- Gratuluję ! - podbiegłam do niego i pogratulowałam wygranej.
- Dziękuję, kochanie - złączył nasze usta w pocałunku.
Po chwili pojawili się koło nas inni Resoviacy... tacy jak : zawodnicy i fani....
- Zbyszek możemy z tobą zdjęcie ? - spytały jakieś dwie dziewczyny.
On spojrzał na mnie jakby prosząc o zgodę...
- Nie musisz się mnie pytać o zgodę, to twoje fanki, a mi nic do tego... Poczekam na korytarzu. - uśmiechnął się a ja wyszłam i usiadłam na ławkę.
Po niedługiej chwili z szatni wyszedł Grzesiek i usiadł obok mnie.
- Jak zadowolona ? - spytał mnie.
- Z czego ? - nie do końca załapałam.
- No ogólnie, z wyjazdu, z meczów ?
- Jest świetnie. Ale tak się zastanawiam, bo wy przecież za niedługo jakąś Ligę macie no nie ?
- No 16 czerwca*... A co ?
- No bo Zbyszek chcę mnie wziąć na wakacje, ale chyba nie powinien no nie ? No bo przecież musi trenować.
- Nie przejmuj się, w ciągu roku zawsze mamy przerwę po sezonie klubowym... Najczęściej właśnie na 2 tygodnie...
Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Czym ja zasłużyłam na takiego chłopaka i takich przyjaciół ?
- O czym myślisz ? - spytał po długiej ciszy.
- O tym że ja jako kobieta ubieram się szybciej niż wy po meczu. - skłamałam.
- Ej nie gadaj ja się szybko przebrałem... Mam w sobie coś ze supermana. Mówię ci zawsze jestem pierwszy... Supr G!
- Jeżeli Superman był niedorozwinięty, to każdy z was ma coś z niego. - wstałam i wyszłam na dwór, może i byli świetnymi przyjaciółmi, ale jak można być tak głupim ? Wydaje mi się że Lu jest bardziej dojrzała. A właśnie, ciekawe co u nich.
Wyjęłam telefon i wykręciłam do Roksany... Po dwóch sygnałach jednak się rozmyśliłam, przecież byłam na nią obrażona... Czy ja muszę mieć takie trudne życie ?!
Gdy stałam tak w miejscu jak debilka, uświadomiłam sobie że pewnie wyglądam jak jakaś idiotka... Gdy chciałam się odwrócić wpadłam na (podejrzę Zbyszka, poczułam po perfumach.).
- Czy ty musisz wszystko zepsuć ? - spytał smutno, - chciałem cię przytulić tak od tyłu, ale ty musiałaś się odwrócić... - zamknęłam jego usta pocałunkiem, na początku wydawał się zaskoczony, ale to trwało zaledwie pół sekundy, a potem oddał pocałunek, gdy się od siebie oderwaliśmy przyłażył swoje czoło do mojego a ja szepnęłam.
- Zamknij się, dobra ? - odpowiedzią zapewne był pocałunek...
- Skończycie chociażby na chwilę ? - zapytał zirytowany Pit.
- Nie - powiedziałam kręcąc głową i złączając ponownie nasze usta w pocałunku... Na co Igła zaśmiał się pod nosem i przybił mi piątkę.
Wsiedliśmy do autobusu, a wcześniej Zbyszek zapoznał mnie z Michałem Ruciakiem i Pawłem Zagumnym... mówiąc przy tym ,,Jeszcze się z nimi pomęczysz''
I tak przez całą drogę myślałam co to miało znaczyć... Ale w końcu poddałam się..
- I co teraz prosto do łóżka ? - spytałam, z myślą że coś będziemy robić, bo w ogóle nie byłam śpiąca.
- Jestem trochę zmęczony, ale możemy się zabawić.. - powiedział ruszając jednoznacznie brwiami.
- Nie wiesz co, ja jednak pójdę się przejść. - powiedziałam całując go w nos... wstając z miejsca, i wychodząc z autobusu...
Gdy zmierzałam gdzieś w stronę lasku nieopodal hotelu, wziął mnie na ręce.
- Nie pozwolę ci chodzić samej po lesie w tak zimną noc... i straszną... A wiedz że za 27 minut wybija północ i duchy wychodzą na herbatkę do zombi... Wiesz że zombi poluje na zajebiście atrakcyjne kobiety, a potem ja gwałci... Nie pozwoliłbym na to coś ci się stało... - popatrzyłam na niego z politowaniem.
- Za dużo Scooby Doo. - uśmiechnęłam się wymuszając.
Zeskoczyłam mu z rąk i pognałam do hotelu. Wbiegłam do mojego pokoju i zamknęłam drzwi... A niech dziś ma nauczkę że mnie nastraszył... Tak bardzo mnie nastraszył... Brr boję się ! Haha
Po chwili usłyszałam nacisk na klamkę i jego głos...
- Martuś otwórz będę grzeczny ! - krzyczał różne rzeczy w tym kontekście.
- Nie, idź do swojego pokoju, do mnie przychodzą znajomi zombie... Będą mnie gwałcić...
- Kochanie nie żartuj tak ! - powiedział ze strachem w głosie...
- Zbyszek debilu, na prawdę wierzysz w zombie ?
- A ty może nie ?
- Jezu z kim ja żyję... - powiedziałam ciszej żebym tylko ja mogła to słyszeć... - idź do Super G, niech cię obroni przed atakiem zombie... Dobranoc zombiaczku.
Zgasiłam światło i przebrałam się w piżamę... Położyłam się i usłyszałam jak Zbyszek zrezygnowany odchodzi...
Po pół godzinnych rozmyśleniach ,,Czy to na pewno ten jedyny'' zasnęłam z odpowiedzią ,,Innej opcji nie ma''
--------------------------------------------
Tak więc jest 18 ! Mam nadzieję że nie zawiodłam was ^^
Tak jeszcze 2 dni do Ligi Światowej... a 9 dni do meczu naszych kochanych Polaków...
Skończyłam wczoraj jednego bloga... i tak sobie pomyślałam że założę jeszcze jednego...
więc proszę podaję linka..."
We both know it's a cruel World. But, I will take my chances.
Dla zainteresowanych jest to opowieść o Madzi która jest biathlonistką... Będzie w tym opowiadaniu wspomniane o siatkówce i siatkarzach, o piłce nożnej i piłkarzach, o koszykówce i koszykarzach... i o zwykłym życiu.
ps. Jak nazywają się rodzice Zbyszka Bartmana ?
* - zmieniłam datę rozpoczęcia Ligi Światowej... ponieważ nie miałabym kiedy zrobić im tych wakacji. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz