A co ona ma z tym wspólnego ?
- Mówiła że dostała je od brata jakiegoś siatkarza... To był mój przyrodni brat... Tylko że nie wydaje mi się że on jest odpowiedni dla twojej siostry, dużo razy był karany... jest jakby przestępcą... nie mówiłem nikomu bo nie przyznaję się do niego... Wyobrażasz sobie co by to było ? Gdyby wszyscy mówili że pewnie jestem taki sam....
- Nie musisz mi tłumaczyć.. Na prawdę - uśmiechnęłam się delikatnie. - rozumiem że chcesz żeby oni nie byli razem, i chwała ci za to... ale nie wtrącajmy się w ich sprawy... Tak będzie lepiej..
- Tak myślisz ?
- Ja to wiem.
__________________________
Jest 19 !
Dziękuję wam że jeszcze chce wam się czytać ^^
środa, 29 maja 2013
~ Chapter eighteen
- Gratuluję ! - podbiegłam do niego i pogratulowałam wygranej.
- Dziękuję, kochanie - złączył nasze usta w pocałunku.
Po chwili pojawili się koło nas inni Resoviacy... tacy jak : zawodnicy i fani....
- Zbyszek możemy z tobą zdjęcie ? - spytały jakieś dwie dziewczyny.
On spojrzał na mnie jakby prosząc o zgodę...
- Nie musisz się mnie pytać o zgodę, to twoje fanki, a mi nic do tego... Poczekam na korytarzu. - uśmiechnął się a ja wyszłam i usiadłam na ławkę.
Po niedługiej chwili z szatni wyszedł Grzesiek i usiadł obok mnie.
- Jak zadowolona ? - spytał mnie.
- Z czego ? - nie do końca załapałam.
- No ogólnie, z wyjazdu, z meczów ?
- Jest świetnie. Ale tak się zastanawiam, bo wy przecież za niedługo jakąś Ligę macie no nie ?
- No 16 czerwca*... A co ?
- No bo Zbyszek chcę mnie wziąć na wakacje, ale chyba nie powinien no nie ? No bo przecież musi trenować.
- Nie przejmuj się, w ciągu roku zawsze mamy przerwę po sezonie klubowym... Najczęściej właśnie na 2 tygodnie...
Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Czym ja zasłużyłam na takiego chłopaka i takich przyjaciół ?
- O czym myślisz ? - spytał po długiej ciszy.
- O tym że ja jako kobieta ubieram się szybciej niż wy po meczu. - skłamałam.
- Ej nie gadaj ja się szybko przebrałem... Mam w sobie coś ze supermana. Mówię ci zawsze jestem pierwszy... Supr G!
- Jeżeli Superman był niedorozwinięty, to każdy z was ma coś z niego. - wstałam i wyszłam na dwór, może i byli świetnymi przyjaciółmi, ale jak można być tak głupim ? Wydaje mi się że Lu jest bardziej dojrzała. A właśnie, ciekawe co u nich.
Wyjęłam telefon i wykręciłam do Roksany... Po dwóch sygnałach jednak się rozmyśliłam, przecież byłam na nią obrażona... Czy ja muszę mieć takie trudne życie ?!
Gdy stałam tak w miejscu jak debilka, uświadomiłam sobie że pewnie wyglądam jak jakaś idiotka... Gdy chciałam się odwrócić wpadłam na (podejrzę Zbyszka, poczułam po perfumach.).
- Czy ty musisz wszystko zepsuć ? - spytał smutno, - chciałem cię przytulić tak od tyłu, ale ty musiałaś się odwrócić... - zamknęłam jego usta pocałunkiem, na początku wydawał się zaskoczony, ale to trwało zaledwie pół sekundy, a potem oddał pocałunek, gdy się od siebie oderwaliśmy przyłażył swoje czoło do mojego a ja szepnęłam.
- Zamknij się, dobra ? - odpowiedzią zapewne był pocałunek...
- Skończycie chociażby na chwilę ? - zapytał zirytowany Pit.
- Nie - powiedziałam kręcąc głową i złączając ponownie nasze usta w pocałunku... Na co Igła zaśmiał się pod nosem i przybił mi piątkę.
Wsiedliśmy do autobusu, a wcześniej Zbyszek zapoznał mnie z Michałem Ruciakiem i Pawłem Zagumnym... mówiąc przy tym ,,Jeszcze się z nimi pomęczysz''
I tak przez całą drogę myślałam co to miało znaczyć... Ale w końcu poddałam się..
- I co teraz prosto do łóżka ? - spytałam, z myślą że coś będziemy robić, bo w ogóle nie byłam śpiąca.
- Jestem trochę zmęczony, ale możemy się zabawić.. - powiedział ruszając jednoznacznie brwiami.
- Nie wiesz co, ja jednak pójdę się przejść. - powiedziałam całując go w nos... wstając z miejsca, i wychodząc z autobusu...
Gdy zmierzałam gdzieś w stronę lasku nieopodal hotelu, wziął mnie na ręce.
- Nie pozwolę ci chodzić samej po lesie w tak zimną noc... i straszną... A wiedz że za 27 minut wybija północ i duchy wychodzą na herbatkę do zombi... Wiesz że zombi poluje na zajebiście atrakcyjne kobiety, a potem ja gwałci... Nie pozwoliłbym na to coś ci się stało... - popatrzyłam na niego z politowaniem.
- Za dużo Scooby Doo. - uśmiechnęłam się wymuszając.
Zeskoczyłam mu z rąk i pognałam do hotelu. Wbiegłam do mojego pokoju i zamknęłam drzwi... A niech dziś ma nauczkę że mnie nastraszył... Tak bardzo mnie nastraszył... Brr boję się ! Haha
Po chwili usłyszałam nacisk na klamkę i jego głos...
- Martuś otwórz będę grzeczny ! - krzyczał różne rzeczy w tym kontekście.
- Nie, idź do swojego pokoju, do mnie przychodzą znajomi zombie... Będą mnie gwałcić...
- Kochanie nie żartuj tak ! - powiedział ze strachem w głosie...
- Zbyszek debilu, na prawdę wierzysz w zombie ?
- A ty może nie ?
- Jezu z kim ja żyję... - powiedziałam ciszej żebym tylko ja mogła to słyszeć... - idź do Super G, niech cię obroni przed atakiem zombie... Dobranoc zombiaczku.
Zgasiłam światło i przebrałam się w piżamę... Położyłam się i usłyszałam jak Zbyszek zrezygnowany odchodzi...
Po pół godzinnych rozmyśleniach ,,Czy to na pewno ten jedyny'' zasnęłam z odpowiedzią ,,Innej opcji nie ma''
--------------------------------------------
Tak więc jest 18 ! Mam nadzieję że nie zawiodłam was ^^
Tak jeszcze 2 dni do Ligi Światowej... a 9 dni do meczu naszych kochanych Polaków...
Skończyłam wczoraj jednego bloga... i tak sobie pomyślałam że założę jeszcze jednego...
więc proszę podaję linka..."
We both know it's a cruel World. But, I will take my chances.
Dla zainteresowanych jest to opowieść o Madzi która jest biathlonistką... Będzie w tym opowiadaniu wspomniane o siatkówce i siatkarzach, o piłce nożnej i piłkarzach, o koszykówce i koszykarzach... i o zwykłym życiu.
ps. Jak nazywają się rodzice Zbyszka Bartmana ?
* - zmieniłam datę rozpoczęcia Ligi Światowej... ponieważ nie miałabym kiedy zrobić im tych wakacji. :)
- Dziękuję, kochanie - złączył nasze usta w pocałunku.
Po chwili pojawili się koło nas inni Resoviacy... tacy jak : zawodnicy i fani....
- Zbyszek możemy z tobą zdjęcie ? - spytały jakieś dwie dziewczyny.
On spojrzał na mnie jakby prosząc o zgodę...
