niedziela, 5 maja 2013

~ Chapter twelve.

*Marta*
- Nie gadaj ty przynajmniej dostałaś ten cholerny urlop.... Jak można dostać prawie 3 miesiące urlopu po tak krótkim okresie pracy... - powiedział na pożegnanie Romek, gdy ja zaczęłam się delektować urlopem... prawie 3 miesięcznym.
Wyszłam przed restauracje i w oczy rzuciło mi się białe audi i opierającego się o nie Zbyszka. Podeszłam do niego, a on nic nie mówiąc przykleił mi się do ust.
- Dostałaś urlop... tak bardzo się cieszę... pojedziesz ze mną do Kędzierzyna ? - spytał przytulając mnie.
- Yyy na Zbyszek nie wiem... - spojrzał na mnie błagająco - No dobra, pojadę. - powiedziałam na co on pocałował mnie i okręcił mnie dookoła własnej osi.
- Kocham cię - szepnął mi do ucha.
Tym razem to ja go pocałowałam.
- Zawieziesz mnie do domu ? - spytałam.
- Do mojego ? - mrugnął w moją stronę.
- Nie kotku, do mojego. - wystawiłam język w jego stronę i odbiegłam do jego samochodu, zajmując miejsce pasażera z przodu i włączając muzykę na fulla. On stał obok auta i patrzył na mnie z niedowierzaniem i uśmiechem na twarzy.
Usiadł za kierownicą i ściszył muzykę, łącząc nasze usta w pocałunku.
- Jedź już. - rozkazałam z uśmiechem.
Jechał, była cisza. Patrzył to na ulicę, poważnie, to na mnie z uśmiechem.
Właśnie poczułam że nie wiem jak mogłam go nienawidzić. Przecież jest cudowny... Boski ! Mój Zbyszek!
Zatrzymał się.
- Wejdziesz ? - spytałam z nadzieją.
- Nie skarbie, dzisiaj mecz... Przyjdź, będziesz siedziała z Miśkiem, proszę - zrobił oczy a'la Kot ze Shreka.
- Dobrze przyjdę, ale niezbyt mnie lubi ten twój Misiek. - musnęłam jego usta, otworzyłam drzwi i chciałam wyjść... Ale nie odpięłam pasów... Musiało wyglądać to komicznie bo Zbyszek płakał ze śmiechu. - Głupi jesteś - odpięłam pasy i chciałam wyjść ale on złapał mnie za rękę i przyciągnął moje usta do swoich. - Do wieczoru ! 
Szybko pokonałam schody i weszłam do mojego mieszkania, gdzie już było słychać jakąś bajkę i podśpiewywanie Roksany.
- Kamila przyjedzie. - powiedziała ponuro siostra gdy mnie zobaczyła.
- Ale jak Kamila ? Co my mamy z Kamilą wspólnego.
- Julka mnie poprosiła. Ona wyjeżdża, a nie ma z kim jej zostawić... A ja się zgodziłam.
- I ty sobie poradzisz z Luizą i Kamilą ? Ile ona w ogóle ma lat ? - spytałam zdenerwowana.
- No nie wiem 15 chyba. Ale to moja przyjaciółka wiesz że nie wypada odmówić.
- Jasne. Julka to ta ,,kobieta'' ze spożywczaka w którym pracowałaś ?
- Tak. Miałam nadzieję że mi pomożesz... - posmutniała.
- Wiesz mam urlop i nie zamierzam zmarnować go na opiekę nad jakąś gówniarą. Rozumiem jakbyś prosiła mnie o opiekę nad Lu. Ile ona tu będzie ?
- Co najmniej miesiąc, ale jest możliwość że całe wakacje. - Roksana unikała mojego wzroku.
- To zajebiście spędzisz te wakacje ! - odwróciłam się i wyszłam z domu. Nie wiem gdzie pójdę, ale nie zniosłabym tej atmosfery w domu.
Jedynym pocieszającym faktem było to że za niedługo ten mecz i zobaczę się ze Zbyszkiem. Bingo ! Idę do Zbyszka.
Szłam drgając ze złości. Przerażała mnie głupota Roksany.
 Weszłam szybko po schodach, nie pukając weszłam do jego mieszkania.
- Cześć kochanie ! - powiedziałam ściągając buty.
Weszłam do salonu a szedł tamtędy Kubiak w ręczniku dookoła bioder.
- Yyy... Gdzie Zbyszek ? - spytałam próbują uniknąć jego wzroku.
- Tam. - wskazał ręką na jego pokój.
Poszłam we wskazanym kierunku.
Weszłam ponownie nie pukając.
- Czemu nie powiedziałeś mi że on tu mieszka ?! Nie przychodziłabym. - usiadłam obok niego naburmuszona.
- A może tak cześć i buziak na przywitanie.
- Mówiłam już cześć jakbyś nie słyszał, a na buziaka nie zasłużyłeś. - odwróciłam głowę w drugą stronę.
- Ktoś tu jest zły. - pocałował mnie w skroń. - Co się stało ?
- Roksana mnie zdenerwowała. - kiwnął głową bym kontynuowała. - zaoferowała pomoc jakieś koleżance.
- Jaką pomoc ?
- Że zaopiekuje się jej córką.
- Co w tym złego.
- Że ona ma 15 lat i ma zostać na miesiąc albo dwa.
- Jak chcesz możesz przez ten czas mieszkać ze mną.
- Muszę pomyśleć. Ale dziękuję. - dałam mu soczystego buziaka.
- Mam coś dla ciebie. - podszedł do szafy i wyjął koszulkę Resovi z jego nazwiskiem. - Załóż ją dzisiaj, jest twoja.
- Dziękuję... Jesteś kochany. - po raz kolejny poczęstowałam go pocałunkiem. - Mogę dzisiaj u ciebie spać. Nie chcę wracać do domu.
- Jeszcze pytasz, od jakiegoś czasu nie marzę o niczym innym. Przebierz bluzkę i się zbieramy. - wyszedł z pokoju, zapewne do łazienki.
Przebrałam koszulkę, co prawda była o wiele za duża, ale pachniała nim... Od tej pory była moją najulubieńszą bluzką.
Wyszłam z pokoju, oni stali już gotowi.
_______________________________________
Mam nadzieję że wszystkim się spodoba.
Uwielbiam was w jeden dzień zebrałam 110 wyświetleń... Dzięki wam <3
Wiem że trochę popieprzyłam z tymi meczami... Pierw powinny być dwa w Kędzierzynie potem dopiero w Rzeszowie... Ale mam nadzieję że wam to nie przeszkadza :)

2 komentarze:

  1. Jestem pierwsza.. xD
    Rozdział świetny . ; p Roksana też mnie wkurzyła, więc jakbym była na miejscu Marty to nie wiem co bym zrobiła.;p
    Kiedy następny?
    Zapraszam do siebie, mile widziane komentarze . ; p
    http://maybe-volleyball.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. nawet nie zwróciłam uwagi, że coś namieszałaś z meczami :D dla mnie to nie ma znaczenia ;) a poza tym świetny rozdział ;D czekam na kolejny ;D / ZB9

    OdpowiedzUsuń