sobota, 11 maja 2013

~ Chapter fourteen.

(czwartek 23 maj)
- O tam ! Jakiś pan ją prowadzi. - pobiegła w stronę wysokiego mężczyzny w okularach przeciwsłonecznych, ja już oczywiście wiedziałam kto to jest. - proszę pana, to moja Shelby. Odda ją pan ? - spytała mała głaszcząc psa.
- Jasne mała trzymaj. - podał jej smycz. - Marta ! - zawołał mnie.
- Cześć Grzesiek. - nie chciałam patrzeć mu w oczy, po wczorajszej rozmowie uważałam ich wszystkich za takich samych, bezdusznych siatkarzy... pewnie się myliłam bo nie mogę uwierzyć że taki Igła który ma żonę i dwójkę dzieci jest bezduszny.... W każdym razie nie chciałam widzieć na oczy Kubiaka i Bartmana.
- To..to prawda ? - spytał patrząc na gazetę w moich rękach.
- W części tak.... Myślę że wielu rzeczy nie napisali tu żeby nie zepsuć reputacji Kubiaka. - po raz kolejny chciało mi się płakać.... A przecież znałam Zbyszka tak krótko czy to możliwe żebym go tak bardzo kochała ?
- Pogadamy ? - spytał opiekuńczo.
- Jeśli masz czas. - patrzyłam na Lu i Shelby.
- Usiądźmy.
Siedziałam na ławce on obok mnie, chyba oboje nie wiedzieliśmy jak rozpocząć rozmowę.
- O co tak na prawdę chodziło ?... Możesz mi zaufać. - powiedział patrząc mi w oczy ze współczuciem. Tak mogę mu zaufać...
- Spytałam go dlaczego tak bardzo mnie nienawidzi. Odpowiedział że zabrałam mu przyjaciela, że Zbyszek się nie zakochuje, że pewnie uważa mnie za dziwkę na jedną noc....
- I wtedy strzeliłaś mu placka.
- Nie chciałam w to wierzyć... Ale nie mam pewności że tak nie jest... - łzy poleciały mi z oczu.
- Więc pomyśl... Dzwonił do ciebie ?
- Ponad 20 razy.
- No właśnie, myślisz że jakby jemu na tobie nie zależało to by dzwonił ? - nie odpowiedziałam. - Myślisz że jakby jemu na tobie nie zależało to chciałby zabić Kędzierzynian piłką ?  Kowal zdjął go z boiska po pierwszym secie... Wyżywał się na piłce.
- Przepraszam jeśli przeze mnie przegraliście. - nie patrzyłam mu w oczy, czułam się głupio.
- Wygraliśmy, bez Zbyszka też umiemy grać. Ale nawet jeśli byśmy przegrali to nie przez ciebie a przez Michała. Uwierz mi że Zbyszkowi na tobie zależy, nawet nie cieszył się z wygranej tylko jak najszybciej chciał dowiedzieć się co się stało, ale Michał milczał... Mówił tylko że nie jesteś dla niego odpowiednia, żeby nie tracił na ciebie czasu... Zbyszek był na niego obrażony za wsze czasy. Myślę że powinnaś z nim porozmawiać.
- Też tak myślę. Ale dzisiaj wyjeżdżacie, będę musiała poczekać...
- My wyjeżdżamy ale Igła przyjeżdża dopiero jutro wieczorem, dzisiaj jest ich rocznica ślubu... Przyjedziesz jutro z Krzyśkiem... Będę wiedział o tym tylko ja, ty i Krzysiek. Co ty na to ?
- Dziękuję. Jeśli na prawdę jest tak jak mówił Kubiak, wyjadę na drugi dzień. Jeśli to kłamstwo...
-... zostaniesz do końca tak jak planowaliście razem ze Zibim.
Kiwnęłam głową a mój humor znacznie się poprawił.
- Może wpadniesz na kawę ? - spytałam go.
- Jakoś nie mam zbytnio czasu, muszę się spakować. Ale dziękuję za zaproszenie...
- To ja dziękuję za poprawę samopoczucia. No i obiecuję że jutro zadzwonię do Krzyśka... Bo dzisiaj nie chcę psuć im rocznicy.
- Jak chcesz, ja mogę zadzwonić.
- Nie, lepiej żeby nikt nie słyszał. - uśmiechnęłam się do niego.
- To powodzenia, i do zobaczenia jutro.
- Jeszcze raz dzięki - przytuliłam go i rozeszliśmy się. Złapałam za rękę Lu, ona trzymała Shelby... była wykończona, po zabawie z psem.
- Kto to był ? Ten pan który znalazł Shelby i który zrobił uśmiech na twojej twarzy. - spytała wchodząc do domu. i zdejmując buty.
- Grzesiek, kolega Krzyśka i...
- Zibiego ? - spytała mała.