- Nie musisz się mnie pytać o zgodę, to twoje fanki, a mi nic do tego... Poczekam na korytarzu. - uśmiechnął się a ja wyszłam i usiadłam na ławkę.
Po niedługiej chwili z szatni wyszedł Grzesiek i usiadł obok mnie.
- Jak zadowolona ? - spytał mnie.
- Z czego ? - nie do końca załapałam.
- No ogólnie, z wyjazdu, z meczów ?
- Jest świetnie. Ale tak się zastanawiam, bo wy przecież za niedługo jakąś Ligę macie no nie ?
- No 16 czerwca*... A co ?
- No bo Zbyszek chcę mnie wziąć na wakacje, ale chyba nie powinien no nie ? No bo przecież musi trenować.
- Nie przejmuj się, w ciągu roku zawsze mamy przerwę po sezonie klubowym... Najczęściej właśnie na 2 tygodnie...
Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Czym ja zasłużyłam na takiego chłopaka i takich przyjaciół ?
- O czym myślisz ? - spytał po długiej ciszy.
- O tym że ja jako kobieta ubieram się szybciej niż wy po meczu. - skłamałam.
- Ej nie gadaj ja się szybko przebrałem... Mam w sobie coś ze supermana. Mówię ci zawsze jestem pierwszy... Supr G!
- Jeżeli Superman był niedorozwinięty, to każdy z was ma coś z niego. - wstałam i wyszłam na dwór, może i byli świetnymi przyjaciółmi, ale jak można być tak głupim ? Wydaje mi się że Lu jest bardziej dojrzała. A właśnie, ciekawe co u nich.
Wyjęłam telefon i wykręciłam do Roksany... Po dwóch sygnałach jednak się rozmyśliłam, przecież byłam na nią obrażona... Czy ja muszę mieć takie trudne życie ?!
Gdy stałam tak w miejscu jak debilka, uświadomiłam sobie że pewnie wyglądam jak jakaś idiotka... Gdy chciałam się odwrócić wpadłam na (podejrzę Zbyszka, poczułam po perfumach.).
- Czy ty musisz wszystko zepsuć ? - spytał smutno, - chciałem cię przytulić tak od tyłu, ale ty musiałaś się odwrócić... - zamknęłam jego usta pocałunkiem, na początku wydawał się zaskoczony, ale to trwało zaledwie pół sekundy, a potem oddał pocałunek, gdy się od siebie oderwaliśmy przyłażył swoje czoło do mojego a ja szepnęłam.
- Zamknij się, dobra ? - odpowiedzią zapewne był pocałunek...
- Skończycie chociażby na chwilę ? - zapytał zirytowany Pit.
- Nie - powiedziałam kręcąc głową i złączając ponownie nasze usta w pocałunku... Na co Igła zaśmiał się pod nosem i przybił mi piątkę.
Wsiedliśmy do autobusu, a wcześniej Zbyszek zapoznał mnie z Michałem Ruciakiem i Pawłem Zagumnym... mówiąc przy tym ,,Jeszcze się z nimi pomęczysz''
I tak przez całą drogę myślałam co to miało znaczyć... Ale w końcu poddałam się..
- I co teraz prosto do łóżka ? - spytałam, z myślą że coś będziemy robić, bo w ogóle nie byłam śpiąca.
- Jestem trochę zmęczony, ale możemy się zabawić.. - powiedział ruszając jednoznacznie brwiami.
- Nie wiesz co, ja jednak pójdę się przejść. - powiedziałam całując go w nos... wstając z miejsca, i wychodząc z autobusu...
Gdy zmierzałam gdzieś w stronę lasku nieopodal hotelu, wziął mnie na ręce.
- Nie pozwolę ci chodzić samej po lesie w tak zimną noc... i straszną... A wiedz że za 27 minut wybija północ i duchy wychodzą na herbatkę do zombi... Wiesz że zombi poluje na zajebiście atrakcyjne kobiety, a potem ja gwałci... Nie pozwoliłbym na to coś ci się stało... - popatrzyłam na niego z politowaniem.
- Za dużo Scooby Doo. - uśmiechnęłam się wymuszając.
Zeskoczyłam mu z rąk i pognałam do hotelu. Wbiegłam do mojego pokoju i zamknęłam drzwi... A niech dziś ma nauczkę że mnie nastraszył... Tak bardzo mnie nastraszył... Brr boję się ! Haha
Po chwili usłyszałam nacisk na klamkę i jego głos...
- Martuś otwórz będę grzeczny ! - krzyczał różne rzeczy w tym kontekście.
- Nie, idź do swojego pokoju, do mnie przychodzą znajomi zombie... Będą mnie gwałcić...
- Kochanie nie żartuj tak ! - powiedział ze strachem w głosie...
- Zbyszek debilu, na prawdę wierzysz w zombie ?
- A ty może nie ?
- Jezu z kim ja żyję... - powiedziałam ciszej żebym tylko ja mogła to słyszeć... - idź do Super G, niech cię obroni przed atakiem zombie... Dobranoc zombiaczku.
Zgasiłam światło i przebrałam się w piżamę... Położyłam się i usłyszałam jak Zbyszek zrezygnowany odchodzi...
Po pół godzinnych rozmyśleniach ,,Czy to na pewno ten jedyny'' zasnęłam z odpowiedzią ,,Innej opcji nie ma''
--------------------------------------------
Tak więc jest 18 ! Mam nadzieję że nie zawiodłam was ^^
Tak jeszcze 2 dni do Ligi Światowej... a 9 dni do meczu naszych kochanych Polaków...
Skończyłam wczoraj jednego bloga... i tak sobie pomyślałam że założę jeszcze jednego...
więc proszę podaję linka..."
We both know it's a cruel World. But, I will take my chances.
Dla zainteresowanych jest to opowieść o Madzi która jest biathlonistką... Będzie w tym opowiadaniu wspomniane o siatkówce i siatkarzach, o piłce nożnej i piłkarzach, o koszykówce i koszykarzach... i o zwykłym życiu.
ps. Jak nazywają się rodzice Zbyszka Bartmana ?
* - zmieniłam datę rozpoczęcia Ligi Światowej... ponieważ nie miałabym kiedy zrobić im tych wakacji. :)
wtorek, 28 maja 2013
~ Chapter seventeen.
(Niedziela, 27 maja)
- Dupku ! O której macie mecz ? - spytałam wychodząc z łazienki.
- Nie ładnie tak mówić. - zaśmiał się. - o 18.00 mamy całe 7 godzin dla siebie.
- I co będziemy robić ? - usiadłam na niego okrakiem.
- Hymm.. Nie wiem, coś wymyślimy no nie ? - pocałował mnie. - mam coś dla ciebie.
Lekko przerzucił mnie na łóżko a sam podszedł do swojej torby i wyjął reprezentacyjną koszulkę z numerem 9.
- Kolejna koszulka dla ciebie. - pocałował mnie. - A wiesz co pisze nad 9 ? - przerwał na chwilę. - twoje przyszłe nazwisko. - pocałował mnie, i zdjął mi bluzkę zakładając potem tą jego... Która tak zajebiście pachniała.
- Aww... Ale wiesz co - przybliżyłam się do jego ucha - najpierw musisz mi się oświadczyć. - szepnęłam mu do ucha.
- Na to przyjdzie jeszcze czas, panno Bartman. - pocałował mnie.
Zeszłam z łóżka i wyszłam z pokoju a on za mną.
- Gdzie idziemy ? - spytał łapiąc mnie za łokieć.
- Na ławkę przed hotel, przynajmniej ja tam idę.
- Berek ! - nie wiadomo skąd pojawił się Nowakowski, który klepnął Zbyszka w ramię.
- Przepraszam skarbie, ale honor wzywa.
Pokręciłam głową z politowaniem i odprowadzałam tych debili wzrokiem. Zeszłam na dwór i usiadłam na ławce obok Oliega.
- Czyżbyś też nie bawiła się w berka ? - zapytał z uśmiechem.
- Wyrosłam z tej zabawy w wieku 7 lat.
- To i tak nic z porównaniem do tego co robią gdy nudzi im się a nie ma meczu w ten sam dzień.
- Tylko ty tu jesteś normalny ? - zaśmialiśmy się.
- Można tak powiedzieć... Chociaż Pita, Igły, Kosy i Zibiego nikt nie pobije w głupocie.
- Tak sobie myślę co musi się dziać na zgrupowaniu w Spale. - wyobraziłam sobie to wszystko i mimowolnie zaśmiałam się.
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy delektując się świeżym powietrzem.
- Wiesz co ? Powiem ci coś. - powiedział Olieg. - może pomyślisz że to głupie bo ze Zbyszkiem tak dobrze to znam się tylko niecały rok... Ale jakoś go pamiętam z ostatnich lat.
- No już mów.
- Pierwszy raz widzę żeby Zbyszkowi tak bardzo na jakieś kobiecie zależało... A muszę przyznać że miał ich wiele.
- Miło to słyszeć. - poczęstowałam go uśmiechem.
I w tym momencie pojawili się zdyszani : Igła, Kosa, Pit i Paul.
- A wam co ? - spytałam.
- Teraz Zbyszek goni, ale dzisiaj ma jakiegoś speeda w dupie, nie wiem co ty z nim robiłaś. - wydyszał Igła.
Na co ja się zaśmiałam i zrobiłam dla nich miejsce na ławce. Wszyscy się zmieścili i nadleciał Zbyszek.
- Koniec na dziś ! - krzyknęli wszyscy na raz.
A ja z Oligem parsknęliśmy śmiechem.
- Ja się tak nie bawię, nie umiecie przegrywać.... I gdzie ja mam usiąść ? - spojrzał na mnie.
- Siadaj ja i tak idę już do hotelu. - wstałam i zwolniłam mu miejsce. - Dzięki Olieg za rozmowę. - uśmiechnęliśmy się do siebie, a Zbyszek nadal stał.
- Czekaj idę z tobą, nie puszczę cie samej ! - podbiegł do mnie i wziął mnie na ręce. - Mam dla ciebie niesodziewankę !
- Niespodziankę jak już. - przemyślałam to co powiedział. - Jaką ?!
- Dowiesz się w pokoju.
Szedł tak ze mną na rękach.
Gdy doszliśmy postawił mnie na ziemi i otworzył drzwi, następnie posadził mnie na łóżku.
- Proszę. - wręczył mi.... dwa bilety na 2 tygodniowe wakacje w Antigua !
- O mój Boże !!!! Kocham cię ! - rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam.
- Wiedziałem że ci się spodoba. Spędzisz ze mną 2 tygodnie czasu, a przy okazji odpoczniesz przed przyjazdem tej dziewczyny.
- Uwielbiam cię. - znów go pocałowałam. - A tak poza marginesem.... Nie jedliśmy dzisiaj śniadania, więc chętnie poszłabym na obiad.
- Sugerujesz że cię wygładzam ? - spytał dociekliwie, ale z uśmiechem na twarzy.
- Yhy, tak troszku. - pocałowałam go w nos. - Idziemy ?
Złapał mnie za rękę i pobiegliśmy na stołówkę.
---------------------------------------------------------
Życzę miłego, krótkiego czytania ^^
- Dupku ! O której macie mecz ? - spytałam wychodząc z łazienki.
- Nie ładnie tak mówić. - zaśmiał się. - o 18.00 mamy całe 7 godzin dla siebie.
- I co będziemy robić ? - usiadłam na niego okrakiem.
- Hymm.. Nie wiem, coś wymyślimy no nie ? - pocałował mnie. - mam coś dla ciebie.
Lekko przerzucił mnie na łóżko a sam podszedł do swojej torby i wyjął reprezentacyjną koszulkę z numerem 9.
- Kolejna koszulka dla ciebie. - pocałował mnie. - A wiesz co pisze nad 9 ? - przerwał na chwilę. - twoje przyszłe nazwisko. - pocałował mnie, i zdjął mi bluzkę zakładając potem tą jego... Która tak zajebiście pachniała.
- Aww... Ale wiesz co - przybliżyłam się do jego ucha - najpierw musisz mi się oświadczyć. - szepnęłam mu do ucha.
- Na to przyjdzie jeszcze czas, panno Bartman. - pocałował mnie.
Zeszłam z łóżka i wyszłam z pokoju a on za mną.
- Gdzie idziemy ? - spytał łapiąc mnie za łokieć.
- Na ławkę przed hotel, przynajmniej ja tam idę.
- Berek ! - nie wiadomo skąd pojawił się Nowakowski, który klepnął Zbyszka w ramię.
- Przepraszam skarbie, ale honor wzywa.
Pokręciłam głową z politowaniem i odprowadzałam tych debili wzrokiem. Zeszłam na dwór i usiadłam na ławce obok Oliega.
- Czyżbyś też nie bawiła się w berka ? - zapytał z uśmiechem.
- Wyrosłam z tej zabawy w wieku 7 lat.
- To i tak nic z porównaniem do tego co robią gdy nudzi im się a nie ma meczu w ten sam dzień.
- Tylko ty tu jesteś normalny ? - zaśmialiśmy się.
- Można tak powiedzieć... Chociaż Pita, Igły, Kosy i Zibiego nikt nie pobije w głupocie.
- Tak sobie myślę co musi się dziać na zgrupowaniu w Spale. - wyobraziłam sobie to wszystko i mimowolnie zaśmiałam się.
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy delektując się świeżym powietrzem.
- Wiesz co ? Powiem ci coś. - powiedział Olieg. - może pomyślisz że to głupie bo ze Zbyszkiem tak dobrze to znam się tylko niecały rok... Ale jakoś go pamiętam z ostatnich lat.
- No już mów.
- Pierwszy raz widzę żeby Zbyszkowi tak bardzo na jakieś kobiecie zależało... A muszę przyznać że miał ich wiele.
- Miło to słyszeć. - poczęstowałam go uśmiechem.
I w tym momencie pojawili się zdyszani : Igła, Kosa, Pit i Paul.
- A wam co ? - spytałam.
- Teraz Zbyszek goni, ale dzisiaj ma jakiegoś speeda w dupie, nie wiem co ty z nim robiłaś. - wydyszał Igła.
Na co ja się zaśmiałam i zrobiłam dla nich miejsce na ławce. Wszyscy się zmieścili i nadleciał Zbyszek.
- Koniec na dziś ! - krzyknęli wszyscy na raz.
A ja z Oligem parsknęliśmy śmiechem.
- Ja się tak nie bawię, nie umiecie przegrywać.... I gdzie ja mam usiąść ? - spojrzał na mnie.
- Siadaj ja i tak idę już do hotelu. - wstałam i zwolniłam mu miejsce. - Dzięki Olieg za rozmowę. - uśmiechnęliśmy się do siebie, a Zbyszek nadal stał.
- Czekaj idę z tobą, nie puszczę cie samej ! - podbiegł do mnie i wziął mnie na ręce. - Mam dla ciebie niesodziewankę !
- Niespodziankę jak już. - przemyślałam to co powiedział. - Jaką ?!
- Dowiesz się w pokoju.
Szedł tak ze mną na rękach.
Gdy doszliśmy postawił mnie na ziemi i otworzył drzwi, następnie posadził mnie na łóżku.
- Proszę. - wręczył mi.... dwa bilety na 2 tygodniowe wakacje w Antigua !
- O mój Boże !!!! Kocham cię ! - rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam.
- Wiedziałem że ci się spodoba. Spędzisz ze mną 2 tygodnie czasu, a przy okazji odpoczniesz przed przyjazdem tej dziewczyny.
- Uwielbiam cię. - znów go pocałowałam. - A tak poza marginesem.... Nie jedliśmy dzisiaj śniadania, więc chętnie poszłabym na obiad.