- Tak i Zbyszka. Zmykaj do pokoju i ściągnij smycz Shelby. - weszłam do kuchni i zrobiłam na szybko naleśniki na obiad... zjadłyśmy po 2 i poszłam się spakować... nie wiedziałam czy spakować się na tydzień czy na 1 dzień.... Postanowiłam się spakować na tydzień... tak w razie czego.
Gdy już zrobiłam co miałam... Zjadłam kanapkę i wróciła Roksana.
- Cześć. Jak tam ?
- Lepiej... Jutro wyjeżdżam.. nie wiem kiedy wrócę. - powiedziałam nadal na nią obrażona. i poszłam do pokoju, weszłam na internet... pełno plotek na temat mój, Kubiaka i Zbyszka. Typu : Czy dziewczyna Zbyszka Bartman leci na dwa fronty ?
Gdy to czytałam powracał mój zły humor.
Nie myśląc już o niczym innym położyłam się spać...
*~*
Wykręciłam do Krzyśka... Mam nadzieję że już nie śpi... w końcu już 11.
Odebrał po dwóch sygnałach.
- Słucham ?... Igła z tej strony.
- Cześć Krzysiek, tu Marta... Mam prośbę.
- Zawsze do twoich usług. - zaśmiał się.
- O której wyjeżdżasz ? - spytałam.
- O 14.30 a co byś chciała ?
- Mogę jechać z tobą ? Wyjaśnię ci wszystko w drodze.
- Jasne... Będzie mi miło. To o 14.25 bądź pod klatką.
- Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się i nacisnęłam czerwoną słuchawkę.
Zjadłam szybko jakąś przekąską.
I pobiegłam szybko do sklepu, po rzeczy potrzebne na podróż. Gdy wróciłam było już 10 po 14.
Wzięłam szybko torbę i ubrałam się w czarne legginsy i w miętowy sweter. Na nogi ubrałam miętowe vansy. Wyszłam pod blok o 14.20 a Krzysiek już był.
Stał koło samochodu.
- Marnie wyglądasz. - skrytykował mnie.
- Dzięki - powiedziałam z sarkazmem.
Wziął moją torbę i schował do bagażnika. Wsiadłam do samochodu i czekałam aż on zrobi to samo.
- To czekam na wyjaśnienia. - spytał gdy już jechaliśmy. - mamy na rozmowę 3 i pół godziny, możesz mówić teraz ale słuchać moich próśb żebyś powiedziała.
- To od czego mam zacząć ?
- Od incydentu na meczu.
Opowiedziałam mu wszystko od A do Z.
- Teraz skąd ten pomysł by jechać.
- Spotkałam wczoraj w parku Grześka... Pogadałam z nim i powiedział mi jak zachowywał się Zbyszek, to dało mi do myślenia... Grzesiek mówił że dobrze by było gdybym z nim porozmawiała. No ale problem pojawiał się że nie zdążyłabym porozmawiać z nim przed wyjazdem, no i on powiedział mi że ty wyjeżdżasz dopiero dzisiaj...
- Czyli jeśli okaże się że Michał miał rację...
- wracam do domu jutro... no chyba że wszystko wymyślił wtedy...
- Zostajesz ze Zbyszkiem do końca pobytu... tak jak planowaliście. Fajnie że o mnie pomyśleliście.
*Zbyszek*
Siedzieliśmy na kolacji... chłopacy się wygłupiali, śmiali ja byłem przybity, nie mogłem wytrzymać bez niej, a najgorsze było to że Kubiak nie chciał niczego powiedzieć, a z tego co pisało w gazecie to jego wina, on wcale nie miał wyrzutów sumienia.
Grzesiek siedział ze mną i rozmawiał... Denerwowało mnie jedynie to że co chwilę wychodził ze stołówki bo musiał do kogoś zadzwonić.
Gdy już po raz 5 wrócił na stołówkę, stanął obok mnie
- Ktoś do ciebie - wskazał głową na drzwi a tam stała ONA.
________________________________________________
Od razu mówię że ta data u góry ma mi ułatwiać pamiętanie daty... ^^
Mam nadzieję że wam się będzie podobało.      

2 komentarze:

  1. Fajny . :D
    Dodawaj szybko . :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Grzesiu to taki dobry duszek. tu coś doradzi, tu podpowie, tu sam zdecyduje co ma kto zrobić :P
    Nie no fajna postać :) No i jeszcze jak dociekliwy Krzysiu.
    Dlaczego ja mam dziwne przeczucia, że to właśnie w tych drzwiach to nie będzie właśnie Ona, tylko jakaś inna ona?
    Pozdrawiam,
    Dzuzeppe :*
    Ps. Zapraszam również na 6 na http://the--past--in--the--future.blogspot.com/, Jeśli masz czas i ochotę to zajrzyj ;)

    OdpowiedzUsuń