- Sugerujesz że cię wygładzam ? - spytał dociekliwie, ale z uśmiechem na twarzy.
- Yhy, tak troszku. - pocałowałam go w nos. - Idziemy ?
Złapał mnie za rękę i pobiegliśmy na stołówkę.
---------------------------------------------------------
Życzę miłego, krótkiego czytania ^^
wtorek, 21 maja 2013
~ Chapter sixteen.
(Sobota, 26 maja)
Otworzyłam oczy i zobaczyłam go, a raczej jego klatę, byliśmy w moim...naszym pokoju hotelowym.... Tak jak myślicie po upojnej nocy.
- Wyspana ? - spytał mnie delikatnym głosem.
- Hmmm niech no pomyślę... - przerwałam na krótką chwilę - zależy co chcesz robić.
- Zabrać cię na romantyczny spacer po Kędzierzynie.
- Długi ? - spytałam przeciągając sylaby.
- Nie koniecznie, o 13.30 mam trening... A wcześniej niskokaloryczny obiad.
- Czyli szybki spacer po rynku.... ? - spytałam z nadzieją, byłam wykończona, po prawie całej nie przespanej nocy.
- Nie taki szybki, romantyczny bardziej... Wiesz mamy około 3 godzin.
- Nie wiem, chyba nie skorzystam. - uśmiechnęłam się.
- Nie masz wyjścia.
- Umm czyli mnie zmuszasz ?....Ale zaraz, zaraz... Jeśli mamy 3 godziny, a ja mam urlop, to oznacza, że jest 10 rano, a to znaczy że nie żyjesz, bo o tej porze ja powinnam spać ! - popatrzyłam na niego spod byka.
- Ale nie chciałem zostawić cię tak samej... totalnie nagiej... jeszcze ktoś by przez przypadek tu wszedł.
- A dlaczego miałbyś mnie zostawiać ? - spytałam, patrząc podejrzliwie.
- Bo śniadanie podają o 10 a jest za dziesięć... Umieram z głodu - wyszeptał mi do ucha.
- Głupi jesteś.... No dobrze ale ja jestem zmęczona... Musisz mnie ubrać. - powiedziałam kusząco przygryzając wargę.
Uśmiechnął się.
- Ale ja wybieram ubranie.
- Niech będzie... Ale pierw przedyskutuj ze mną twój pomysł.
- Chcę by moim kolegą z drużyny gały powychodziły na twój widok. - oblizał wargi.
- Czyli sądzisz że normalnie wyglądam niepowalająco ?
- Ależ skąd że... tyle że mi chodzi o roznegliżowanie.
- Uważasz że dam ubrać się jak dziwka ?
- Tego nie powiedziałem - odrzekł całkiem poważnie - dziwką to ty jesteś moją i nikomu cie nie oddam. - tym razem towarzyszył mu charakterystyczny ton głosu dla Zbigniewa Bartmana.
- Wieczorem zaprzeczyłeś że jestem twoją dziwką....
- Bo nie na jedną noc... Na całe życie... Ale wiesz co dziwka to chyba zbyt agresywne słowo, nie chcę żebyś poczuła się urażona... Więc może jesteś moją kobietą na całe życie. - na te słowa oczy napełnił się łzami... a usta językiem Zbyszka...
- Przestań... Chcę jeść... Ubierz mnie i nie dziwkowato !
Oczywiście trwało to długo... nawet bardzo... Więc nic dziwnego że spóźniliśmy się ,,dość'' na śniadanie...
Usiedliśmy przy stoliku z Grześkiem, Piotrkiem i Krzyśkiem... z naszą kadrą !
- Coś długo się uwijaliście na te śniadanie... - zaznaczył Paul z stolika obok.
- No nie powiem że nie... Coś nas zatrzymało... - zaśmiał się Zbyszek.
- Coś ? Czyżby pragnienie seksualne ? - zauważył Olieg.
- Nie po prostu nie mogłem znaleźć biustonoszu. - powiedział Zbyszek, na co wszyscy wybuchli śmiechem..
- Zbysiu nie wiedziałem. - powiedział Igła.
- No już nie róbcie z mojego mężczyzny pośmiewiska... On pomagał mi w ubraniu się... prawda kochanie.... ? - próbowałam bronić Zibigo.
Ten nie odpowiedział tylko mnie gorąco pocałował co nie odbyło się bez gwizdów i komentarzy.
- Idziemy skarbie ? - spytał gdy mój i jego talerz był już pusty.
- Chodź. Złapałam go za rękę i wyszliśmy ze stołówki...
------------------------------------------------------------
Taki krótki ale chciałam dodać :) Żeby zabić nudę...
A to tak poza marginesem... dla wszystkich którzy lubią zajebiste książki polecałam cykl Kelley Armstrong : Najmroczniejsze moce W który wchodzą 3 książki :
1. Wezwanie
2. Przebudzenie
3. Odwet
Strasznie się wciągnęłam... I z całego serca polecam !
Otworzyłam oczy i zobaczyłam go, a raczej jego klatę, byliśmy w moim...naszym pokoju hotelowym.... Tak jak myślicie po upojnej nocy.
- Wyspana ? - spytał mnie delikatnym głosem.
- Hmmm niech no pomyślę... - przerwałam na krótką chwilę - zależy co chcesz robić.
- Zabrać cię na romantyczny spacer po Kędzierzynie.
- Długi ? - spytałam przeciągając sylaby.
- Nie koniecznie, o 13.30 mam trening... A wcześniej niskokaloryczny obiad.
- Czyli szybki spacer po rynku.... ? - spytałam z nadzieją, byłam wykończona, po prawie całej nie przespanej nocy.
- Nie taki szybki, romantyczny bardziej... Wiesz mamy około 3 godzin.
- Nie wiem, chyba nie skorzystam. - uśmiechnęłam się.
- Nie masz wyjścia.
- Umm czyli mnie zmuszasz ?....Ale zaraz, zaraz... Jeśli mamy 3 godziny, a ja mam urlop, to oznacza, że jest 10 rano, a to znaczy że nie żyjesz, bo o tej porze ja powinnam spać ! - popatrzyłam na niego spod byka.
- Ale nie chciałem zostawić cię tak samej... totalnie nagiej... jeszcze ktoś by przez przypadek tu wszedł.
- A dlaczego miałbyś mnie zostawiać ? - spytałam, patrząc podejrzliwie.
- Bo śniadanie podają o 10 a jest za dziesięć... Umieram z głodu - wyszeptał mi do ucha.
- Głupi jesteś.... No dobrze ale ja jestem zmęczona... Musisz mnie ubrać. - powiedziałam kusząco przygryzając wargę.
Uśmiechnął się.
- Ale ja wybieram ubranie.
- Niech będzie... Ale pierw przedyskutuj ze mną twój pomysł.
- Chcę by moim kolegą z drużyny gały powychodziły na twój widok. - oblizał wargi.
- Czyli sądzisz że normalnie wyglądam niepowalająco ?
- Ależ skąd że... tyle że mi chodzi o roznegliżowanie.
- Uważasz że dam ubrać się jak dziwka ?
- Tego nie powiedziałem - odrzekł całkiem poważnie - dziwką to ty jesteś moją i nikomu cie nie oddam. - tym razem towarzyszył mu charakterystyczny ton głosu dla Zbigniewa Bartmana.
- Wieczorem zaprzeczyłeś że jestem twoją dziwką....
- Bo nie na jedną noc... Na całe życie... Ale wiesz co dziwka to chyba zbyt agresywne słowo, nie chcę żebyś poczuła się urażona... Więc może jesteś moją kobietą na całe życie. - na te słowa oczy napełnił się łzami... a usta językiem Zbyszka...
- Przestań... Chcę jeść... Ubierz mnie i nie dziwkowato !
Oczywiście trwało to długo... nawet bardzo... Więc nic dziwnego że spóźniliśmy się ,,dość'' na śniadanie...
Usiedliśmy przy stoliku z Grześkiem, Piotrkiem i Krzyśkiem... z naszą kadrą !
- Coś długo się uwijaliście na te śniadanie... - zaznaczył Paul z stolika obok.
- No nie powiem że nie... Coś nas zatrzymało... - zaśmiał się Zbyszek.
- Coś ? Czyżby pragnienie seksualne ? - zauważył Olieg.
- Nie po prostu nie mogłem znaleźć biustonoszu. - powiedział Zbyszek, na co wszyscy wybuchli śmiechem..
- Zbysiu nie wiedziałem. - powiedział Igła.
- No już nie róbcie z mojego mężczyzny pośmiewiska... On pomagał mi w ubraniu się... prawda kochanie.... ? - próbowałam bronić Zibigo.
Ten nie odpowiedział tylko mnie gorąco pocałował co nie odbyło się bez gwizdów i komentarzy.
- Idziemy skarbie ? - spytał gdy mój i jego talerz był już pusty.
- Chodź. Złapałam go za rękę i wyszliśmy ze stołówki...
------------------------------------------------------------
Taki krótki ale chciałam dodać :) Żeby zabić nudę...
A to tak poza marginesem... dla wszystkich którzy lubią zajebiste książki polecałam cykl Kelley Armstrong : Najmroczniejsze moce W który wchodzą 3 książki :
1. Wezwanie
2. Przebudzenie
3. Odwet
Strasznie się wciągnęłam... I z całego serca polecam !
wtorek, 14 maja 2013
~ Chapter fifteen.
(Piątek 25 maja)
A tam stała ONA.
Grzesiek patrzył na mnie zdezorientowany, jakby załamany, usiadł na krzesło podparł rękami brodę i nie wiedział co ma zrobić.
Wstałem i do niej podszedłem.
- Co ty tu do cholery robisz ?! - wykrzyknęłam jej w twarz.
- Zbyszek, chcę to naprawić. Przepraszam, ja już tak nie wytrzymuję. Kocham cię
- Kaśka ale już cię nie kocham ! Kocham tylko Martę, jesteś dla mnie nikim, trzeba było myśleć.
- Wybacz mi, daj mi drugą szanse, spróbujmy - nie wiedziałem nawet kiedy przykleiła mi się do ust. Odepchnąłem ją. A w drzwiach od hotelu stała Marta cała zapłakana razem z Krzyśkiem, a zaraz koło nich pojawił się Grzesiek.
Ja stałem jak zamurowany. W moich uszach słyszałem tylko jej słowa.
- To był zły pomysł, nie potrzebnie wam zawracałam głowę. - odwróciła się i wybiegła na dwór. Krzysiek chciał biec za nią...na dworze była ulewa.
- I co k*rwa zrobiłaś ?! Wy*ierdalaj stąd ! - wyżyłem się na Kaśce. - Krzysiek stój. Gdzie ona pobiegła ?
*Marta*
Weszłam z Krzyśkiem do hotelu, byłam uśmiechnięta.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to Zbyszek całujący się z jakąś rudą dziwką.
Łzy poleciały mi z oczu, czyli to co mówił Kubiak to była prawda.
Podbiegł do nas Grzesiek.
- To był zły pomysł, nie potrzebnie zawracałam wam głowę. - odwróciłam się i wybiegłam, nie zwracałam uwagi na wołania chłopaków, na deszcz. Biegłam przed siebie, gdy straciłam sił usiadłam na ławkę i płakałam. Mój świat się zawalił.
Po jakimś czasie ktoś mnie objął. Odwróciłam się w stronę tej osoby siedział koło mnie ON.
Wstałam nie chciałam mieć z nim nic wspólnego.
- Po co za mną leciałeś, przecież miałeś tam swoją dziwkę. Po co ci dwie. - łzy leciały z moich oczu strumieniami.
- Kochanie. - wstał i mnie objął.
- Nie dotykaj nie ! Nie nazywaj mnie kochaniem. A myślałam że to co powiedział ten twój pożal się Boże kolega było kłamstwem. Zawiodłam się na Tobie. Przyjechałam żeby to wyjaśnić. Ale ty wszystko zepsułeś. Zapomnij o mnie raz na zawsze.
- A co z nami ?
- Ty na prawdę nie rozumiesz ? Nas już nie ma...- odbiegłam zapłakana do hotelu, wpadłam do środka a tam czekał na mnie Grzesiek.
- Chodź. - złapał mnie za rękę i zaprowadził do pokoju - przebierz się. A potem mnie posłuchasz i zrobisz co będziesz chciała.
Poszłam do łazienki przebrałam się, wysuszyłam włosy i wróciłam do Grześka. Usiadłam na przeciw niego.
- Proszę cię tylko nie przerywaj. - powiedział na co zrezygnowana kiwnęłam głową. Z moich oczu nadal leciały łzy - Wiem że jak weszłaś wyglądało to jednoznacznie, ale to nie było tak jak myślisz. Tak jak obiecałem nic mu nie powiedziałem siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Gdy zadzwoniłaś po raz ostatni, w drzwiach minąłem ją. Już wiedziałem że wszystko będzie źle. Ona zawsze sprawiała kłopoty. Zbyszek do niej podszedł i ona zaczęła mówić że nadal go kocha, że nie potrafi bez niego żyć. On jej powiedział że kocha tylko ciebie i wtedy ona go pocałowała, a resztę widziałaś. - gdy skończył zauważyłam że świat nabiera kolorów, może powinnam dać Zbyszkowi to wytłumaczyć?
- Kim ona była ? - te pytanie nie dawało mi spokoju.
- Jego byłą. - przerwał na chwilę - zdradziła go.
- Suka. - powiedziałam pod nosem.
- Porozmawiasz z nim ?
- Niech będzie. No i po raz kolejny dziękuję. - przytuliłam go. - który pokój ? - spytałam stojąc na korytarzu.
- Do końca korytarza, ostatni po lewej.
Podeszłam do wskazanych drzwi, zapukałam i otworzył Piotrek.
Nie musiałam nic mówić, on kiwnął głową i wyszedł.
Zbyszek leżał na łóżku, gdy weszłam do środka i zamknęłam drzwi on momentalnie wstał i stanął koło mnie.
- Przepraszam, to na prawdę nie tak jak wyglądało...
- Nie to mi tłumacz, to już wytłumaczył mi Grzesiek. Ty odpowiadaj na moje pytania. - próbowałam mówić bez uczucia, ale niezbyt mi to wychodziło, bo strasznie mnie do niego ciągnęło. - pierwsze czy to prawda że mnie nie kochałeś że jestem dla ciebie tylko dziwką na jedną noc ?
- NIE ! Nigdy nawet o tym nie pomyślałem. Kocham cię i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Kto ci to powiedział ?
- Nie zgadniesz... Kubiak !
- Zabije ch*ja ! To na prawdę jest kłamstw.... - przerwałam mu złączając nasze usta w pocałunku, nie mogłam się powstrzymać, tak bardzo mnie korciło. A jemu przebaczyłam, nie wiem czy to prawda czy też nie, po prostu brakowało mi go, był moją drugą połówką, połówką na całe życie... tak myślę.
- Przepraszam - szepnął opierając czoło o moje.
- Kocham cię. - lekko musnęłam jego usta.
- Myślę że powinienem podziękować Kosie. - przytulił mnie. - bałem się że już cię nie odzyskam.
- To nic z tym co ja czułam, debilu. - pocałowałam go w nos. - Kubiak tu jest ?
- Nie, został w Rzeszowie, nie gadam z nim.
- I wielkie szczęście.
_____________________________________________
Dzuzeppe normalnie przewidujesz przyszłość :)
Mam nadzieję że nie zawiodłam waszych oczekiwań ^^
A tam stała ONA.
Grzesiek patrzył na mnie zdezorientowany, jakby załamany, usiadł na krzesło podparł rękami brodę i nie wiedział co ma zrobić.
Wstałem i do niej podszedłem.
- Co ty tu do cholery robisz ?! - wykrzyknęłam jej w twarz.
- Zbyszek, chcę to naprawić. Przepraszam, ja już tak nie wytrzymuję. Kocham cię
- Kaśka ale już cię nie kocham ! Kocham tylko Martę, jesteś dla mnie nikim, trzeba było myśleć.
- Wybacz mi, daj mi drugą szanse, spróbujmy - nie wiedziałem nawet kiedy przykleiła mi się do ust. Odepchnąłem ją. A w drzwiach od hotelu stała Marta cała zapłakana razem z Krzyśkiem, a zaraz koło nich pojawił się Grzesiek.
Ja stałem jak zamurowany. W moich uszach słyszałem tylko jej słowa.
- To był zły pomysł, nie potrzebnie wam zawracałam głowę. - odwróciła się i wybiegła na dwór. Krzysiek chciał biec za nią...na dworze była ulewa.
- I co k*rwa zrobiłaś ?! Wy*ierdalaj stąd ! - wyżyłem się na Kaśce. - Krzysiek stój. Gdzie ona pobiegła ?
*Marta*
Weszłam z Krzyśkiem do hotelu, byłam uśmiechnięta.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to Zbyszek całujący się z jakąś rudą dziwką.
Łzy poleciały mi z oczu, czyli to co mówił Kubiak to była prawda.
Podbiegł do nas Grzesiek.
- To był zły pomysł, nie potrzebnie zawracałam wam głowę. - odwróciłam się i wybiegłam, nie zwracałam uwagi na wołania chłopaków, na deszcz. Biegłam przed siebie, gdy straciłam sił usiadłam na ławkę i płakałam. Mój świat się zawalił.
Po jakimś czasie ktoś mnie objął. Odwróciłam się w stronę tej osoby siedział koło mnie ON.
Wstałam nie chciałam mieć z nim nic wspólnego.
- Po co za mną leciałeś, przecież miałeś tam swoją dziwkę. Po co ci dwie. - łzy leciały z moich oczu strumieniami.
- Kochanie. - wstał i mnie objął.
- Nie dotykaj nie ! Nie nazywaj mnie kochaniem. A myślałam że to co powiedział ten twój pożal się Boże kolega było kłamstwem. Zawiodłam się na Tobie. Przyjechałam żeby to wyjaśnić. Ale ty wszystko zepsułeś. Zapomnij o mnie raz na zawsze.
- A co z nami ?
- Ty na prawdę nie rozumiesz ? Nas już nie ma...- odbiegłam zapłakana do hotelu, wpadłam do środka a tam czekał na mnie Grzesiek.
- Chodź. - złapał mnie za rękę i zaprowadził do pokoju - przebierz się. A potem mnie posłuchasz i zrobisz co będziesz chciała.
Poszłam do łazienki przebrałam się, wysuszyłam włosy i wróciłam do Grześka. Usiadłam na przeciw niego.
- Proszę cię tylko nie przerywaj. - powiedział na co zrezygnowana kiwnęłam głową. Z moich oczu nadal leciały łzy - Wiem że jak weszłaś wyglądało to jednoznacznie, ale to nie było tak jak myślisz. Tak jak obiecałem nic mu nie powiedziałem siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Gdy zadzwoniłaś po raz ostatni, w drzwiach minąłem ją. Już wiedziałem że wszystko będzie źle. Ona zawsze sprawiała kłopoty. Zbyszek do niej podszedł i ona zaczęła mówić że nadal go kocha, że nie potrafi bez niego żyć. On jej powiedział że kocha tylko ciebie i wtedy ona go pocałowała, a resztę widziałaś. - gdy skończył zauważyłam że świat nabiera kolorów, może powinnam dać Zbyszkowi to wytłumaczyć?
- Kim ona była ? - te pytanie nie dawało mi spokoju.
- Jego byłą. - przerwał na chwilę - zdradziła go.
- Suka. - powiedziałam pod nosem.
- Porozmawiasz z nim ?
- Niech będzie. No i po raz kolejny dziękuję. - przytuliłam go. - który pokój ? - spytałam stojąc na korytarzu.
- Do końca korytarza, ostatni po lewej.
Podeszłam do wskazanych drzwi, zapukałam i otworzył Piotrek.
Nie musiałam nic mówić, on kiwnął głową i wyszedł.
Zbyszek leżał na łóżku, gdy weszłam do środka i zamknęłam drzwi on momentalnie wstał i stanął koło mnie.
- Przepraszam, to na prawdę nie tak jak wyglądało...
- Nie to mi tłumacz, to już wytłumaczył mi Grzesiek. Ty odpowiadaj na moje pytania. - próbowałam mówić bez uczucia, ale niezbyt mi to wychodziło, bo strasznie mnie do niego ciągnęło. - pierwsze czy to prawda że mnie nie kochałeś że jestem dla ciebie tylko dziwką na jedną noc ?
- NIE ! Nigdy nawet o tym nie pomyślałem. Kocham cię i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Kto ci to powiedział ?
- Nie zgadniesz... Kubiak !
- Zabije ch*ja ! To na prawdę jest kłamstw.... - przerwałam mu złączając nasze usta w pocałunku, nie mogłam się powstrzymać, tak bardzo mnie korciło. A jemu przebaczyłam, nie wiem czy to prawda czy też nie, po prostu brakowało mi go, był moją drugą połówką, połówką na całe życie... tak myślę.
- Przepraszam - szepnął opierając czoło o moje.
- Kocham cię. - lekko musnęłam jego usta.
- Myślę że powinienem podziękować Kosie. - przytulił mnie. - bałem się że już cię nie odzyskam.
- To nic z tym co ja czułam, debilu. - pocałowałam go w nos. - Kubiak tu jest ?
- Nie, został w Rzeszowie, nie gadam z nim.
- I wielkie szczęście.
_____________________________________________
Dzuzeppe normalnie przewidujesz przyszłość :)
Mam nadzieję że nie zawiodłam waszych oczekiwań ^^
sobota, 11 maja 2013
~ Chapter fourteen.
(czwartek 23 maj)
- O tam ! Jakiś pan ją prowadzi. - pobiegła w stronę wysokiego mężczyzny w okularach przeciwsłonecznych, ja już oczywiście wiedziałam kto to jest. - proszę pana, to moja Shelby. Odda ją pan ? - spytała mała głaszcząc psa.
- Jasne mała trzymaj. - podał jej smycz. - Marta ! - zawołał mnie.
- Cześć Grzesiek. - nie chciałam patrzeć mu w oczy, po wczorajszej rozmowie uważałam ich wszystkich za takich samych, bezdusznych siatkarzy... pewnie się myliłam bo nie mogę uwierzyć że taki Igła który ma żonę i dwójkę dzieci jest bezduszny.... W każdym razie nie chciałam widzieć na oczy Kubiaka i Bartmana.
- To..to prawda ? - spytał patrząc na gazetę w moich rękach.
- W części tak.... Myślę że wielu rzeczy nie napisali tu żeby nie zepsuć reputacji Kubiaka. - po raz kolejny chciało mi się płakać.... A przecież znałam Zbyszka tak krótko czy to możliwe żebym go tak bardzo kochała ?
- Pogadamy ? - spytał opiekuńczo.
- Jeśli masz czas. - patrzyłam na Lu i Shelby.
- Usiądźmy.
Siedziałam na ławce on obok mnie, chyba oboje nie wiedzieliśmy jak rozpocząć rozmowę.
- O co tak na prawdę chodziło ?... Możesz mi zaufać. - powiedział patrząc mi w oczy ze współczuciem. Tak mogę mu zaufać...
- Spytałam go dlaczego tak bardzo mnie nienawidzi. Odpowiedział że zabrałam mu przyjaciela, że Zbyszek się nie zakochuje, że pewnie uważa mnie za dziwkę na jedną noc....
- I wtedy strzeliłaś mu placka.
- Nie chciałam w to wierzyć... Ale nie mam pewności że tak nie jest... - łzy poleciały mi z oczu.
- Więc pomyśl... Dzwonił do ciebie ?
- Ponad 20 razy.
- No właśnie, myślisz że jakby jemu na tobie nie zależało to by dzwonił ? - nie odpowiedziałam. - Myślisz że jakby jemu na tobie nie zależało to chciałby zabić Kędzierzynian piłką ? Kowal zdjął go z boiska po pierwszym secie... Wyżywał się na piłce.
- Przepraszam jeśli przeze mnie przegraliście. - nie patrzyłam mu w oczy, czułam się głupio.
- Wygraliśmy, bez Zbyszka też umiemy grać. Ale nawet jeśli byśmy przegrali to nie przez ciebie a przez Michała. Uwierz mi że Zbyszkowi na tobie zależy, nawet nie cieszył się z wygranej tylko jak najszybciej chciał dowiedzieć się co się stało, ale Michał milczał... Mówił tylko że nie jesteś dla niego odpowiednia, żeby nie tracił na ciebie czasu... Zbyszek był na niego obrażony za wsze czasy. Myślę że powinnaś z nim porozmawiać.
- Też tak myślę. Ale dzisiaj wyjeżdżacie, będę musiała poczekać...
- My wyjeżdżamy ale Igła przyjeżdża dopiero jutro wieczorem, dzisiaj jest ich rocznica ślubu... Przyjedziesz jutro z Krzyśkiem... Będę wiedział o tym tylko ja, ty i Krzysiek. Co ty na to ?
- Dziękuję. Jeśli na prawdę jest tak jak mówił Kubiak, wyjadę na drugi dzień. Jeśli to kłamstwo...
-... zostaniesz do końca tak jak planowaliście razem ze Zibim.
Kiwnęłam głową a mój humor znacznie się poprawił.
- Może wpadniesz na kawę ? - spytałam go.
- Jakoś nie mam zbytnio czasu, muszę się spakować. Ale dziękuję za zaproszenie...
- To ja dziękuję za poprawę samopoczucia. No i obiecuję że jutro zadzwonię do Krzyśka... Bo dzisiaj nie chcę psuć im rocznicy.
- Jak chcesz, ja mogę zadzwonić.
- Nie, lepiej żeby nikt nie słyszał. - uśmiechnęłam się do niego.
- To powodzenia, i do zobaczenia jutro.
- Jeszcze raz dzięki - przytuliłam go i rozeszliśmy się. Złapałam za rękę Lu, ona trzymała Shelby... była wykończona, po zabawie z psem.
- Kto to był ? Ten pan który znalazł Shelby i który zrobił uśmiech na twojej twarzy. - spytała wchodząc do domu. i zdejmując buty.
- Grzesiek, kolega Krzyśka i...
- Zibiego ? - spytała mała.
- Tak i Zbyszka. Zmykaj do pokoju i ściągnij smycz Shelby. - weszłam do kuchni i zrobiłam na szybko naleśniki na obiad... zjadłyśmy po 2 i poszłam się spakować... nie wiedziałam czy spakować się na tydzień czy na 1 dzień.... Postanowiłam się spakować na tydzień... tak w razie czego.
Gdy już zrobiłam co miałam... Zjadłam kanapkę i wróciła Roksana.
- Cześć. Jak tam ?
- Lepiej... Jutro wyjeżdżam.. nie wiem kiedy wrócę. - powiedziałam nadal na nią obrażona. i poszłam do pokoju, weszłam na internet... pełno plotek na temat mój, Kubiaka i Zbyszka. Typu : Czy dziewczyna Zbyszka Bartman leci na dwa fronty ?
Gdy to czytałam powracał mój zły humor.
Nie myśląc już o niczym innym położyłam się spać...
*~*
Wykręciłam do Krzyśka... Mam nadzieję że już nie śpi... w końcu już 11.
Odebrał po dwóch sygnałach.
- Słucham ?... Igła z tej strony.
- Cześć Krzysiek, tu Marta... Mam prośbę.
- Zawsze do twoich usług. - zaśmiał się.
- O której wyjeżdżasz ? - spytałam.
- O 14.30 a co byś chciała ?
- Mogę jechać z tobą ? Wyjaśnię ci wszystko w drodze.
- Jasne... Będzie mi miło. To o 14.25 bądź pod klatką.
- Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się i nacisnęłam czerwoną słuchawkę.
Zjadłam szybko jakąś przekąską.
I pobiegłam szybko do sklepu, po rzeczy potrzebne na podróż. Gdy wróciłam było już 10 po 14.
Wzięłam szybko torbę i ubrałam się w czarne legginsy i w miętowy sweter. Na nogi ubrałam miętowe vansy. Wyszłam pod blok o 14.20 a Krzysiek już był.
Stał koło samochodu.
- Marnie wyglądasz. - skrytykował mnie.
- Dzięki - powiedziałam z sarkazmem.
Wziął moją torbę i schował do bagażnika. Wsiadłam do samochodu i czekałam aż on zrobi to samo.
- To czekam na wyjaśnienia. - spytał gdy już jechaliśmy. - mamy na rozmowę 3 i pół godziny, możesz mówić teraz ale słuchać moich próśb żebyś powiedziała.
- To od czego mam zacząć ?
- Od incydentu na meczu.
Opowiedziałam mu wszystko od A do Z.
- Teraz skąd ten pomysł by jechać.
- Spotkałam wczoraj w parku Grześka... Pogadałam z nim i powiedział mi jak zachowywał się Zbyszek, to dało mi do myślenia... Grzesiek mówił że dobrze by było gdybym z nim porozmawiała. No ale problem pojawiał się że nie zdążyłabym porozmawiać z nim przed wyjazdem, no i on powiedział mi że ty wyjeżdżasz dopiero dzisiaj...
- Czyli jeśli okaże się że Michał miał rację...
- wracam do domu jutro... no chyba że wszystko wymyślił wtedy...
- Zostajesz ze Zbyszkiem do końca pobytu... tak jak planowaliście. Fajnie że o mnie pomyśleliście.
*Zbyszek*
Siedzieliśmy na kolacji... chłopacy się wygłupiali, śmiali ja byłem przybity, nie mogłem wytrzymać bez niej, a najgorsze było to że Kubiak nie chciał niczego powiedzieć, a z tego co pisało w gazecie to jego wina, on wcale nie miał wyrzutów sumienia.
Grzesiek siedział ze mną i rozmawiał... Denerwowało mnie jedynie to że co chwilę wychodził ze stołówki bo musiał do kogoś zadzwonić.
Gdy już po raz 5 wrócił na stołówkę, stanął obok mnie
- Ktoś do ciebie - wskazał głową na drzwi a tam stała ONA.
________________________________________________
Od razu mówię że ta data u góry ma mi ułatwiać pamiętanie daty... ^^
Mam nadzieję że wam się będzie podobało.
- O tam ! Jakiś pan ją prowadzi. - pobiegła w stronę wysokiego mężczyzny w okularach przeciwsłonecznych, ja już oczywiście wiedziałam kto to jest. - proszę pana, to moja Shelby. Odda ją pan ? - spytała mała głaszcząc psa.
- Jasne mała trzymaj. - podał jej smycz. - Marta ! - zawołał mnie.
- Cześć Grzesiek. - nie chciałam patrzeć mu w oczy, po wczorajszej rozmowie uważałam ich wszystkich za takich samych, bezdusznych siatkarzy... pewnie się myliłam bo nie mogę uwierzyć że taki Igła który ma żonę i dwójkę dzieci jest bezduszny.... W każdym razie nie chciałam widzieć na oczy Kubiaka i Bartmana.
- To..to prawda ? - spytał patrząc na gazetę w moich rękach.
- W części tak.... Myślę że wielu rzeczy nie napisali tu żeby nie zepsuć reputacji Kubiaka. - po raz kolejny chciało mi się płakać.... A przecież znałam Zbyszka tak krótko czy to możliwe żebym go tak bardzo kochała ?
- Pogadamy ? - spytał opiekuńczo.
- Jeśli masz czas. - patrzyłam na Lu i Shelby.
- Usiądźmy.
Siedziałam na ławce on obok mnie, chyba oboje nie wiedzieliśmy jak rozpocząć rozmowę.
- O co tak na prawdę chodziło ?... Możesz mi zaufać. - powiedział patrząc mi w oczy ze współczuciem. Tak mogę mu zaufać...
- Spytałam go dlaczego tak bardzo mnie nienawidzi. Odpowiedział że zabrałam mu przyjaciela, że Zbyszek się nie zakochuje, że pewnie uważa mnie za dziwkę na jedną noc....
- I wtedy strzeliłaś mu placka.
- Nie chciałam w to wierzyć... Ale nie mam pewności że tak nie jest... - łzy poleciały mi z oczu.
- Więc pomyśl... Dzwonił do ciebie ?
- Ponad 20 razy.
- No właśnie, myślisz że jakby jemu na tobie nie zależało to by dzwonił ? - nie odpowiedziałam. - Myślisz że jakby jemu na tobie nie zależało to chciałby zabić Kędzierzynian piłką ? Kowal zdjął go z boiska po pierwszym secie... Wyżywał się na piłce.
- Przepraszam jeśli przeze mnie przegraliście. - nie patrzyłam mu w oczy, czułam się głupio.
- Wygraliśmy, bez Zbyszka też umiemy grać. Ale nawet jeśli byśmy przegrali to nie przez ciebie a przez Michała. Uwierz mi że Zbyszkowi na tobie zależy, nawet nie cieszył się z wygranej tylko jak najszybciej chciał dowiedzieć się co się stało, ale Michał milczał... Mówił tylko że nie jesteś dla niego odpowiednia, żeby nie tracił na ciebie czasu... Zbyszek był na niego obrażony za wsze czasy. Myślę że powinnaś z nim porozmawiać.
- Też tak myślę. Ale dzisiaj wyjeżdżacie, będę musiała poczekać...
- My wyjeżdżamy ale Igła przyjeżdża dopiero jutro wieczorem, dzisiaj jest ich rocznica ślubu... Przyjedziesz jutro z Krzyśkiem... Będę wiedział o tym tylko ja, ty i Krzysiek. Co ty na to ?
- Dziękuję. Jeśli na prawdę jest tak jak mówił Kubiak, wyjadę na drugi dzień. Jeśli to kłamstwo...
-... zostaniesz do końca tak jak planowaliście razem ze Zibim.
Kiwnęłam głową a mój humor znacznie się poprawił.
- Może wpadniesz na kawę ? - spytałam go.
- Jakoś nie mam zbytnio czasu, muszę się spakować. Ale dziękuję za zaproszenie...
- To ja dziękuję za poprawę samopoczucia. No i obiecuję że jutro zadzwonię do Krzyśka... Bo dzisiaj nie chcę psuć im rocznicy.
- Jak chcesz, ja mogę zadzwonić.
- Nie, lepiej żeby nikt nie słyszał. - uśmiechnęłam się do niego.
- To powodzenia, i do zobaczenia jutro.
- Jeszcze raz dzięki - przytuliłam go i rozeszliśmy się. Złapałam za rękę Lu, ona trzymała Shelby... była wykończona, po zabawie z psem.
- Kto to był ? Ten pan który znalazł Shelby i który zrobił uśmiech na twojej twarzy. - spytała wchodząc do domu. i zdejmując buty.
- Grzesiek, kolega Krzyśka i...
- Zibiego ? - spytała mała.
- Tak i Zbyszka. Zmykaj do pokoju i ściągnij smycz Shelby. - weszłam do kuchni i zrobiłam na szybko naleśniki na obiad... zjadłyśmy po 2 i poszłam się spakować... nie wiedziałam czy spakować się na tydzień czy na 1 dzień.... Postanowiłam się spakować na tydzień... tak w razie czego.
Gdy już zrobiłam co miałam... Zjadłam kanapkę i wróciła Roksana.
- Cześć. Jak tam ?
- Lepiej... Jutro wyjeżdżam.. nie wiem kiedy wrócę. - powiedziałam nadal na nią obrażona. i poszłam do pokoju, weszłam na internet... pełno plotek na temat mój, Kubiaka i Zbyszka. Typu : Czy dziewczyna Zbyszka Bartman leci na dwa fronty ?
Gdy to czytałam powracał mój zły humor.
Nie myśląc już o niczym innym położyłam się spać...
*~*
Wykręciłam do Krzyśka... Mam nadzieję że już nie śpi... w końcu już 11.
Odebrał po dwóch sygnałach.
- Słucham ?... Igła z tej strony.
- Cześć Krzysiek, tu Marta... Mam prośbę.
- Zawsze do twoich usług. - zaśmiał się.
- O której wyjeżdżasz ? - spytałam.
- O 14.30 a co byś chciała ?
- Mogę jechać z tobą ? Wyjaśnię ci wszystko w drodze.
- Jasne... Będzie mi miło. To o 14.25 bądź pod klatką.
- Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się i nacisnęłam czerwoną słuchawkę.
Zjadłam szybko jakąś przekąską.
I pobiegłam szybko do sklepu, po rzeczy potrzebne na podróż. Gdy wróciłam było już 10 po 14.
Wzięłam szybko torbę i ubrałam się w czarne legginsy i w miętowy sweter. Na nogi ubrałam miętowe vansy. Wyszłam pod blok o 14.20 a Krzysiek już był.
Stał koło samochodu.
- Marnie wyglądasz. - skrytykował mnie.
- Dzięki - powiedziałam z sarkazmem.
Wziął moją torbę i schował do bagażnika. Wsiadłam do samochodu i czekałam aż on zrobi to samo.
- To czekam na wyjaśnienia. - spytał gdy już jechaliśmy. - mamy na rozmowę 3 i pół godziny, możesz mówić teraz ale słuchać moich próśb żebyś powiedziała.
- To od czego mam zacząć ?
- Od incydentu na meczu.
Opowiedziałam mu wszystko od A do Z.
- Teraz skąd ten pomysł by jechać.
- Spotkałam wczoraj w parku Grześka... Pogadałam z nim i powiedział mi jak zachowywał się Zbyszek, to dało mi do myślenia... Grzesiek mówił że dobrze by było gdybym z nim porozmawiała. No ale problem pojawiał się że nie zdążyłabym porozmawiać z nim przed wyjazdem, no i on powiedział mi że ty wyjeżdżasz dopiero dzisiaj...
- Czyli jeśli okaże się że Michał miał rację...
- wracam do domu jutro... no chyba że wszystko wymyślił wtedy...
- Zostajesz ze Zbyszkiem do końca pobytu... tak jak planowaliście. Fajnie że o mnie pomyśleliście.
*Zbyszek*
Siedzieliśmy na kolacji... chłopacy się wygłupiali, śmiali ja byłem przybity, nie mogłem wytrzymać bez niej, a najgorsze było to że Kubiak nie chciał niczego powiedzieć, a z tego co pisało w gazecie to jego wina, on wcale nie miał wyrzutów sumienia.
Grzesiek siedział ze mną i rozmawiał... Denerwowało mnie jedynie to że co chwilę wychodził ze stołówki bo musiał do kogoś zadzwonić.
Gdy już po raz 5 wrócił na stołówkę, stanął obok mnie
- Ktoś do ciebie - wskazał głową na drzwi a tam stała ONA.
________________________________________________
Od razu mówię że ta data u góry ma mi ułatwiać pamiętanie daty... ^^
Mam nadzieję że wam się będzie podobało.
Subskrybuj:
Posty (Atom)